2011/11/14

Guimar i piramidy

Bez przekonania, ruszyliśmy bo trzeba.
Wszyscy o tym gadają i akurat była gorsza pogoda co dla części wycieczki jest wystarczającym pretekstem aby nie siedzieć w Oceanie(ja tam mogę nie wychodzić z wody).
Od Autopisty SUR nawigacja nas wyprowadziła drogą dosyć krętą 7 czy 8km i jesteśmy w Guimar.
Co za cholera? Nie widac żadnych piramid.

Wjeżdżam do miasteczka bo gdzieś będzie jakiś drogowskaz. Miasteczko fajne, kanaryjskie, dużo małych i pokręconych uliczek-oczywiście jednokierunkowych. Jeździmy chwilę i JEST brązowy drogowskaz (naczęściej te do atrakcji mają kolor brązowy albo w przypadku kościołów fioletowy) nawet lekka ulga bo ciągle hiszpański na poziomie szympansa(jak ktoś się poczuł urażony to gratuluję).
Po jakimś czasie i 2 innych drogowskazach stoimy przed muzeum i powraca pytanie:
Co za cholera? Nie widac żadnych piramid.
Podchodzimy do muru/westybulu  i widać jakieś tarasy.

Co za cholera? To to są te piramidy?
No i wchodzimy: są zniżki dla nas rezydentów(ciekawe czy Polskie Państwo zacznie się kiedyś troszczyć w ten sposób o swoich Obywateli?) więc trudno odżałuję te kilka euro i wchodzimy. Głównie dlatego że jak już przyjechaliśmy no to głupio teraz wracać, ale niewiele brakuje żeby dąć w trąbkę do odwrotu. Zwycięża wstyd przed wyjściem na Sknerę.
No i może nie warto oceniać książki po okładce. Muzeum jest zrobione z głową.
Tu nie chodzi o to że dana kamienna figurka jest naprawdę z II w.n.e czy jest kopią co to dla mnie za różnica przecież fachowiec potrzebuje mikroskopu żeby odróżnić.
Tutaj jest to co wg mnie jest w muzeum najważniejsze czyli Pomysł jak pokazać ciekawy ciąg wydarzeń tak żebyś mógł myślą lotną ogarnąć ideę wyzierającą zza potłuczonych garnków czy kamiennych figurek z grubsza przypominających coś.
Pewnie że było im łatwiej bo wybrali super pomysł.
Myślą przewodnią jest odkrycie tych piramid przez Thora Heyerdahl'a. I powiązanie przez niego piramid z historią cywilizacji i ich zdolnością do podróży pełnomorskich.
Jak prawie każdy chłopak Wyprawę Kon-Tiki przeczytałem i zrozumiałem z niej tyle co z innej książki podróżniczo-przygodowej.
Nie wiem jak ty ale ja mam obraz naukowca jako ważniaka oderwanego od rzeczywistości, łasego na granty i marnującego mój czas piep... o rzeczach o których i tak nie ma pojęcia ani nie jest w stanie udowodnić(np czarne dziury).
Ostatnie wyczyny geniuszy od Globalnego Ocieplenia na przykład, zdają się potwierdzać tę tezę(btw pod koniec XIXw grupa naukowców opublikowała raport z którego wynikało że jak Paryż będzie się dalej tak rozwijał to w ciagu 20-30 lat pokryty będzie 1,5m warstwa nawozu końskiego - a co? a samochód był tuż, tuż).
Thor Heyerdahl to inna para kaloszy. Po pierwsze nie był debilem (choć jak wiadomo jedyną kwalifikacją do bycia naukowcem jest chęć bycia naukowcem) więc stawiał przemyślane tezy, po drugie był odważny więc nie bał sie ich konfrontować z rzeczywistością, mało tego używał czegoś czego używano dawno temu a czego współczesna nauka już nie potrzebuje "Eksperymentu".
Jeżeli twierdzę że dawne cywilizacje mogły dokonywać wypraw transoceanicznych to jak to najdobitniej udowodnić?
a-Wygłaszając dobitne przemówienia?
b-Publikując artykuł w Science?
c- Organizując taką wyprawę?
Ciekawe ilu naukowców wybrałoby c.

No i dlatego mają wygodne domy i samochody kupione za nasze zmarnowane pieniądze, ale ich życie jest życiem nic nie wartych wyrobników. Heyerdahl był inny i dlatego muzeum w Guimar bardzo ale to bardzo polecam.
Najpierw jest pokazany łańcuch przyczynowo skutkowy który ułożył Heyerdahl w teorię dyfuzjonizmu(tj że była wymiana informacji miedzy cywilizacjami- moze nie internet ale jednak ;-).
Czyli  np południowoamerykańskie rysunki, albo figurki brodatych wikingów.  
Potem eksponaty związane z jego wyprawami.
Są tu miniatury i jego KON TIKI ,i RA,i Tygrysa.
No a Guanchowie (czyli przedhiszpańscy mieszkańcy teneryfy) byli podobno niebieskoocy.
Się człowiek nadziwi, nadowiaduje, natłumaczy i wychodzi na zewnątrz do piramid.
Droga wiedzie wśród roślinek poopisywanych i potłumaczonych a niektórych to całkiem fajnych
(są tu zgromadzone endemizmy i regionalne i typowo kanaryjskie). MANGO mój faworyt ma nawet ławeczkę żeby spożywać w spokoju, no to się obżarłem, Zerwałem, Pożarłem i się Uświniłem.
Wytłumaczono mi co to jest Miód Palmowy czyli Guarapo.
Byłem zdziwiony wcześniej ceną w sklepach. Jaki ten miód u nich drogi, co te pszczoły tutaj takie pazerne?
Potem nawet próbowałem i dobry skurczybyk lekko dymny, lekko karmelowy, mało słodki ogólnie super jako dodatek do np lodów. Albo jogurtu, albo rogalika francuskiego.
Piramidy nawet mi się przestały niepodobać bo byłem najedzony ;-).
ścieżka wokół piramid pokazuje też stanowisko archeologiczne i kończy się w restauracji/barze ale przedtem jest krzak granatu. Takiego słodkiego owocu granatu nigdy przenigdy nie jadłem, a jadłem granatów sporo. Więc może dlatego wyszedłem b.kontent.
A może dlatego że tak wlaśnie widzę rolę muzeum, że nie ma dla mnie znaczenia czy eksponaty są oryginalne a bardziej chodzi o historie którą opowiadają, przeciez nawet Szczerbiec to fake. A jezeli w kazdym muzeum byłby zachowany związek przyczynowo-skutkowy to byłoby to bardziej strawne dla widza. No i własnie bo to przecież zbrodnia niesłychana żeby budować muzea pod widza. Większość tych które odwiedzałem była po prostu wydziwnionym magazynem staroci, bez pomysłu poukładanych w gablotach. Pewnie tak jest łatwiej niż mieć jakąś Ideę i wokół niej budować ekspozycję. Każdemu myślącemu człowiekowi Muzeum w Guimar polecam !!!

1 komentarz:

  1. Zanim ktoś się tam wybierze proszę wczesniej poczytac cos na temat THORA HEYERDALHA . Inaczej taka wizyta nie ma sensu.

    OdpowiedzUsuń