2012/01/02

to była impreza !!! Bo bawić to się trzeba umieć o!

Najfajniejszy Sylwester w życiu 2011
czasem przypadek jest lepszy niż plan- tutaj też, zdjęcie wyszło nieostro ale dzięki temu łatwiej zrozumieć jak czuliśmy się po tylu lampkach szampana i otoczeni setkami decybeli czegoś co roboczo nazwę latino-raga.

To co widzicie na pierwszym rozmazanym planie to:
Pląsający Anglicy(Córka widziała kolegę z klasy Anglika który wywijał z Mamą).
No to od początku- nie jesteśmy jeszcze na tyle starzy(a Wiosennie I Świeżo Piękna M. -to jest zupełnie młoda) żeby iść na Zorganizowaną Zabawę Sylwestrową. Od zawsze kojarzyło mi się to z największą na świecie kasztaną te wodzireje, klezmerzy i nieświeże towarzystwo FUJ!!! No a Kanarki nas nie zaprosiły :-( buu. Czyli trudno ale i tak mamy zamiar się dobrze bawić.
CAVA czyli b. dobre wino musujące (dobre wino musi być tanie ;-) półwytrawne(semi seco) w oszałamiającej cenie 1,49EUR w Supermercado Mercadona(mają taką piosenkę: "mercadona, mercadona i cośtam dalej" ale melodia przylepia się od razu i Córka oraz Niezwykle Umuzykalniona M. zawsze wychodzą podśpiewując) taka cena oznacza konieczność zakupu dużej ilości bo tanio, ja wziąłem 5szt i 1szt ciut droższej Cavy brut czyli wytrawnie wytrawnej za 1,99EUR. No a jak już byłem przy winach to mieli niedrogą Rioję której jeszcze nie próbowałem więc też się przytuliła(czy to przypadkiem nie zaczyna brzmieć jak zwierzenia alkoholika?).
Oczywiście jak reszta Kanarków pozostałą część wózka wypełniłem słodyczami, a no i winogrona- czemu?
Bo to jest taka hiszpańska tradycja że się ma 12 winogronek na talerzyku i jak zegar wybija 12 uderzeń na nowy rok to się je przy każdym uderzeniu pożera. I jak ktoś ostatnią zeżre zgodnie z wybiciem Nowego Roku to ma szczęście i pomyślność zapewnioną, a jak komuś się nie uda to właściwie też, bo przecież mieszka na Wyspach Szczęścia nie? ;-)
Jak sie okazało wielu Kanarków nie przestrzega tej tradycji ale o tym nie wiedziałem więc kupiłem i nam winogrona. Miałem w tym roku dużo szczęścia bo raz że Bezcenna i Niezwykła M ode mnie nie odeszła to jeszcze przenieśliśmy się na Teneryfę i ... tak właśnie- Sylwester wypadł w mój dzień obżarstwa!!! Czy mogło być lepiej?
Oszczędzę wszystkim i sobie(no bo piszę w poniedziałek a to już normalnie pozbawiony cukrów dzień) opisu tego co żeśmy zżerali, tylko nadmienię że jednak Pan de Higo rządzi i wymiata i zostaje moim Słodyczem Roku 2011.
Sylwester już od popołudnia zapowiadał się bardzo gorąco......
Cava była w użyciu od rana, bo przecież gdzieś tam już ludzie świętują nie? Myśl globalnie działaj lokalnie-no to działaliśmy.
Na początek małe zaskoczenie Sylwester jest dla Kanarków świętem częściowo rodzinnym!!
Do 0.00 siedzą w domach albo u siebie albo u rodziny czy bliskich znajomych- co potwierdza Córka z relacji koleżanek. Oznacza to ze na ulicach pustawo.
Się żeśmy postanowili przejść ok 21 żeby sprawdzić co się dzieje na miejscu Fiesty w Los Gigantes.
Było sporo Anglików trochę Rosjan i Polaków i leciały klezmerskie wykonania evergreenów z tym że ten green to był raczej taki zgniłozielony, ogólnie fuj(albo nawet rym do fuj).
Smutne konstatacje nad tym że zły pieniądz wypiera dobry pieniądz zakończyliśmy postanowieniem że idziemy do domu a wrócimy na fajerwerki.
Kanary to najlepsze miejsce na świecie na spędzanie sylwestra- życzenia rodzinie składasz o 23!! i idziesz się bawić nie kombinując gdzie się tu schować żeby zadzwonić do Mamy(pozdrowienia dla Najfajniejszej D.N.).
Więc i jesteś w porządku, i od 23.30 możesz być total party animal.
Podzwoniliśmy i idziemy na fajerwerki.
Z daleka słychać że muzyka jakaś inna. Niezawsze Optymistyczna M. stwierdziła że widocznie grają cover Marley'a "No woman, no cry" i stąd słychac regałowe rytmy. Zbliżamy się i jakże miłe zaskoczenie. Wymiotło beznadziejne wymiociny przemysłu rozrywkowego i gra normalna Kanaryjska Kapela - CZAD!!! 
Gra do tańca i bezpretensjonalnie takie łupane latino z rytmami mocno regałowymi(to dlatego się kojarzyło z Marley'em) klawisze, duże congas(takie duże bębny gra się na nich rękami) i Pan Wokalista który miał taki mniejszy bęben poziomo umocowany  i młócił w niego z jednej strony ręką a z drugiej pałą (bez skojarzeń proszę ;-).
Weszliśmy na schodki pełni dobrej myśli i... Pani Brytyjka w Dość Średnim wieku podeszła do mnie objęła w pół i zabrała do tańca. Jako że niestety ciągle wyglądam na buca to jej mąż nie odważył się porwać Cudownie Gibkiej M. Odtańczyłem z Panią taniec, mąż nie wiadomo za co przeprosił chociaż w moim rozumieniu uśmiechałem się do nich miło. I już wiedzieliśmy że jak Anglicy tańczą no to musi być naprawdę niezła impreza.
Było G e n i a l n i e.
Jakieś 20 min przed godziną 0 wpadła duża, wyluzowana grupa dość mocno dorosłych(no bo przecież jak się ktoś tak zachowuje to powiedzenie o nim stary jest świństwem) osób w założonych na twarze maskach modelek i modeli - kurcze to trzeba mieć do siebie dystans co? Widocznie i do nich dotarło że tutaj jest fajniej niż na hotelowym balu.
No i Cuda Sylwestrowe się działy - stali koło mnie Rosjanie tacy przypakowani, a ja i tacy Rosjanie  to zazwyczaj reagujemy na siebie jak psy bulowate czyli mierzymy się wzrokiem i szukamy okazji. A panowie patrzyli z sympatią po ludziach i się uśmiechali do wszystkich i do mnie też, tak nawet porozumiewawczo że trochę nieśmiało i zagadująco. No Cud prawdziwy i cava zamiast wódki. Pozdrawliajem s Nowom Godom!!!
Zabawa się rozkręcała, Anglicy mieli małe zatargi z grawitacją za co przepraszały Żony, wszyscy rozlewali drinki podrygując i tańcząc, było kuuul.
Oczywiście Nowy Rok się po kanaryjsku spóźnił- ludzie patrzyli z niedowierzaniem na swoje telefony pokazujące za 3, za 2 za minutę a kanaryjski zegarek stanął za 5 dwunasta. Ale przytomny Pan Wokalista widząc że wszyscy otwierają szampany skończył piosenkę i złożył życzenia.
Potem były fireworks najpierw zza kościoła(szał co? zza kościoła!! i Giertych nie przyleciał i nas nie pozabijał) wyleciały zamówione przez Wydział do Spraw Fiest Ayuntamiento Santiago del Teide(to nie jest żart jest Wydział do Spraw Fiest bo to poważna sprawa) a jak się skończyły to hotel (obrzydliwie wyglądający jak bloki na Ursynowie) czyli Los Gigantes wystrzelił swoje więc ludzie czyli my tez poleźli się pogapić. No a potem wróciliśmy dalej kręcić kuprami jak rasowi południowcy. Się okazało że mimo posiadania Bosko Nordyckiej Urody Zmysłowa M. tańczy jakby całe życie spędziła na przygotowaniach do karnawału w Rio. A mimo to nie eksplodowałem z zazdrości że ludzie się na Nią gapią czyli Drugi Cud. Oczywiście w każdej łyżce miodu znajdę beczkę dziegciu więc i tu trafiła się para z wyglądu Mocno Środkowoeuropejska która postanowiła zrobić pokaz kroków których nauczyli się gdzieś w szkole tańców latynoamerykańskich trochę byli karykaturalni w tym przejęciu rolą, i żałosnym odklepaniu wkutych na pamięć kroków ale na obronę dodam że współgrało to dobrze z ich fizyczną brzydotą.
Rodacy nie idźcie tą drogą!!!! Taniec to emanacja radości życia a nie dowód na posiadanie dużej ilości wolnego czasu dla której nie znajdujemy lepszego wypełnienia niż kurs.
Skończyły nam się wina które mieliśmy ze sobą a Szczupła i Zgrabna M. była już bardzo głodna(ona jest jak koliber i musi jeść non stop) więc wróciliśmy do domu.
Z powodów wyjaśnionych wcześniej nie będę opisywał co żeśmy żerli powiem tylko że udawałem że dzień obżarstwa nie skończył sie o północy.
Wzięliśmy kolejne wino i ruszyliśmy z powrotem.
Tym razem poszliśmy od tej strony gdzie wszyscy mieli ciemne włosy- czyli było tam więcej kanarków.
Kolejne zdziwienie pełno rodzin z dziećmi.No nie to że wogóle z dziećmi ale że dzieci od lat kilku do co najmniej kilkunastu. Wszyscy tańczą a córki po tańcu wracają do rodziny i to nie jest obciach. Podchodzą koledzy do chłopaka 190cm tańczącego obok i tańczą z nim i jego rodzicami. Inna kultura panie. Otworzyliśmy sobie wino a córce wzięliśmy colę z baru i mój wzrok padł na Zjawisko.
Małe wyjaśnienie uwielbiam Kanarków i Kanarkinie też ale oni uwielbiają siebie jeszcze bardziej. Panie ok 150cm z delikatną(hm,hm no ale bądźmy delikatni) nadwagą wbite w obcisłe minisukieneczki balansujące na krawędzi 15cm obcasów to norma, wszyscy strzelają dookoła zalotnymi/uwodzicielskimi spojrzeniami tylko że.. Większość ludzi flirtuje ze sobą podczas tańca co nie oznacza chęci konsumpcji znajomości ale właśnie chęć flirtu i po tańcu para rozchodzi sie, i tańczy osobno albo z innymi partnerami. Na początku mnie to nieco dziwiło że pani tak się wokół pana wije i rączką obejmuje potem dziękują sobie za taniec i ona wraca do męża czy koleżanek. No i tu czas na wspomniane Zjawisko.
Pani dość młoda ale juz nie dziewczę, po kanaryjsku przaśna z tatuażem nad którąś kostką, w czerwonej sukience, włosy po hiszpańsku z jakąś spinką czy kwiatem twarz b.hiszpanska czyli wg naszych norm za duża, za ciężkie rysy nie napiszę że nieładna bo nie ma nieładnych kanarków.
No i jakiś pan ją poprosił do tańca, i WOW!!
Pani położyła jego rękę na swoim dość wydatnym biodrze na niej swoją z palcami ułożonymi w dziwny acz b.ładny zawijas drugą rękę położyła panu od tyłu na karku(przedramię) i głowie(dłoń) tak że palce były jakby grzywką wyglądało to b.poufale rzec by można. I zaczęła tańczyć. Osobiście nie znoszę tańca, a już te wszystkie flamencopodobne doceniam tylko w wykonaniu Mumio tak tutaj normalnie szczena mi opadła na podłogę. Tak jak pierwszy raz widziałem na żywo boksującego Arka Stefaniaka i widziałem że to nie telewizja że nie tylko Roy Jones ale że normalnie można. I ta Pani wymiatała i nie miało znaczenia że nie zostanie miss nawet tutaj, w tańcu była Zjawiskiem. Ktoś inny wykonujący te gesty byłby śmieszny a pani budziła u nas sympatię i podziw. Nie powinno to dziwić że ludzie tutaj umieją się bawic ale mnie jeszcze ciągle dziwi.
Po tym jak się powołałem na przykłady rodzin dookoła Córka zechciała mnie zaszczycić tańcem. Byłem  b.przejęty-bo to po raz pierwszy w życiu (no nie licząc czasów kiedy nie pytałem jej o zdanie bo byłem w stanie spacyfikować każdy przejaw buntu za pomocą łaskotek). Ok 4 jak już córka zaczęła przysypiać a nam się znowu skończyło wino(kto to widział żeby robić butelki 750ml?) poszliśmy do domu chociaż Kanarki zostały bawić się dalej. Więc nie powiem kiedy się Sylwester skończył. Ale w Nowy Rok przed 12.00(wstawałem pić ;-) było cicho jak makiem zasiał. Za rok powtórka. Koniecznie przyjeżdżać!. I zabierać rodziny!!.

1 komentarz:

  1. Heh swietnie sie czytało :) mam nadzieje ze kiedys spedze tam sylwestra...

    OdpowiedzUsuń