2012/02/11

Veni Vidi Vomici- czyli wyprawa na kontynent

no niestety takie właśnie odruchy wymiotne mam po pobycie w Madrycie i tym jak to miasto wyglada.
konieczność zmierzenia się z rzeczywistością - czyli załatwienie kilku spraw wygnało mnie z wysp na 9 długich dni :(
No i między innymi dlatego wznawiam bloga mimo odgrażania się i podjętej próby bojkotu korporacji google co z pewnością w dłuższym czasie doprowadziłoby ją do upadku ;-).
Ale nie mogę czekać -aż się we mnie gotuje głównie po tym pobycie w Madrycie.
Czego się spodziewałem? no czegoś ciut gorszego niż Kanary i znacznie lepszego niż Polska.
zaczynamy: lotnisko w Barajas - duże i ładnie położone co stwierdziliśmy dopiero dnia następnego (to zdjęcie u góry to jest makieta lotniska umieszczona na lotnisku, jakby ktoś chciał wiedzieć jak wygląda to lotnisko na którym jest howgh)- teraz to do hotelu i na miasto.

Komunikacja GENIALNA- metro wielkie i rozgałęzione, kupujesz bilet za 1,5e i jedziesz wszędzie,
Hotel żeśmy(no tak naprawdę Zapobiegliwa i Przewidująca M.) wzięli w Barajas- w jedna stronę Ibis- 49e 3os/noc b.czysto, wygodny pokój, świeża łazienka(bez zapaćkanych silikonem niedoróbek)no i jak oceniała Wrażliwa i Delikatna M. pościel bawełniana b.wysokiej jakości, polecam ze szczerego serca, wracając braliśmy don luis hotel i było gorzej -ciekawe jak to jest że ten sam Ibis w Warszawie płacąc obsłudze w złotówkach, za  pokój musi/może brać więcej?

Zwiedzanie Madrytu
oczekiwania mieliśmy spore, że miasto niezniszczone przez niemców, że nie przebudowane pod dyktando ruskich - no i hiszpańskie przysmaki - oj zaboli kieszeń.
To co najpierw? na Fly4free był przewodnik weekendowego zwiedzania, coś tam poczytałem i myślę zabiorę laski na kolejkę linową (bo tania ;-) Teleferico.
Wybraliśmy się metrem z 2 przesiadkami, oznaczenia linii i przystanków bueno, metro czyste,  widziałem panią strażniczkę flirtującą z grajkiem podziemnym- no naprawdę go podrywała .
Bilet 1,5e z dowolnego miejsca madrytu w dowolne miejsce madrytu,więc wg mnie tanio.
Wyłazimy na wierzch i skucha, brzydko aż oczy trzeba przymykać- cholerna secesja / korporacje/ bylejakość
Tak jakby Nowy świat z Warszawy zajmował kilka kwartałów miasta.
Pozwiedzamy to badziewie później bo lecimy napaść oczy przeolbrzymim parkiem i widokami z kolejki.
Po drodze usiłuję napić się kawy i zasunąć jakieś desayuno ale gdzie te hiszpańskie specjały? Pastelerie, panaderie czy choćby bary tapas-chociaż tam głównie przekąski niewegetariańskie.
Jedyne co się łapało to jakieś takie bardziej w stylu barku i z żarciem z gotowców, kanapkami z supermarketu więc nie.
włazimy do wszechobecnego corte inglez- patrz filmik z typowego skrzyżowania w centrum.
Kupuję kruche placuszki anyżkowe na oliwie - rzeczywiście przysmak, takie coś pomiędzy herbatnikiem a ciastem francuskim, na wierzchu pomalowane wodą z cukrem i przyprawami- polecam.
Laski zeźlone brakiem śniadanka ale idziemy- moze gdzieś coś fajnego wypatrzymy.
Kierujemy się na stację Teleferico widzę jakiś park. Pełne zaskoczenie: czuję się jak w domu. Bezdomni z reklamówkami śpią na ławkach(4stC). Teleferico-stacja ma zapach dworca zachodniego  i pomalowana sprayem a poza tym NIECZYNNA. O żesz ty !!! Jak to? a no poza sezonem tylko w weekendy- no to niech się ... no co tam lubią i idziemy zwiedzać. Od razu trafiamy na Pałac Kultury tylko bez iglicy- kur... co jest klątwa jakaś?
Po drodze wypatrujemy fajnego miejsca żeby coś przekąsić.
Dla wyjaśnienia to nie jest tak że jak wydam 4e na kawę to będę miał długi ale
- nienawidzę ludzi którzy siedzą w takich knajpach i nie chcę dzielić z nimi posiłku bo to albo snoby albo bogate świnie
- nie lubię się czuć wydymany a tak bym sie właśnie czuł płacąc za średnią kawę 4e
- jeżeli ktoś robi naprawdę dobrą kawę to czuć zapach już na ulicy, więc ma od groma klientów i nie musi robić 1000% marży żeby wyjść na swoje- czyli jednym słowem drogie kawiarnie kawę mają zazwyczaj g...ną na poziomie "tschibo podaj to co najlepsze" czyli dla kogos kto pije na co dzień brasilię w osiedlowym barku u Antonia  nie do zaakceptowania
- no i klient głosuje nogami, jak mam inaczej dać znać że nie akceptuję takich miejsc jeżeli zostawiam tam pieniądze?
Myślisz że w Madrycie masz wybór? dupa a nie wybór
Jak nie miejsca gdzie pan kelner otula ci nogi serwetą abyś sobie bogata świnio nie pochlapała garnituru za X tys euro mlaskając przy korycie to:
STARBUCKS, MCDONALDS, COFFEHEAVEN
takie tradycyjne hiszpańskie marki i specjały- poza tym zamalowane witryny po barach i sklepikach.
Acha no i jakieś 2-3 sklepy corte inglez na m2
No bo pewnie. Wolny rynek widocznie korporacje są lepsze. Prawda? Kawa z mcdonalda: mmmmm, smażone w starym tłuszczu ciastka mmmmm. Możesz ich wywolnokonurencjować prawda? Możesz się ścigać na wysokość czynszów z mcdonalds czy starbucks? albo dać reklame w TV? albo ponosic stratę przez cały rok czy dwa żeby tylko wyrżnąć konkurencję?
Jeżeli do tego dąży świat to się wypisuję albo czekam aż chińczycy zrobią z amerykańskim bydłem porządek.
Oczywiście w końcu musiałem spasować i wejść na herbatę do mcdonalda(kobiety rządzą światem a już u nas w domu to nawet twardą ręką ale sam nie zamówiłem nic) a tu zonk nie ma herbatu tylko mrożona(mała chwila niskiej satysfakcji: a nie mówiłem)!!!! i co im zrobisz.
No i widziałem po raz pierwszy w życiu dwa strabucks obok siebie!!!!!przedzielone bramą!!!! warto zwiedzać Madryt zaiste.
obowiązkowe zdjęcia przy Don Kichocie - co robić? trzeba ulec bo to wyświechtane ale być i nie zrobić to snobizm i wydziwnianie.
Leziemy przez te ulice i dopiero Pan z Kasztanami poprawił mi humor- a już Wybrednej acz Łaskawej M bardzo poprawił humor- nie to żeby były jakieś super/super ale dały sie zjeść poza tym Pan sprzedawał je z paleniska we wnętrzu blaszanej szczęki i wyglądał uczciwie.
 Trochę było niedopieczonych i pewnie Francuz by połowę wyrzucił ale dla nas były cool bo od dawna nie jedliśmy.
Potem było już nieco lepiej.
Doleźliśmy do placu z dużą ilością młodzieży i turystycznych atrakcji w stylu ludzi przebranych za Boba Esponję czy Patryka(ulubione postacie Córki). Może i tandeta ale co tam ważne że parę euro se dzieciaki zarobią.
Fajny bar na rogu z którego wyłażą ludzie ze słodyczami- włacza mi się radar i lecę, mało nóg nie połamię.
w srodku jak w Barze Mlecznym tylko zapach inny. Zapach..... mmmmmm... KAWA, dobra kawa i świeże ciastka!!!! donoszą co chwila tace z gorącymi ciastkami. Tłok bo miejsca w środku mało a ludzi dużo.
lada dookoła przy ladzie parapet i na ten parapet dostajesz mój drogi kawę i co tam chcesz.
Przerób niesamowity, za każde 2mb lady odpowiada Pan Pracownik i ledwie się wyrabia, taki ruch.
No to zamawiamy- kawa i taki krążek 5cm grubości średnicy 15cm z ciasta półfrancuskiego posypany płatkami migdałów i lukrowany/pomadowany - dobre, no to teraz długi pączek wypełniony kremem patissiere(taki jak w kremówkach)- żeby mieć odniesienie do cukierni na wyspie , no to teraz..... eetam koniec- laski się znudziły i chcą wyjść :-( a pan smaży takie maleńkie placuszki i chcę zobaczyc co on z nich zrobi i zężrę od razu ale potrzeby niewielu muszą ustąpić przed zachciankami kobiet) idziemy.
Wychodząc kupujemy smażone w cukrze kasztany- rozczarowujące idę o zakład że zrobię lepsze, ukręcone z żółtka i cukru kulki- niezjadliwe zupełnie,  smakujące i pachnące starym jajkiem, i wyłazimy.
Na placyku przygrywa zespół prawietradycyjny- córka wrzuca 1e do kapelusza pobudza to odwagę innych darczyńców- no bo skoro nie zamordowali takiej małej dziewuszki to i ja sie odważę wrzucić pieniążek.
W Barajas już nie chcę ryzykować po tylu kulinarnych rozczarowaniach, robimy zakupy w supermercado i spać.
Ale wracając do hotelu zerkam że jednak jakieś knajpki są.
Rano na desayuno.
No i nareszcie to na co czekałem. Miejsce z moich marzeń- w sśrodku normalni ludzie, jakaś starsza pani tak na oko 80-letnia w futrze z karakułów i odstawiona wpadła na śniadanko w postaci churrosów i czekolady, przy barze 2 gości pije poranne piwko , 3 koleżanki ok 40siedzą przy stoliku obok i dzielą porcję churros.
TAAAAAK to tu, pamiętaj człowieku Calle Suez, Barajas.
Zamówiliśmy herbatę- pani dała nam kartę herbat!!! w Hiszpanii-kartę herbat!!! no i co tam lubisz- Herrbaciana i Wybredna M. twierdzi że piła tu najlepszą herbatę w życiu, zaparzona i podana w maleńkim imbryczku .
Czekolada- Córka wybrała chociaz korzystaliśmy wszyscy- gęsta ze łyżka stoi i nieprzesłodzona, zrobiona z dobrej, gorzkiej czekolady- lepsza niz na wyspach gdzie podają b.mleczne i słodkie albo wręcz colacao czy inne świństwo.
Ja kawa- dobra  ale nie lepsza niż brasilia u Antonia.
No i churros - zamówiliśmy porcję i żremy używając do maczania córkowej czekolady. PYYYSZNE!!! trochę inne niz robi Antonio- bardziej spoiste ciasto, mniej drożdżowe, trzyma formę jak kruche ciasteczka z maszynki tj zachowuje przekrój gwiazdki w smażeniu - minęła chwila i po churrosach.
To podłażę do lady i proszę o kolejne.
Się skończyła pora churros ale jak pan kucharz zrozumiał że mi bardzo ale to bardzo smakowały (muy delicioso) to kazał czekać 5min i że zrobi dla nas porcję- zrobił i to podwójną(a policzyli za zwykłą) i taki był dumny że nam smakuje że aż nas wyszli zza baru pożegnać i życzyć szczęśliwej podróży. A Pan kucharz dumny przed wszystkimi no ale nie mogłem go nie chwalić bo mistrz, prawdziwy mistrz- kurcze gdzie ja w Polsce znajdę człowieka który jest dumny z tego co robi a nie ile zarabia? Naprawdę tak mi było w tym barku super że uch.
Kurcze jak macie trochę czasu na lotnisku to jest autobusem 101 10min, bilet 1,50 do Barajas, a naprawdę super. No i pospacerowaliśmy po Barajas i wydało nam się fajniejsze niż centrum Madrytu. Mniej spieszących się ludzi z wzrokiem wbitym w chodnik, wąskie uliczki no i ani jednego corte inglez, co za ulga!!!!!
Wrócimy do madrytu, lepiej przygotowani, poszukamy jakiejś dzielnicy która bardziej pasuje do nas, ale na razie porażka. Vomit i już.
Wieczorem po raz pierwszy od 3mies włączyłem telewizor w hotelu tylko po to żeby zobaczyć jak policja pałuje studentów za bierny opór i jak zobaczyłem krew ściekającą po plecach(podciągnęli koszulki siedząc żeby było widać) to mi się płakać chciało. No żesz kurr.... Jak ZOMO. Nie, Hiszpania mi się nie spodobała.

2 komentarze:

  1. az dziw bierze, ze ktos kto mieszka w takim fajnym miejscu, jest tak zlosliwy, zawistny i tak mu zal dupsko sciska, ze ktos inny ma wiecej kasy niz on :/
    niestety tu koncze czytanie tego bloga, ktory mial mnie nieco w sprawie kanaryjskiej wyedukowac, gosc ktory go pisze, a raczej jego problem "pieniezny" skutecznie ten blog psuje :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taa- poczekamy, zobaczymy. Byłem już w życiu bogaty i byłem biedny. Być biednym jest trudniej ale być bogatym żałośniej. Poczytaj Senekę. Wróć jak zrozumiesz.

      Usuń