2012/03/27

Ciepło, cieplej, goraco

Pełnia lata na Tenerife Sur a na Norte frio czyli nie ciepło bo ciepło to calor. Tak mówi Antonio jak przyjeżdża z Norte- mają tam knajpkę w Loro Park'u. Antonio ma na sobie sweter i narzeka że gorąco więc zachodziliśmy w głowę czemu jak mu gorąco to jest w swetrze- no i odpowiedź bo przyjechał z zimnej północy.
A u nas skwar i pełno turystów z poprzypalanymi nosami.
My Kanarki(przynajmniej tak się czuję powiem zaraz czemu) nie leżymy na słońcu w południe więc się nie spalamy.
Czemu zaczynam uważać się za kanarka?
Przestałem się strzyc na łyso. Może to dziwne ale dotychczas uważałem że jak Gandhi mógł to ja też, niestety łysa pała u filigranowego mocno dorosłego Hindusa oznacza chyba co innego niż u 100kg gościa o prostej słowiańskiej twarzy (Pan Oficer na WKU dawno temu tak mi powiedział ciesząc się razem ze mną :-(  że mam szansę na kompanię reprezentacyjną- no bo ta twarz i wysoki, na szczęście okazało się że za wysoki). Kanarki wydaja na fryzjerów dużo- ja nie jestem jeszcze w stanie ale zrobiłem ukłon w  stronę ich mody i zostawiłem resztki szczeciny na czaszce żeby się wtopić w tło.
Drugie i ważniejsze, przyszedłem dzisiaj na kawę i była znajoma rodzina z dzidzią to im pomachałem na co oni odwrócili wózek tak żeby się dziecko mogło ze mną przywitać i żebym ja mógł się z kurduplicą poprzekomarzać. Może to dziwne ale Kanarki bawią się z cudzymi dziećmi bez zahamowań i bez rezerwy ze strony rodziców. Każdy podchodzi i szczypie bobo w policzek, odbija mu piłkę o główkę, czy usiłuje wyrwać z rąk butelkę z wodą. Kiedy zaś ludzi jest zbyt mało albo są jacyś tacy niezabawowi to bobo wrzeszczy i  rzuca różne rzeczy na podłogę albo gdzie popadnie żeby wywołać zainteresowanie. Pozostać na to obojętnym potrafią chyba tylko Niemcy i Anglicy. Ja nie.Czuję się więc swojo (no w odróżnieniu od nieswojo i z lekkim nawiązaniem do swojsko). I dumnie, że mnie potraktowali jak osobę która będzie miała zmarnowany dzień jeżeli nie będzie miała możliwości przywitania się z dzidzią.
Antonio przywiózł produkty do knajpy i otworzył bagażnik- wszyscy faceci siedzący w knajpie wstali i ...
zaczęli wnosić te warzywa, napoje i co tam było za ladę(bo kuchnia jest tu na widoku co cieszy każdego kto widział kiedykolwiek co się potrafi wyprawiać w gastronomii ;-).
Trochę mnie zatkało- wydaje się że noszących było więcej niż produktów ale było to najwidoczniej tak przyjęte że nawet bez zbytnich podziękowań czy formalności: ponosili i usiedli z powrotem.

Tak sobie myślę o kanaryjskim etosie pracy. Jak to powiedziała pewna debilka: fiesta, siesta i manana.
I o ile więcej móżna zrobic jak ma się takie podejście.
Ja wynajduję sobie nieskończenie wiele zajęć więc nie chce mi się za nic brać bo i tak będę miał wyrzuty sumienia że nie zrobiłem kolejnego 1000 rzeczy. Kanarki rzucają się na robotę kończą i mają wolne.
Żadnych kretynizmów w stylu "co masz zrobić jutro zrób dziś". Znacie to najgłupsze chyba z przysłów?
To sposób na niekończącą się ganianinę za swoim ogonem. Przecież każdy sredniointeligentny mongoł potrafi wymyślić 10x więcej rzeczy do zrobienia niż jest w stanie zrobić ja przynajmniej z pewnością potrafię.
No i gdzie tu nagroda?
Zauważyłem że kanarki nie mają manii odkładania na później- robią, kończą.i  odpoczywają. Wiem, wiem zaraz jakiś nadgorliwy bęcwał powie że powinni się brać za następną rzecz do zrobienia. Jest tylko jeden problem to tak nie działa. Możesz oszukać w ten sposób siebie albo pracownika tylko kilka razy, potem pojawi się "szanowanie roboty" czyli bawienie się z każdą rzeczą i niekończąca się prokrastynacja.
Namawiam do "CANARIAN WAY OF LIFE"
Z listy 5 najważniejszych rzeczy na dziś zrób 2 i resztę zostaw na jutro i tak będziesz bardziej produktywny niż zwykle ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz