2012/05/13

ała boli - jestem kaleką, czyli surfing the day after

Nie wytrzymałem wczoraj i namówiłem Cudowną i Cieszącą Oko M. żebyśmy poleźli na Punta Blanca.
Ja surfować, ona w ramach tego ze jak się przychodzi z laskowatą laską
 to jest się mile przyjmowanym przez każde męskie towarzystwo.
Innymi słowy postanowiłem złapać prawdziwe fale a nie takie przy plażach dla turystów.
Jedna z lepszych miejscówek jest jakieś 1000m od domu, no to w drogę.
To właśnie tutaj pływają tacy co to już umieją, no to gdzie mam się uczyć jak nie tu.
Po drodze kupiłem pistacje i jakiś napój, żeby Wiecznie Głodna M. miała zajęcie
 i nie płakała że chce do domu albo chociaż na pizzę czy frytki,
naprawdę czasem to jakbym miał 2 córki.
Punta Blanca jest po drodze brzegiem z Puerto Santiago do Alcali,
luzik 1km od domu-idziemy piechotą, chociaż kanarki starają się nie przemęczać i jeżdżą autami.
Jakie miejsce wybrać? Tam gdzie wszyscy czy gdzieś gdzie nie ma tłoku
 i nikt się nie będzie śmiał z pierwszych kroków dorosłego i dość drażliwego niestety ciągle faceta.
Widać czasami miejscówki gdzie są fajne fale a nikt na nich nie pływa, czemu?
Jestem z tych idiotów którzy takie rzeczy sprawdzają własnym tyłkiem
ale tym razem potrzebowałem towarzystwa.
No po prostu liczę na wsparcie tudzież naukę współślizgaczy.
Jest taki cypel gdzie są niezłe fale i 3 głowy wystają z wody.
Towarzystwo w piankach a ja mam na sobie tylko kąpielówki.
Do bodyboardingu są specjalne płetwy małe i całe gumowe.
Łatwiej w nich wejść do wody no i bez problemu można szybko się rozpędzać.
Oczywiście moje sknerstwo nie pozwoliło mi od razu zainwestować w piankę i płetwy
 będziemy się ślizgać w gaciach i płetwach twardych do nurkowania
Co to jest ten bodyboarding?
http://www.videojug.com/film/bodyboarding-the-surf-line taki mały poradniczek
ale nagrywany na plaży co nie oddaje istoty surfowania na Punta Blanca.
Dodatkowego smaczku dodają wystające pod wodą skały. 
Za każdym razem jak złapiesz falę i niesie Cię z mnóstwem swistu i frajdy to myślisz już? teraz? już?
no i w końcu walnięcie w coś pod wodą daje Ci do zrozumienia że teraz to już stanowczo już.
Czyli próbujesz wykręcić deskę okazuje się że robisz jeszcze kilka metrów do przodu
 i lądujesz na kamieniach.
Oznacza to nie ma co się podniecać trzeba zeskakiwać kiedy tylko wydaje Ci się że nawet jeszcze nie.
No, ale weź i się nie podniecaj jak tu po raz pierwszy łapiesz taką wielką 2m
( z wody wydaje się duża ;-) falę i nowo poznani koledzy krzyczą że dobrze i że dajesz!!!
Zejście do wody wybrałem beznadziejne
ale nie byłem pierwszy o czym świadczyły szczątki takiej płetwy jak miałem ze sobą
(zestaw z decathlona za 15e) eee tam, ja jestem zgrabniejszy,
a poza tym co za debli wchodzi do wody w plastikowych płetwach?
Z kilkoma siniakami i szczypiącymi otarciami powłoki cielesnej znalazłem się we wodzie.
No to na deskę i płyniemy, a właśnie g.... a nie płyniemy.
2m i skała-uups się deska i mój brzuch przeszorowały,
 i znowu 3m i powtórka z rozrywki i tak kilka razy aż wyszedłem w morze, w końcu.
Kanarki zawołały mnie żebym podpłynął do nich i zaczęli tłumaczyć:
 że tam gdzie wlazłem to nie wolno bo niebezpiecznie i żebym tu razem z nimi pływał.
Potem pokazali mi jak trzymać ręce (lewa za przód deski prawa z prawej burty w połowie długości
ciało odchylone, jak już płyniesz do włazisz na deskę i podnosisz nogi),
że skręcać w lewo to się nawzajem nie pozabijamy i zaczęliśmy łapać fale.
Z brzegu wygląda to jakby towarzystwo siedziało i gadało o tylnej części Maryni zamiast pływać ale...
Nie każda fala się nadaje, niektóre są niby dość wysokie
ale nie mają prędkości, niektóre są po prostu za małe , a na niektóre się spóźniasz.
Jak zobaczysz Tę Właściwą to ruszasz na nią do przodu, rozpędzasz się,
 skręcasz i zawracasz w stronę brzegu, jeżeli dobrze ci poszło to właśnie lecisz
 na grzbiecie fali nabuzowany euforią i szczęśliwy prawie jak kiedy M. pozwoliła się zaprosić na kawę
 po raz pierwszy. 
I teraz wybór należy do Ciebie:
-jak idiota ładujesz w stronę brzegu po czym te dylematy co opisane ciut wyżej
-będąc wytrawnym surferem złazisz z grzbietu i płyniesz w poprzek fali robiąc obroty
 albo co tam lubisz albo nawet korzystając z prędkości wchodzisz na deskę i stajesz na niej
(córce się podobno udało uklęknąć i wstać jedną nogą ale jej się fala skończyła)
oczywiście jako potomek zdobywców somosierry wybierasz wyjście pierwsze bo:
  • raz się żyje a tak się super leci,
  • no i co mniej ważne nie wiesz jak to zrobić inaczej.
Ganiałem tak długo aż mnie w końcu Cierpliwa i Wyrozumiała wywołała z wody,
ze juz czas do domu, trzeba przyznac że wytrzymała 3godziny.
Pożegnałem się ze świeżo poznanymi kolegami i do domu.
Po drodze spotkaliśmy takie bezczelne ptactwo
 z tym kolesiem przekrzykiwaliśmy sie dobre 10min aż mi się w końcu znudziło -
 jak odchodziłem to jeszcze za mną wrzeszczał po swojemu, pewnie "cienias!!!" albo coś
Zaniosłem deskę i płetwy i zaszliśmy do Antonia na wino,
wino domowe pólnocnoteneryfskie santaursulańskie no i obowiązkowo churros.
Posiedzieliśmy trochę i tyłek mnie strasznie zaczął boleć,
 więc namówiłem Bawiącą się Nieźle M na powrót do domciu.
Trochę zacząłem już czuć tyłek i plecy-co mnie z lekka zaniepokoiło.
Przy którejś fali jak podniosłem płetwy do góry żeby mieć lepszą prędkość
 to woda z załamującego się tunelu dogięła mi stopy z płetwami do pleców aż jęknąłem,
a jako że tyle się słyszy o problemach z kręgosłupem to pomyślałem że nie byłoby fajnie.
 Spać, o rany nie mam siły spać.
W nocy nie mogę się przewrócić na drugi bok,
nie mogę wstać z łóżka do łazienki, no rzeźnia.
Rano zupełny paraliż, nic nie mogę jak to kiedyś ktoś śpiewał
 " Nie mogę wyjść ani przyjść ani się położyć.
 Nie mogę wstać ani spać ani siku zrobić"
 no więc nie mogę. Strach jest no bo co za diabeł?
w ciągu dnia nic nie lepiej - kurcze nawet z chodzeniem mam kłopoty, 
boli tyłek, proste grzbietu(dla mięsożerców to te mięśnie które nazywacie schabem)
 no i góra brzucha tam gdzie się deskę opiera- to przynajmniej tłumaczy 
dlaczego wszyscy używają pianek albo szpanerskich koszulek o'neil.
No ale już dzisiaj lekko żyję i planuję wyprawę jutro rano na 2-3godzinki.
Powodem bólu były za duże płetwy, no i nieprzyzwyczajone do dziwacznego wysiłku
 i jeszcze dziwniejszej pozycji mięśnie.
Jak przyjeżdżacie na Teneryfę to koniecznie spróbujcie, chociaż może jednak do nauki lepsze są plaże
 a nie te cholerne kamienne stożki schowane tak ładnie pod wodą na Punta Blanca. 
Chociaż co tam "jak się nie wywrócis to się nie naucys" jak mówią instruktorzy w tatrach nie?

2 komentarze:

  1. Szacunek, ja kiedys probowalem na Socorro kolo Puerto, bez pletw w niezle fale i tak dziarsko plywalem ze wyleczylem sie z oceanu na pare miesiecy ;) (takie byly fale no i czlowiek niedoswiadczony ze ledwo do brzegu udalo mi sie dostac) Ale deska caly czas lezy no i ostatnio nawet w sklepie pletwy ogladalem ;) Pozdrowienia z Bajamar

    OdpowiedzUsuń
  2. Córka, małpa jedna powiedziała że już mi deski nie pożyczy bo jej poskreczowałem :-( co za czasy, co za dzieci!
    muszę jej jutro rąbnąć bo dzisiaj był duży odpływ i się juz wieczorem robiły duże fale więc jutro ocean wzywa.
    Kup koniecznie płetwy- łatwiej dogonić fale no i łatwiej z wody się wydostać bo nie poniewiera aż tak strasznie, kiedy się zbytnio rozbestwię to mi Ukochana i Pomocna M pokazuje filmik gdzie się niezgrabnie przewracam włażąc do wody jak jakiś karaluch po dawce RAIDu i od razu jestem skromniejszy ;-).
    Pozdrowienia z pod Gigantes

    OdpowiedzUsuń