2012/05/17

POGŁASKAŁEM ŻÓŁWIA!!!

i niestety aparat nie zniósł głebokiego nurkowania, chciałem zrobić skurczybykom zdjęcie z bliska aparacik nie wytrzymał tych 8-9m więc teraz w domu  się suszy i podejmiemy próby reanimacji.
Żółwie są obłędne.
Jak masz jedną rzecz zrobić w czasie pobytu żeby potem mile wspominać to zrób właśnie to.
Jak tam dojechać?

Jedziesz do Armenime- na każdej mapce rozdawanej na lotnisku z reklamówką Tenerife Pearl(a te perły wcale nie są teneryfiańskie podobno) znajdziesz bo mają tam sklep.
Jak dojeżdżasz do Armenime od strony Adeje/Los Cristianos to po lewej stronie widzisz bar i wielbłądy pasące się przy barze ;-). I tam trzeba skręcić w lewo, a potem prosto cały czas trzymając się lewej na wszystkich (ehm...jednym) skrzyżowaniach.
Dojeżdżamy widzimy 6 domków na krzyż i dwieście tysięcy milionów przyczep kempngowych - i to juz jest tu.
Parkujemy gdzie sięda i idziemy do wody.
Jedyny bar - śmierdzi rybami co jest pewną oznaką braku świeżych ryb. Jak ryby są świeże to pachnie oceanem a nie sklepem rybnym w małej miejscowości ( if you know what I mean).
Najgorsza lura na świecie- kawą bym tego nie nazwał, choć może gdzieś obok w brudzie za ekspresem leżały kiedyś ze 2 ziarenka- ale takiej wodnistej, brązowej, śmierdzącej 3-cim parzeniem lury to naprawdę nie piłem i nie widziałem do tej pory na Teneryfie, nawet w miejscach dla angoli. fuj, mala- czyli po xibanyisku niedobra/zła (xibanya to z kolei Hiszpania po chińsku).
 Cały bar jest beee i nie ma sensu zostawiać wąsatej, złej babie pieniędzy, może zbankrutują i bar przejmie ktoś porządniejszy kto nie będzie przynosił wstydu .
Więc lepiej mieć własne jedzenie i picie- tak jak wszyscy tutaj, kilka grill'i na skałach i każda rodzina z przenośną lodówką.
No cóż jeżeli w tym barze potrafią zrobić takie coś jak dostaliśmy zamiast kawy to pewnie potrafią też zniszczyć każde możliwe danie.
Do wody wleźliśmy z plaży, myślałem że tak będzie wygodniej- ale o tym potem.
Pomiędzy linami do kotwiczenia łódek nic fajnego nie ma, dużo śmieci, nie warto tracić czasu
Wychodzimy przez kotwicowisko na otwarte morze po jakichś 10min przeszukiwania dna.
I tu pojawia się problem.
Problem jest Piękny i Zjawiskowo Zgrabny, i mówi że mu już nadgarstek odpada z zimna.
Odprawiamy Zmarzniętą choć Oczywiście Gorącokrwistą M. do brzegu i dalej płyniemy z Córką.
To ona, to ja nurkujemy poszukać na dnie jakichś niewiadomojakich(?) wspomnień po żółwiach.
Głębokość 4-5m może odrobinę więcej, mijamy łódź wielcewyekwipowanych płetwoprawienurków,
 jakieś 20-30m dalej w stronę Gomery(czyli w głąb morza ale nie lubię słowa "głąb" tak jakoś ;-) córka zaczyna wrzeszczeć w rurkę tak że ją słyszę pod wodą.
Podpływam do "ryczącej 13-tki" a ona pokazuje mi coś na dnie.
Jest już trochę głębiej więc słabo widać.
Jakiś wielki ciemny kształt z dużą, białą, podłużną plamą przez środek - kamień jej się wydał żółwiem.
Może i kształt z daleka podobny ale żółwie nie są łaciate ;-)
Ale kamień podpływa 2-3m ponad dno i ma takie półokrągłe cusie z przodu- i to jest ŻÓŁW
nurkujemy do niego raz ja, raz ona - nie boi się nas, płynie spokojnie od brzegu na pełne morze.
Ma ok 70cm długości pancerza no wielki jak ..... no w każdym bądź razie duży.
Przy którymś wynurzeniu widzę jak za córką jakiś metr od powierzchni wody płynie drugi ciut mniejszy tak na oko 50cm zawodnik albo zawodniczka.
Wołam do córki- ten żółw nie ma śladów na skorupie- i wydaje się zainteresowany wspólnym popływaniem.
Nurkuję z nim kilkakrotnie do dna- tu już jest głębiej - ustawiam się żeby zrobić dobre zdjęcie- no i mój cudowny aparat za 78pln nie działa- nie wiem co? może było za głęboko- jutro sprawdzimy.
Więc jak nie mogę mieć zdjęcia to chociaż pogłaskam.
No co? Jak kota się czasem uda bez żarcia namówić na głaskanie.
Podpływam z tyłu i głaszczę po skorupie.
Żółw odwraca śliczną głowę na długiej pięknej szyi,  patrzy na mnie i płynie spokojnie dalej.
Co dziwne dosyć często się wynurza.
Dysonans poznawczy.
Z pod wody wygląda słodko, jasnozielono i nieco żółto, no mieni się kolorami
A jak wystawi łepek nad wodę to widać szary, niepozorny, zakończony dosyć spiczastym ryjkiem pysk, trochę podobny do węgorza. Więc pod wodę miły bracie, po co tracić ładne widoki.
Nurkowanie z żółwiami to jest to.
zapominasz o głębokości, o tym że musisz nabierać powietrza, a nawet wstyd się przyznać o tym że powinieneś bardziej uważać żeby gnomiszon w wieku lat niewielu nie nurkował tak głęboko.
Gnomiszon ów kiedy zobaczył że udało mi się dotknąć żółwia to musiał, no absolutnie musiał zrobić to samo.
Więc ganiał, ganiał aż się ukochanej męczyduszy udało- potem zobaczyliśmy że żółw coś połyka we wodzie i to chyba była meduza a potem dużą meduzę więc kazałem wracać.
Po wynurzeniu i wysłuchaniu od Córci że "czemu?" i że "ale ty to jesteś...":(, i że "nie", i "jeszcze trochę" udało się zmienić kurs na Puertito. .
No ale jak się uporałem z oporem młodej materii to okazało się żeśmy od brzegu spory kawałek odbili- więc lojalnie uprzedzam "pływając za żółwiami odpływasz dalej niż Ci się wydaje"  trawestując napis na lusterkach amerykańskich samochodów ;-).
 radocha jak nie wiem co.
Tylko Słodka i jak się okazuje Wiotka M. nie była zadowolona, nie dość że żółwi nie widziała to jeszcze woda w zatoczce ma zawieszony pył i jak człowiek wyschnie to go strasznie wszystko szczypie i swędzi.
Ale Nieustraszona i Uparta M. upierze sobie piankę i mamy nadzieję że pojutrze popłynie z nami trochę dalej żeby dać żółwiom szansę na obejrzenie Swej Uroczej Osoby.
Czego i Wam życzę/.

ps. żółwie są suuper i POGŁASKAŁEM ŻÓŁWIA AHA !!

9 komentarzy:

  1. No tatko wielka zazdroś i gratul :D na pewno niesamowite i niezapomniane przeżycie :Dkup solidny aparat i dawaj te żółwie :d
    Pozdrawiam Dzidek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. damy radę , wysuszyłem genialny wynalazek za ca 80pln i znowu działa także w tygodniu wyskoczymy znowu pomęczyć ślicznotki. Posmaruję uszczelkę i powinien dać radę. Kupię potem rejestrator do 30m głębokości to od razu styknie do nagrywania surfingu z wody, no i zakrętów autem.
      Żółwie to absolutny przebój-aprawdę niesamowite stworzenia- słodkie i jakieś takie z kosmosu. Zrobiły na nas naprawdę duże wrażenie. Jak się uda wynająć ciut większy łódek (bo od czerwca będzie nas 5-ro) to się wybieramy popływać z delfinami- mam nadzieję że też jakieś zdjęcia/filmiki wyjdą.

      Usuń
  2. Witaj tatko, od wczoraj przeczytalam cały Twój blog i już żałuję, że nie ma więcej wpisów. Przywiodła mnie tutaj miłość do Wysp Szczęśliwych.Niestety poki co jestem w PL i nie zanosi się abym szybko zmieniła miejsce zamieszkania. Ale od czego są marzenia :D ... i wakacyjne wypady;)

    Właściwie to chciałam się wpisać pod galerią z ' widoczkami' o których tak zacięcie piszesz, że są kiczowate;) NIe rozumiem skąd ten tok myślenia, że niby jak morze i palmy to odrazu kicz? Eee chyba nie... To jest piękno przyrody. O wiele bardziej wolę taki niby "kicz" niż np. zdjęcia nowojorskich mostów...

    Pozdrawiam, Vera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenia Moja Droga to są od tego żeby je spełniać, a nie śnić na jawie. Jak to Ci się to właśnie marzy to przyjeżdżaj i to już bo potem się żałuje. Wiem, sam się nosiłem Bóg wie ile ale teraz już po fakcie to myślę że można było dużo wcześniej.
      Kiczowate widoczki i tak fotografujemy non stop bo się nie potrafię powstrzymać ;-). A nazwa to tak trochę kokieteria a trochę ubezpieczenie przed atakiem że "kicz"- No przecież wiem że kicz. Ale i tak mi się podoba. Jak przestanie to się zacznę martwić.
      Powodzenia i przyfruwaj.

      Usuń
  3. @Vero . Ja wykreśliłam ze słownika słowo "marzenie "( marzenie - mrzonka - tak jakoś mi się kojarzy ). Marzeniami człowiek może się zatruć ( wiem po sobie ). Za to wpisałam grubymi czcionkami - cel. Mam cel. I właśnie lecę na parę dni do Barcelony ( hurra - pierwszy krok ). Żeby zobaczyć wyższość Barcelony nad Kanarami( biorę pod uwagę wszystkie aspekty ). A w listopadzie na Kanary - żeby zobaczyć wyższość Kanarów nad Barceloną . A potem zapytam @Tatko - "@Tatko - wyższość Teneryfy nad Gran Canarią ". Po tym rekonesansie - działam. Nie mam czasu już na marzenia. I żeby właśnie nie żałować, że nie zrobiło się tego wcześniej jak to @Tatko napisał. No i latka lecą. a trochę ich mam... Śmiać mi się chciało jak jedna z moich koleżanek powiedziała - " W tym wieku chcesz zmiany????" Rany... a dlaczego nie? wiek to tylko liczba. A w środku dalej jestem zwariowaną osóbką... Jak to mówi mój syn " Struś Pędziwiatr ".
    Pozdrowionka
    Marion

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Marion: i dajesz laska!!! gratulacje szczere bardzo!! W listopadzie podobno jest high season ale to chyba i tak nie będzie oznaczało tłoku w tym roku(częstochowskie rymy to prawdziwe utrapienie ;-) przez ten paskudny "kryzys" ludzie odkładają życie na później zanosząc swoje owoce pracy w zębach do banksterów i oszczędzając min na wakacjach.
      Więc fajnie że Ty inaczej. Trzymaj kurs, trzymam kciuki.

      Usuń
    2. Dzięki bardzo @Tatko! naprawdę, wielkie dzięki!
      Marion

      Usuń
  4. Dzis tez poglaskalem zolwia w el puertito. Chyba mialem szczescie. Ludzi szukajacych zolwi tlum a ja ledwo wlazlem to gad wynurzyl sie znikad zeby nabrac powietrza ze 20 cm od mojej glowy. Malo zawalu nie dostalem. Miejscowka fajna. Co prawda na brzegu syf straszny ale zolwie rekompensuja wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poniewczasie gratuluję z żółwim refleksem he he. A żółwie są też w Alcali- łatwiejsze dojście bo przypływają do samiutkiego brzegu w porcie.

      Usuń