2012/09/18

Podróży ciąg dalszy doznawany okiem, nosem,językiem a potem znowu zza szyb

czyli w tym odcinku Francja a potem bogatsza prawiefrancja- Monaco

Budzimy się rano o 9.00 bo się  sprzątaczki krzątają na zewnątrz, po pokojach
Pospałbym jeszcze, ale jak już się obudziliśmy to wstajemy,
ale nie to ze od razu ruszamy w droge, no co to to nie, nie damy się pospieszać.
Wychodzimy z Córką po zakupy bo obok jest centrum handlowe,
najlepszy znak że jesteśmy na przedmieściach, bliskich ale przedmieściach
(Francuzi nie pozwalają stawiać hipermarketów w samych miastach)
Wchodzimy do Geanta po zakupy żarciowe- i staję z rozdziawioną gębą.
Ja cież nie p.....iorkuje, dział spożywczy minimum 3x większy niż w sklepach tej firmy w Polsce
jak jeszcze takie były- znam je dobrze bo byłem dostawcą.
No tak, sery zajmują 200m2 spokojniutko.
Jak mowil de Gaulle :
"jak może panować zgoda w krajugdzie jest 300 gatunków sera"
Kupuję świeże brie w cenie 3e za kg!!- jakie pyszne, szkoda ze Państwo tego nie widza
jak mowili komentatorzy radiowi w czasie meczow
Bagietki nawet nie pamiętam po ile, taki bylem przejety,
 całe życie opowiadałem moim laskom jakie powinny być bagietki
i że te wyroby bagietkoniepodobne które jedliśmy
(jak jeszcze jedliśmy pieczywo ;-) to błe i nawet koło prawdziwej nie leżały.
Nie wierzysz?
Kup taką nibyświeżą i ściśnij między kciukiem i palcem wskazującym
tak żeby się dolna i górna skórka zetknęły, a potem puść.
I co ? gniot nie? bo prawdziwa bagietka powinna wrócić do kształtu sprzed próby.
To będzie oznaczało że ciasto jest jednorodne i dobrze upieczone więc lekkie ale nie suche.
No więc jeszcze trochę różnych różności  i lody sześciopak karmelowe dla mnie i Córki
(jest gorąco ale się odważam bo mamy lodówkę- taką  izotermiczną) a i tak zeżremy migiem
(potem się okazało że Slodka M wciągnęła swoje - a liczyliśmy że będzie wiecej dla nas).
Wracamy do hotelu, tam już sprzątanie na pełnych obrotach a my spokojnie, bez pośpiechu.
 W końcu o 12 wyjeżdżamy i na Marsylię!!!
 Można niby zaszpanować laskom podpatrzonym w Paryżu parkowaniem z przesuwaniem aut
(w Paryżu jak zostawisz auto na ręcznym albo biegu to potrafią powietrze z opon spuścić!!!)
ale jesteśmy leniwe bydlęta i wolimy się wozić.
Lubię to nie do końca czyste i zorganizowane  życie miast francuskich
i żaden Posterunkowy nie śmie ich pogonić czy nawet uwagi zwrócić.
Obywatele świadomi swojej wartości i praw tego mi najbardziej brakowało w Polsce
Nie jest Marsylia wydmuszką dla turystów,
to normalne żyjące miasto nie zawsze takie śliczne jak na pocztówkach
obrazek powyżej przy samej marinie obok sklepów z Drogimi Duperelami.

Tak się wozimy po centrum i niecentrum- w końcu wpadamy do dzielnicy mocno arabskiej.
Wygląda lepiej niż dzielnice arabskie w Paryżu, a na pewno bezpieczniej.
Stajemy, coś zobaczyłem-  napis mówi coś innego ale ja zobaczyłem
 RAJ.
Dla niewtajemniczonych arabska cukiernia.

Staję jak prawdziwy tubylec na zakazie i wyprowadzam rodzinę,
rodzina jeszcze nie bardzo rozumie ale już za chwilę,
wewnątrz .....to już widok z wewnątrz to słodkie na pierwszym planie to Córka,
 no i pierwsze rozczarowanie: słodycze tak, kawa nie.
 Pora jest jeszcze b.wczesna bo przed pierwszą
(kto czytał francuską literaturę ten kojarzy że o 12.00 to się ledwie budzisz
 i czekasz na kawę do łóżka a podnosisz się na śniadanie ok 14.00)
Czyli jeszcze nie serwują kawy. Znaczy nie serwuje.
Cherubinek.
Cherubinek jest w nieokreślonym wieku pomiędzy 16 a 30,
 jest tłuściutki, ma długie rzęsy, kręcone loczki, szczęście wypisane na twarzy
 i tylko słodycze sprzedaje bo od Poważnej Czynności Zaparzania Kawy jest ktoś inny.
Naprawdę wygląda jak aniołki z renesansowych obrazów.
Widać po nim że tej pracy nie zamieniłby na żadne zasiadanie w Radzie Nadzorczej
- promieniuje radością. No chyba lepszej fuchy być nie może.
Więc wybieramy  min. z tego co widać za naszą Córką na drogę.
Aha, a to co widać za Nią to 1/4 oferty.
Słodycze arabskie za względu na wszechobecną wodę różaną jako zapach,
 niesamowitą słodkość, brak czekolady, dużą ilość migdałów pistacji
 i smażenie jako główny sposób przygotowania są raczej dla amatorów,
 to nie jest smak który podejdzie każdemu- ale ja uwielbiam.
Kupujemy dość dużo  i wychodzimy szybko,
jakbym został kilka minut dłużej to chyba wykupiłbym wszystko.
No to teraz mogę góry zdobywać!!!
Słowo się rzekło Saabinka u płotu, zdobywam(y), wygodnie i bez wysiłku się Saabina wspina
My siedzimy sobie w klimatyzowanym wnętrzu i podziwiamy,
co jakiś czas stając i podżerając a to bagietki z serem, a to słodycze.
miasteczka na drodze jak z filmów z Louisem de Funes -  podobają się nam
 i zaczynamy rozumieć wujka M. który każdej jesieni przyjeżdża z Ukochaną na miesiąc
trochę odpocząć i na winobranie i na winopróbowanie i na życie ze smakiem.
Jedziemy wokół winnic i piwnic zapraszających na degustację
we Francji obowiązuje limit 0,8promila więc niby możnaby podegustować ;-)
ale trochę po tych już dwóch dniach podróży jestem niedospany no i tak naprawdę to..
nie mogę się już doczekać Monte Carlo i trasy nad morzem.
Kiedyś tam właśnie budując apartamentowce, zarabiałem na swój pierwszy biznes.
Tuz koło Frejus. Jak najszybciej chcę zobaczyć Cote d'Azur.
No i ciągle jeszcze jesteśmy napędzeni tym że na pewno nie zdążymy.
Jestem poza tym patriotą winnym - będziemy wspierać swoje czyli hiszpańskie O!
Zatrzymujemy się jednak na kawę(francuska kawa może nie jest aż tak tak dobra jak
turecka/bułgarska/włoska/hiszpańska- w kolejności dobroci ale a poza tym...dobra jest)
normalnie flan oznacza coś niezbyt dobrego ze ściętego mleka i jajek ,
 sprzedawanego w sklepach w jogurtopodobnych opakowaniach.
Ale w tej kafejce w której żeśmy stanęli
(musiałem-zobaczyłem Francuzów wychodzących ze słodyczami zapakowanymi na wynos)
był autentyczny skarmelizowany w piecu a nie polany syropem i bardzo dobry: lekki, niezbyt słodki.
No to teraz mam energię i lecimy- górskie OS-y czekajcie nas.
Jak już wpadłem w taki nastrój to wszystko co na drodze moje.
 spokojnie wyprzedzamy i mieścimy się przed zakrętem - zaczynają się góry i zaczynam się cieszyć.
Nieulękła M. bez przerwy mnie podpuszcza więc chwila moment- i już jesteśmy na rondzie we Frejus.
200m między budynki i....
teraz to już będziemy jechali tak żeby przez prawe szyby cały czas widać było Morze.
Bo to właśnie sam środek Cote d'Azur.
Najdroższe jachty, najbogatsze ruski, blichtr i przepych często tandetny na maksa.
Tak jak nowe Ferrari 458 jadące nam przed nosem -
rany z bliska wygląda jak Hyudai Coupe. Plastik i tandeta. Fuj.
No ale ruskie to kupią.
Pięknie tu jest jak niewiemco, nawet Prokanaryjskiej Do Granic I Poza M. wyrywa się:
"prawie jak u nas na Teneryfie" ;-).
Czerwone góry z jednej strony , lazurowe morze z drugiej,
pełno zadowolonych odpoczywających ludzi.
No właśnie pełno- czyli jedziemy w nieustającym korku.
I nic na to nie poradzisz czy masz Ferrari czy nawet Saaba po tuningu w Coobcio Garage;-).
się toczymy wszyscy równo i powoli.
Dobra szukamy naszą automapą jakichś skrótów możemy nawet na chwilę oddalić się od morza byleby predkość nie wynosiła 20kmh. To skrótem polecimy.
Rany, zaplątalismy się w przebudowywane drogi i stracili jakieś 40 min.
Dobra, dajemy za wygraną niech będzie nawet autostrada.
Uwaga na cholerne fotoradary, musimy zwolnic do 130.
Jesteśmy w Monte Carlo.
Nareszcie można się dogadać bez znajomości francuskiego.
Jeżeli tylko pamiętasz trochę ruskiego to spokojnie załatwisz wszystko.
Fuj, jacy ci ludzie są odrażający, pijane ryje przestępców wiezionych w otwartych bentlejach,
patrzących wyzywająco na przechodniów,
bezkształtne ruskie baby w drogich sukienkach dobranych bez smaku
( i tak dobrze że nie w koszulach nocnych), a i nieruscy też nie lepsi.
Błe nawet nie mamy ochoty wysiadać- zresztą nie po to tu przyjechaliśmy.
Czy jeździłeś kiedyś po torze F1?
Ja też nie- a tu mogę się przejechać tunelem który znam ....mhm,
ze wszystkich możliwych gier samochodowych i relacji z GP Monaco.
Nie mówiąc już o tym że w górach czekają odcinki specjalne Rajdu Monte Carlo.
Jeździmy sobie jakieś 2h po wszystkim co się wydaje fajne-
 tuneli oprócz tego najsłynniejszego jest jeszcze kilka,
 jak człowiek zwolni i zostawi sobie odrobinę miejsca to potem można nawet poszalec.
Czy chcecie zrobić sobie zdjęcie pod Kasynem? pytam Panie- a one nieee.
No to jeszcze na promenadę zrobić zdjęcia..
oczywiście salonu McLarena z nowym modelem- chociaż stał też F1 mój all time favourite.
Tak wypalcowanych szyb to tu nigdzie nie widziałem-
 na płyn doczyszczenia witryn muszą wydawac fortunę ;-).
No a tu z kolei całkiem sprytna reklama firmy od chłodnictwa:

Dobra, dość tej "próżności targowiska i targowiska próżności"
Spadamy stąd  bo się czujemy jak na rublowce-
 Liberalna i Egalitarna M. nie postawi tu nawet stopy!!! O!!!.
Atmosfera 1000% niekanaryjska, wszyscy się puszą,
panie po 50-ce, którym każdy grymas twarzy rusza palcami u stóp,
często w towarzystwie młodzieńców o ciemnej karnacji i w wieku lad 20-stu,
inne obnaszające nieudane wytwory świata mody,
goście we rolls'ach i bentley'ach spoglądający dookoła czy ich widac
 - no takiego nagromadzenia kasztany,
to nie widzieliśmy nawet w Galerii Mokotów(chociaż ....może i tak).
A osoba z dobrym gustem w tym towarzystwie wyróżnia się od razu.
Jedzie sobie czarne 911 z lat 80tych w środku pan koło 60 lat grafitowa koszula,
spokojne ciemne okulary, spokojna, pewna siebie mina.
No tak to pewnie jeden z tych playboy'ów starej ery, sprzed najazdu mongolskiej dziczy.
Ale teraz na drogi- ruch zmalał po światłach widać czy ktoś nie jedzie z przeciwka,
można wykorzystywać szerokość jezdni, i jechać ciut agresywniej.
Jedziemy, trochę zaczynam przysypiać więc włączam full attack mode.
W okolicach przed minięciem Nicei wjeżdżamy na jakąś ulubioną trasę miejscowych ambitnych kierowców.
Pod górę wyprzedzamy kilka b.głośnych autek, zjeżdżając zaś z górki mijamy kolejnych kilka.
Dobrze że mamy mocno nadmiarowe hamulce- na dole jesteśmy wszyscy razem,
Auto całe i nikt nas nie wyprzedzil - a burczeli ze bylo ich słychac z daleka.
Ja się całkiem obudziłem - i żeby nie to że ta trasa ma ok 20km to chętnie bym zawrócił,
Dawno tak się nie najeździłem- polecam wszystkim, ciekawe czy turbina świeci?
Chociaż zjazd był długi więc pewnie sobie przestygła.
Rozważna i Rozumna M przejmuje kierownicę i jedziemy w kierunku Hiszpanii.
Stacje benzynowe są opancerzone i nieufne.
już we Francji ale i w Hiszpanii też.
Tj nawet te duże mają okienko gdzie zostawiasz kasę i idziesz się zatankować za tyle ile zostawiłeś.
żadnego pi-pi(francuzi nie wstydzą się siusiania), raczej jak w strefie wojny,
 kraty, kamery i ostrzeżenia że jest pilnowane i że w razie czego szybko przyjadą ochroniarze.
Jedziemy całą noc
Byle do nas, do Hiszpanii- tam już i dogadać się idzie i do domu bliżej.
B.wczesnym rankiem... Prawie_w_domu.
Viva Espana.
 Miasteczka jak z westernów. Pustynnie wokół. Częściowo wymarłe.
Brak tylko przetaczających się przez drogę krzaczków.
No i skończyła się bateria w aparacie.

1 komentarz:

  1. mam nadzieję, że to nie koniec opowiadania...
    Marion

    OdpowiedzUsuń