2012/09/13

Przez Auta Szybę i Gołym Okiem

Miało być obżarstwo w Dijon ale daliśmy się zwariować i lecimy żeby zdążyć.
No czasami musimy się zatrzymać bo...

Byłoby świństwem nie pokazać rodzinie jak wygląda kraj zdecydowanie
najlepszych słodyczy na świecie i ojczyzna Marie Antoine Careme'a
który dla mnie jest większym bohaterem niż Herkules i Nobel razem wzięci.
No bo co komu dobrego z czystej stajni króla czy materiałów wybuchowych?
A krem patissiere czy ciasto ptysiowe pozwala poczuć się jak w niebie nawet jeżeli na to nie zasłużyłeś.
W jakim innym kraju pisarz chcąc powiedzieć o dziewczętach że są nieco mało wyrafinowane
mówi że "są jak ciastka od piekarza" co oznacza brak lekkości i polotu.
W tym właśnie miasteczku  z powyższego zdjęcia szykowali się na jakąś fiestę
co oznacza że musieli mieć przygotowane słodycze!
Nawiedzamy cukiernię- taką z prawdziwego zdarzenia a nie dział w piekarni(patrz akapit wyżej).
I robimy zakupy które mają sprawić że będą tu chciały wrócić.
Jedzenie traktuję śmiertelnie poważnie więc jest tu duża rola edukacyjna
chcę aby Córka wiedziała jak powinny smakować przynajmniej te najbardziej klasyczne desery.
Jako że jest to nasz wspólny konik to zostawiamy Cudowną i Słodką M. w aucie zaparkowanym na zakazie
i idziemy do Raju. Wybieramy na przemian ja i Córka, żeby nie poczuć przesytu po 10 ciastku kończymy
każemy zapakować i wracamy do Tęskniącej Za Nami M.
(a tęskni zawsze mocniej kiedy wracamy z jedzeniem)
Niestety rodzina na pomysł że najpierw muszę ciastka sfotografować
a dopiero potem wolno je zjadać - zagroziła linczem więc zdjęć brak.
Trzeba pamiętać że wiele lat dworskiej tradycji cukierniczej
spowodowało że te wyroby cieszą oko w niemniejszym stopniu jak podniebienie.
Koniecznie na włóczęgę po Prowansji wybrać się trzeba.
Najniesamowitrze były ciastka udające świeże zielone figi z kapką białej czekolady na ogonku!!

A to widok spod drzwi cukierni na drugą stronę drogi
Nawet nie udało nam się zbankrutować i było naprawdę o wiele taniej niż przewidywałem.
Chociaż ceny nawet w najsłynniejszych paryskich cukierniach wiernie trzymających
się przepisów Careme'a niewiele przekraczają to co zapłacisz za paskudnego gniota
w którejś z kawiarni przy Nowym Świecie (a najgorsze ciastka są u  Blikle'go- żałość i przystań gomułkowskiego, przaśnego komunizmu).
No dobra dość tego bo musze zrobić przerwę na pachangę i cafesito w kawiarence pod domem.
(pachanga jak już pewnie pisałem to podłużne ciastko w typie pączka napełnione kremem patissiere
czyli w nomenklaturze cukierników z bożej łaski "budyniowym"- no ale w Polsce tak się to nazywa
i czasem robione jest nawet z budyniu z torebki- horror, kołem kazałbym łamać).
Drogi są super, w miarę dobra nawierzchnia, mnóstwo i jeszcze więcej kamperów- b.dużo anglików.
więc wyprzedzanie służy głownie radości przyspieszeń i hamowań bo raczej  nie zmienia
tempa poruszania.
Benzyna we Francji jest droższa niż w Niemczech ok. 0,2e na litrze, ale co tam :
gaz cztery pięć pojazdów do przodu, hamulec zakręt gaz, wyprzedzamy kolejnych, hamulec, zakręt, gaz...
No dobra dość tego bo radocha radochą ale czas mija a my się nie zbliżamy.
Zjeżdżamy na stację z WiFi- Niezastąpiona i Wszystkomogąca M rezerwuje hotel w Marsylii ze swojego
laptopa(przeczytała kiedyś że na klawiaturach komputerowych jest więcej bakterii niż na desce klozetowej i
od tej pory stara się uzywać tylko własnego komputera który z niechęcią pozwala dotknąć komukolwiek)
Jak chcemy się wyspać i doładować elektronikę (cholerna kupiona w leclerku przetwornica na 230V taka do gniazdka zapalniczki odmówiła współpracy po 5minutach działania) to fajnie byłoby być w hotelu przed północą. Dobra niech im będzie zapłacę im za te ich zakichane autostrady.
Autostrada była pusta jak Marszałkowska na zdjęciach z epoki słusznie minionej. Uparte są te żabojady.
Dobrze- kto to widział budować płatne autostrady kiedy widzimy jak gospodarka sąsiada korzysta
na bezpłatnych!! Zaraz, zaraz .... no tak skądś to znam ale teraz mówimy o Francji ;-).
Wszyscy jeżdżą nacjonalkami mimo że tam sznury pojazdów w lipcu i sierpniu
są na kilkanaście/kilkadziesiąt kilometrów i jak nie masz Saaba to zapomnij o wyprzedzaniu
(hi, hi taki żart, nie jestem jakimś walniętym fanboyem....
a może już jestem po tym 1500km? Szybka i Wściekła M. jest z pewnością,
 jak się ktoś chce z nią ścigać i przyspiesza żeby się nie dać lasce wyprzedzić
 to przez zaciśnięte zęby mieli: "gdzie tym złomem" wciska gaz głebiej i po zawodach).
Naprawdę Coobcio zrobił dobrą robotę.
Durna nawigacja ciąga nas jeszcze 80km wokół Marsylii aby po swojemu zaprowadzić
do hotelu.
Więc ją olewamy, wjeżdżamy do centrum do portu jachtowego i niezła zagwozdka!
Jest 23 i są korki!!
Kolorowo, pełno ludzi, trzypoziomowe wiadukty wśród terenów przemysłowych
 jak trasa z Need for Speed Porsche Unleashed.
Piękne miasto - spodobało się nawet Wybrednej i Niefrancuskofilskiej M.
Włączyłem nawigację i jedziemy do hotelu.
Uliczkami wąskimi i ciemnawymi wśród XIX zabudowy poprzemysłowej - znaczy jesteśmy w centrum.
Robi się szerzej, jaśniej i mniej ponuro-  znaczy że wyjechaliśmy na przedmiescia.
Gdzie jest ten hotel?
Adres z booking.com jest ale numerów na budynkach nie widać.
W dodatku jakiś debil umieszczając hotel w internecie podał jego nazwę jako
"hotel i_tu_nazwa_dzielnicy" jeździmy w kółko i wypytujemy w hotelach czy to ten.
Smutne i Prawdziwe-nie mówię już nic a nic po francusku.
Mało tego usiłuję mówić do nich po hiszpańsku. Coś mi się porobiło w łepetynie.
Myślałem że zaszpanuję przed rodziną jako poliglota a tu zonk,
 no i dodatkowo Francuzi nie znoszą mówić po angielsku.
Jest w końcu ktoś nas oświecił że to tam, i ze ten neon.
Podjeżdżamy a to jest hotel automatyczno/nieludzki.
Coś w rodzaju tych japońskich kapsułkowych tylko na razie masz jeszcze pokój i łazienkę.
ale żeby wjechać na parking wbijasz na bramie numer który dostałeś przy rezerwacji,
potem do bankomatopodobnej recepcji - wkładasz kartę kredytową podajesz dane z rezerwacji
ona pobiera Ci kasę z konta i drukuje kartę do pokoju.
Zabieramy część rzeczy i do pokoju.
Wyłączamy wszystko co można z gniazdek i ładujemy komputery, tablety, telefon(Córka zapomniała swojej ładowarki samochodowej więc standard miniUSB obowiązujący w naszym aucie nie nakarmi jej Nokii ) i aparat.
PRYSZNIC OOOOOO TAK
Nie tyle brak mi po dwóch dniach wygodnego łóżka ale prysznica bardzo.
Można niby skorzystać na stacjach benzynowych- ale we Francji jest
w takich miejscach po prostu.... no jakby to powiedzieć... brudno?
No fleje to oni są Panie Władzo(kto wie z jakiego to filmu?)
Się rozpisałem a tu trzeba iść ponurkowac troszkę więc Marsylia jutro


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz