2012/10/03

Jechali, jechali i jeszce płynęli i dojechali w końcu

mam nadzieję że  naszą podróżą zanudziliśmy na śmierć tylko niewielki odsetek ludzkości ;-)

Docieramy do Xiubanya(tak się nazywa Hiszpania po chińsku w łacińskim alfabecie).
I się potoczyło jak w grze dziecięcej ciepło-cieplej-gorąco.
Przeprawiamy się przez interior i góry- widoki bajeczne.
Miasteczka przy granicy jak ze spaghetti westernów i też częściowo powymierane
Obiecałem laskom Alicante to lecimy na Alicante bo czasu mamy aż nadto.
Postój w restauracji przy drodze- drożej niż na kanarach, kawa w miarę OK żarcie cieniackie.
HISZPANIE NIE UMIEJĄ SIĘ PAKOWAĆ!!!!
Ludzie to co się wyprawia na drogach...., przy tym wyjazdy na wczasy za komuny
to mały pikuś nawet nie Pan Pikuś.
Połowa samochodów ma garba.
Nawet dość nowe szmarcedesy za minimum kilkanaście tys euro
wiozą na dachu przytroczony tobół 1,5x1,5x0,7m co najmniej!!!
a część na tym tobole poprzywiązywała krzesła jeszcze.
Jakby przed wojną uciekali z dobytkiem a nie jechali na wczasy.
W porównaniu z tym ta lodóweczka, parasol+kilka krzeseł które stanowią
Podstawowe Wyposażenie Kanarka na Plaży nie wydaje się aż tak przesadzone.
Ja wiem że zaczął się sierpień i wyjazd jest na cały miesiąc ale litości!
Przecież oni mają do przejechania jakieś 600km tam i 600 z powrotem
 to przy 120kmh auto spali spokojnie 3l/100km więcej przez ten tobół.
to daje 5ex12= 60e ciekawe ile rzeczy w tym tobole są warte? dużo więcej?
Koce? przy 40 st upału? no to  ręczniki ? duży plażowy to 3-4e.
Widziałem u nas kanarków wracających z plaży do domu z samochodami wypełnionymi
nadmuchiwanym osprzętem plażowym(zabawki, koła, materace) ale tyle kilometrów?
myśmy nawet bagażnika nie zapełnili w 100% a jedziemy na zawsze a nie na miesiąc.
Jesteśmy w Alicante.
Prawie Lazurowe Wybrzeże.
Idziemy popływać. Jest 42st.
Kąpielisko ciągnie się wiele kilometrów.
Wybieramy takie ciut mniej zaturyszczone.
Woda ma ... no nie wiem ile ale ok 30st musi mieć bo nie chłodzi!
Kurcze no to to niefajne.
Ukochana acz Wymagająca M. odmawia kąpieli w rosole.
My z Córką pluskamy się ok 1h ale nie jest to jakaś wielka radocha.
Za gorąco.
Poszukamy hotelu na noc.
W sezonie, w szczycie sezonu w najbardziej obleganym kurorcie Hiszpanii.
Phi, 0 problemu ale najpierw wifi.
Próbujemy w jakiejś knajpie- kelner nie przyszedł wziąć zamówienia.
Próbujemy w miejskiej wifi zonie- nie chodzi.
Dobra, 40st a ja muszę walczyć z moim starym i ciężkim laptopem z baterią trzymającą 55min..
Dość tego, jest jeszcze wystarczająco wcześnie, jedziemy do Huelvy staniemy gdzieś po drodze.
Późne popołudnie, przejechaliśmy kawał drogi a tu nagle ...STOP.
Co jest, nie spodziewałem się Hiszpańskiej Inkwizycji.
Się Pali, Panie.
i drogę zamknęli.
Jedziemy w korku parę już kilometrów.
Za takimi ostatnimi frajerami w BMW E36- zwanym kebabem(a goście wyglądają dość Romsko ;-)
trąbią z tyłu ale co mam robić jak te sieroty a to zrobią odstęp 50m ruszą a potem hamują.
Pewnie liczą na stłuczkę i że im zasponsoruję remoncik złoma.
I nagle.....
 ding-dong żółty napis CHECK ENGINE.
O cholera tylko nie to , co robic?
olewam jazdę w korku, zjeżdżam na pobocze.
Pełna panika, ciemno wszędzie, głucho wszędzie co to będzie?
Temperatura silnika idealnie ok - sprawdzam olej - jakby za mało
biegnę 5km w tym żarze z nieba na stację która gdzieś tam jest
biegnę 5km wzdłuż korka aut
kupuję olej- najlepszy jaki mają na stacji i na wszelki wypadek 1l płynu chłodniczego.
biegnę z powrotem
korka już nie ma
wszyscy trąbią bo biegnę poboczem nieoświetlony.
Panika, a co jeżeli policja kazała im gdzieś przejechać? nie mam telefonu przy sobie
To było juz gdzieś tutaj- na pewno kazali im przejechać bo nie wolno tu parkować!
Jeszcze 2000kroków i zawracam.
Idę na policję i zaczynam poszukiwania.
Jeszcze tylko 762 kroki,,,
No i jest, stoi Saabina przy drodze,
 laski w środku układają pasjansa na komórkach.
Otwieram maskę- Córka mi świeci latarką(mamy latarkę!)
Otwieram korek wyjmuję miarke oleju.
Stan idealny(fajnie znaczy że silnik ideał bo zmiana była 3500km temu) płyn chłodniczy też pod max.
Włączam kluczyk, czekam co powie komputer,
komputer do mnie morsem miga: check engine 3x, przerwa, 8x, przerwa 7x
A ja nie mam internetu żeby na Saabotage.pl sprawdzić co to znaczy.
no trudno - coś będziemy kombinować nawet jak auto umrze.
Jakoś to będzie. Navigare necesse est... więc ruszamy.
Droga wciąż zamknięta- jedziemy bocznymi przez miasteczka, góry i doliny.
Wioski i kurniki też ;-)
No w końcu wracamy na ekspresówkę.
UFFF
Koło 11.30 wieczorem zaczynam przysypiać.
Kilka razy budzi mnie wycie wydawane przez najechaną linię pobocza.
Spać!
Szukamy zajazdu z pokojami.
Zajeżdżamy do pierwszego- nie wynajmują już pokoi a szyld został.
Drugi pełny ludzi, własna winnica, własne wino sala na ponad 100osób i nie ma wolnego stolika
łapię jakiegoś oberkelnera-się okazuje właściciel, facet mówi że mają tu pełno od połowy czerwca
i jak chcę to mogę  zarezerwować pokój na przyszły rok.
Dzięki.
W którymś tam z kolei mówię że jak tu nie będzie
 to śpimy pod zajazdem na parkingu chociaż 2h bo się zabijemy.
Są pokoje, z łazienką ale dla naszej Nińa(dziecko po sipanijsku i to pci pięknej bo chłopczyk to Nińo)
jako że ma już 13 lat musimy wziąć oddzielny pokój.
Nińa jest dumna niezwykle, ja równie niezwykle wściekły.
Ale spać się chce, niech będzie weźmiemy 2 pokoje.
50e się należy- dobra niech będzie.
Spać.
A g...o nie spać.
Ukochana i Wiecznie Głodna M. chce herbatę i coś przekąsić na dole.
Doobra, miłość wymaga poświęceń, idziemy.
Wziąłem sobie piwo i zasypiam na siedząco.
Zjadła, wypiła, łaskawie zgodziła się wrócić do pokoju.
Ja pierwszy pod prysznic- mam doświadczenie i wiem że jej potrafi zejść chwilkę dłużej.
(wedle tej definicji Wojna Trzydziestoletnia też trwała chwilę)
Ktoś się dobija do drzwi.
Cholera czego? goły jestem i mokry, Zadziwiająco Miła M otwiera, gada.
Zamyka drzwi i wyzywającym wzrokiem zabija mnie owiniętego w ręcznik
Bo Coś się zdarzyło i to oczywiście moja wina.
-A gdzie ty masz swój portfel?
-Nie wiem w spodenkach jest.
-Taaak, to ciekawe bo facet przyniósł spod stołu wyjął jak po nas sprzątał
-?+głupi uśmiech: no to ja nie wiem.
- ile tam powinno być?
- no X(dla nas dużo)
- to i jest, ale ty jednak jesteś beznadziejny żeby tak portfel zgubić, a jakby  nie był taki uczciwy?
- (o żesz ty.... to ja tam chciałem półprzytomny iść i siedzieć?)
nic nie mówię bo nie mam siły dyskutować z kobietą przekonaną o swojej racji- idę spać.
Z rana doceniamy czystą i nakrochmaloną pościel, klimatyzację czysty pokój.
Kawa i w drogę.
Samochód przestal migać check enginem.
Więc przyspieszamy ile się da i po chwili(no kilku godzinach ale krócej niż prysznic M.)
Jesteśmy w Huelvie.
Jedziemy do przystani kupić bilety.
(było pusto i tylko kilka osób w kampowozach  miało wczasy czekając od niewiadomokiedy na prom
to jest zdjęcie oszukane bo z soboty)
 3szt rezydenta kanaryjskiego +coche małe (się saab mieści do 485cm raz jak małe a raz jako średnie)
prosze bardzo odpowiada panienka z okienka 3os nie ma problemu ale na coche nie ma miejsca!
Coooooooooo?
My: Plz plz plz
Ona: no nic nie poradzę już nie ma miejsc dla samochodów.ale czasem ktoś się spóźnia albo nie dojeżdża i zwalnia miejsce bądźcie jutro z rana to sprawdzicie.
My: OK- do siebie: a jak nie będzie miejsca to kupujemy na 18-go i jedziemy na tydzień do Portugalii.
A teraz skopiemy nasze sumienie- jedziemy do McDonalda
(wpisz w You Tube McCruelty to zrozumiesz)
żeby się za wifi-internetować kupujemy colę i frytki
ale jednak kupujemy i wspieramy to wszystko czemu jesteśmy przeciwni.
Huelva nie robi na nas najlepszego wrażenia,
opuszczone budynki, zamknięte sklepy, na ulicach dużo ludzi snujących się smutno.
No tak - a tu przyjezdżamy my i wspieramy naszymi pieniędzmi symbol tego upadku
Jeżeli poczytasz historię Polski 1918-1939 to zobaczysz jak u nas takie amerykańskie
firmy wyeksportowały Wielki Kryzys do biednego, zniszczonego przez kogo się dało państwa.
Tu dzieje się to samo.
Potrzebujemy wifi.
Szukamy hotelu.
Drogo jak skurczybyk bez 80e za jakieś gospody 100km od Huelvy to nawet nie podchodź.
Dobra wybralismy taką miejscówkę gdzie są 2szt i jedziemy.
Po drodze stajemy w takiej wielkiej hiszpańskiej knajpie dla pożeraczy krów,
laski idą spytać czy gdzieś coś wokół fajnego w sensie hotelu/zajazdu/pokoi no cos.
Bo 80km w jedną stronę to lekko bez sensu.
No więc jest tu takie miasteczko i jest w nim hotel.
Prawdziwy Hotel Z Gwiazdkami. Narysował mapkę napisał Otava i życzył powodzenia
Zajeżdżamy, jest hotel, jest pokój nawet taniej niż to co znalazło htels4u.
Dobra laski nie chcą to sam idę na zwiady.

Miasteczko takie bez zupełnie bloków. I wszędzie stoją buty. Zapateryści?
W hotelu w recepcji kredens ozdobny a za szkłem buty- tak na oko jakieś XIXw pantofle.
I gdzie bym nie szedł tam buty i ryneczki.

skręcone jak kręgosłup polityka uliczki prowadzą do...ryneczków.
No ile ryneczków może mieć taka mieścina? w Polsce wiadomo jeden z urzędem i kościołem
tutaj znaleźliśmy 6! tak właśnie sześć.
Kiedy tak biegałem (bo się zgubiłem w tym pokręconym miasteczku) zobaczyłem ludzi którzy
jedli duże grubaśne frytki przy stolikach przed knajpą.
A że wszystkie we wsi wiedzą że frytki powinny być grube i duże
wszystkie wiedzą nawet Heston Blumenthal wie ;-)(zrobił spore badania na temat frytek idealnych)
To już wiedziałem gdzie zabiorę moją Ukochaną i Wiecznie Mającą Apetyt na Frytki M.
I miało byc wszystko do końca już ale się rozpisałem
i chyba podzielę na dwa wpisy bo się zrobił tasiemiec a jest tego jeszcze ciut.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz