2013/02/24

Polegliśmy o 4:00 po nierównej walce

Nie dotrwaliśmy do końca mimo szczerych chęci.
Na swoje usprawiedliwienie dodam że był to dzień wypakowany do granic możliwości.
Rano pojechaliśmy oglądać zawody na Punta Blanca i troszkę posurfować.
Inspirujące co z deską i falą potrafią zrobić zawodowcy.
Wygladało to jak zjazd rodzinny= woda była gęsta od zakręconych na punkcie fal świrów.
Nie mogło nas zabraknąć we wodzie oczywiście, JJ Młodszy ma nawet miejsce na filmiku

od 10 do 22 sekundy to on właśnie leci w pióropuszu piany.
Potem na zakupy do Mercadony- a że najważniejszym pytaniem na imprezach pozostaje
kwestia wygłoszona przez Jacka Sparrowa w którymśtam odcinku "Piratas del Caribe"
"why the rum is always gone" to wiadomo że kupiliśmy rum i colę zero w ilościach duzych.
Tak nam się przynajmniej wydawało do momentu podejścia do kasy- śmieszny litr rumu?
Wróciliśmy na tyle wcześnie że pobiegłem z cieknącą pianką na plażę Los Gigantes
fale są tak wielkie że nawet tutaj można surfować.
tu widać jak się przelewają przez  4m falochron
Po godzinie zauważyłem że nie mam już siły na nic-uniesienie ręki to wysiłek.
Do domu mam z plaży 200m a i tak zasypiałem po drodze, więc przed imprezą drzemka,
Zdązylismy się jeszcze spotkać z b.fajną koleżanką od nas i potem to juz jak SS-man w "Polskich Drogach"- "tańczyć!!! Tańczyć! TAŃCZYĆ!!" no to tańczyliśmy.
Litr rumu tylko mignął, cava i jakieś wino- czy muszę więc tłumaczyć jak czuliśmy się rano o 13?
Stać n a takiej imprezie nie wypada- czyli jednak 7 godzin podrygiwania i zakwasy w łydkach.
A tu o 17 kolejna impreza. Czuję się jak Gołota po walce(BTW Supertrener i b.dobry człowiek Zbyszek Raubo już 10 lat temu mówił że ze względu na beznadziejną psychikę Endriu, Saleta mu nastuka- no i co? Bez nerki i lata całe bez treningu) .A ja muszę popracować nad kondycją Albo też narobię wstydu rodzinie.
Bo półmaraton tuż tuż. Choć na razie to prawdziwy ultramaraton- imprez

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz