2013/03/31

Idealne świeta

Głowna Impreza to Saturday Night Fever bo w poniedziałek do roboty- na zdjęciu początek 22.30
Niedziela? bez rodzinnej nasiadówy za stołem z kawałkami Martwych Zwierząt.
Rano kawka i na plażę- dzisiaj były fale na Los Gigantes a po wczorajszym "Smakowaniu Win Regionalnych"  i po zmianie czasu to byłem ostatni na fali bo się południe zrobiło.
Na Degustacji spotkaliśmy troszkę znajomych z Anglii i Niemiec i poznaliśmy nowych
Angliki zachwycone "jak tu jest cudownie, nie to co w Anglii, tam zawsze jacyś debile się upiją i popsują imprezę" a tu leci pecik/dżezik grany przez zespół Przejętych Muzyków(no rozumiecie takich co to się wczuwają w te dźwięki do kotleta które odgrywają/tworzą i kiwają troszkę jak niewidomi), Rozstawione stoliki z obrusami bordo, kieliszek pamiątkowy z napisem santiago del teide kupujesz za 1e i potem każda porcja wina kolejne 1e co przy cenach wina tutejszego w mercadonie wychodzi tanio jak biały barszcz bez jajka ;-). Tapas po 2e. Starsi ludzie się odstawili i brylują, ja w klapkach ale za to z Guapą.
Już sie umówiłem na hiking w góry - podobno jest taki starszy niemiec co mimo 70-tki na karku gania po górach dookoła jak gupi i nikt za nim nadążyc nie może, to zażartowałem do Anglików że może trenował w Ardenach tam też nie mogli za nimi nadążyć ;-), nawet zakumali. Tapas były fajne ale jak to tapas nieprzesadnie sycące. A Guapa wymaga opieki i wyżywienia, moja głównie ziemniaków, takich pieczonych bo jest stoisko ale nie tutaj( bo degustacja była w la Arenie) tylko na fiescie z tańcami(Plaza municipal Puerto Santiago). No to co miałem zrobic trzymać bidulę głodną? Poszliśmy na Fiestę, z kieliszkami w rękach.
jak widać zanim sięgnąłem po aparat pół wielkiego ziemniora było już wyżarte, sosy,oliwki i żółty ser, sin atun bo somos vegetarianos.
Tańczyły koleżanki Córki- jako zespół tańca nowoczesnego- i niestety ja tych wszystkich ruchów z murzyńskich teledysków nie trawię, nie pasuje mi uczenie dzieci prostacko-seksualnego wypinania i machania paluszkiem a'la Britney.Mi nie pasi, widocznie jestem Zgryźliwym Tetrykiem- jak w Muppet Show.Bo rodzice nie mieli nic przeciwko nawet nagrywali filmiki. Trochę to wyglądało dziwacznie dla mojej zakutej łepetyny bo niektóre dziewczątka miały większy obwód niż wzrost- poważnie i występowały w centrum grupy. Żeby jeszcze choreografia nie była tak horrorystyczna to byłoby całkiem miłe.
Potem godzina niczego- Guapa zażądała frytek, nie dyskutuje się  z żądaniami Guap więc pogalopowałem pofrytki. No i wreszcie zespół, zaczęła się fiesta. Ale jakoś tak cieniacko- no to zabraliśmy się do dom.
Przecież są Olas Grandes czyli nie mogę sobie pozwolić na przespanie dnia.

A tu dla okrasy jak wyglądają olas grandes u nas na plaży- falochron ten płotek ma 4m na wierzchu jakbyście mieli wątpliwości.

A po południu takie śliczne chmurki zaczęły przemykać się z północy gdzie jak mówią jej mieszkańcy jest tylko trochę zimniej i troche deszczowiej i w ogóle to jest zupełnie fajnie i wcale nie gorzej - to ciekawe czemu na każdy weekend przyjeżdżają do nas?

Juz jestem po obiedzie(Córka zrobiła, nawet bułeczki na parze z mąki sojowej były!) to teraz odetchnąć i na plażę. Coś się człowiekowi należy w te święta. Bo jutro już normalna codzienna orka, Córka-Geniusz do szkoły a ja kawa-siłownia-deska-siesta-kawa-deska-kolacja/wino-spać, Lekko nie jest.
Jako malutki udate z 20:33 21st celsjusza i narybek surferski próbuje się ze spokojnym Oceanem (Atlantykiem ale spokojnym ;-)

3 komentarze:

  1. W Polsce też fajnie, z domu nie można było wyjechać, tyle śniegu napadało. I pada dalej. Zostało mi tylko przeglądanie pogody w los gigantes. Ja już nie wierzę, że będzie ciepło.
    adamsa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja już nie wierzę że gdzieś może być inaczej tj niby wem ale i tak nie wierzę ;-)

      Usuń
  2. Jak ja lubię czytać Twójego bloga...Pozdrawaiam.

    OdpowiedzUsuń