2013/04/09

McGyver w akcji


Wracamy z nieudanej wyprawy na Punta Blanca, fal nie było, snujemy sie sennie
( w podkładzie muzyczka jak do ataku rekina tum, tum tum tum) i nagle(nahle jak tłumaczy kabaret Mumio w "ser Eugenio") ding ding- coolant level low mówi komputer Saabinki. Stajemy, spod maski para buch, maskę w ruch i syczy, i stęka, i para gorąca mnie parzy po łapskach
Strach jest- troszkę sie ganiało(nawet synchronizatory od 2 biegu odmówiły już współpracy) może cholera uszczelka pod głowicą trzasła i poszły spaliny do chłodzenia. 
No bo zawsze najgorszy możliwy scenariusz. Nie wiadomo po co się człowiek już martwi, choc jeszcze nie wie czy jest czym. Czekamy.
Poszedłem schłodzić poparzone łapska w oceanie. UUUU ale ulga. Czekamy dalej. 
W końcu spoza oparów widać że rura powrotna z chłodnicy puściła i ma dziurę. 
Oczywiście kilka dni wcześniej wyjąłem swój Wielozadaniowy Niemiecki Saperski Scyzoryk Walther bo coś chciałem od niego w domu. No i nie ma czym odkręcić opasek na rurze żeby sprawdzić co i jak.
Odkręcam korek wlewu płynu- na raty bo gorąco i para bucha jak niewiemco. Odkręciłem w końcu- mamy jeszcze w bagażniku 3x8litrów wody z Mercadony, chcę dolewać póki jeszcze jest coś w zbiorniczku żeby zimna nie poszła na silnik bo się od gwałtownego schłodzenia potrafi głowica pogiąć(podobno, taki przesąd jest- nie widziałem nigdy tylko słyszałem ale za drogi eksperyment żeby wątpić),więc dolewam po trochu i nawet jak nie ma ciśnienia w obiegu to nie cieknie.To dobrze to oznacza że dziurka/pęknięcie/czy co tam nie jest duże. Dolałem do pełna. odczekaliśmy jeszcze 10min i na najblizszy parking- 500m jedziemy.Stanęliśmy. rozpoczynam poszukiwania narzędzi na nowo. Nie, nie mam śrubokręta, żałocha, idziemy do domu po narzędzia niedaleko ale jednak 3km. 
Wziąłem narzędzia, rower Córki i wracam. Cholera jasna jak się tu ciężko na rowerze jeździ, nogi palą, no i pojawił się jej jakis niewielki luz w tylnym kole wiec na zjazdach kiedy daję szybciej niz się da kurduplasty rowerek wpada w wibracje, ale zabawa!
No i w końcu na miejscu. Pot cieknie po oczach. Odkręcam inkryminowaną rurkę i...

Przy wymianie intercoolera na wydajniejszy Ktoś(pozdrowienia dla Coobcio Garage) zalożył opaskę zaciskową od rury powietrznej śrubą w stronę biednej rury od chłodzenia. Trochę czasu i drgań, szarpnięć silnika zrobiło swoje.W rurze od chłodnicy wydarło piękną, głęboką dziurkę.
 A tu Saabów dużo nie ma, części skąd?
A surfować trzeba, kto mnie będzie woził?
"Czterech pancernych i psa" czytaliście? Jak wracali ze szpitala wozem cyrkowym i opona pękła, i wulkanizowali płonącą gumą? To co ja jestem gorszy? Niż komunistyczni czołgiści? Niedoczekanie.
Wracam do domu i zaczynam kombinować gdzie jakieś stare opony widziałem -dość daleko. Ale leży kawałek gumy u mnie w domu- był do przymocowania przedniej lampki na rowerze niestety nie zniósł kanaryjskiego słońca i  sparciał oraz pękł.
 Kawałek drutu z oplotu korka od szampana, nożyk do kształtowania gumy, papier śniadaniowy i Zapalniczka. Oto gotowe stanowisko do wulkanizacji na gorąco. 
Umocowałem gumę na drucie podpaliłem i kapię na miejsce ubytku, to co skapnie gaszę od razu bo węgiel mi rury nie uszczelni. Trochę papieru śniadaniowego jako separator gorącej gumy i palców którymi Wyrównujemy . Przykładamy na miejsce stopionej gumy i wyrównujemy, zdejmujemy po ochłodzeniu- ten sposób z kolei polecają przy naprawie desek do bodyboardingu- prasować przez papier do  pieczenia. Żeby się podgrzany materiał nie ciągnął. Wyrównałem, teraz to jeszcze chemicznie naruszę klejem Neoprenowym. Utwardzamy. Zawinąłem w folie aluminiową i wysmażyłem znowu zapalniczką. 
Pokazywali kiedyś na discovery jak się robi nalewki na opony i je grzali dla zwulkanizowania. Wygląda w miarę. Teraz na to taka srebrna taśma z tkaniną szklaną czy nylonową i będzie dobrze.
Ale sobota popołudnie i taśmy nigdzie nie ma. Na te smutki wypiłem wina i poszedłem na plażę pływać bo nie wolno pływac po alkoholu ale w związku z awarią życie straciło dla mnie sens ;-).
Dzisiaj rano po drodze na siłownię kupilismy taśmę(tutaj nazywa sie Americana) no i zauważyłem na asfalcie zgubiony przez jakieś auto/skuter/niewiadomoco owalny kawałek mięciutkiej gumy o średnicy ok 7cm. Oczywiście wziąłem ze sobą. Po siłowni do auta. Bo rurę miałem ze sobą. Znaleziony kawałek gumy posmarowałem klejem odczekałem, posmarowałem i jego i rurę, i dokleiłem go na miejscu dziurki, odczekałem kilka minut(dżejdżej jako uchwyt do trzymania sklejonych części), owinąłem taśmą i Zamontowałem rurę na miejscu. Dolałem płynu i pojechaliśmy na zakupy do mercadony. 
Najpierw miałem stracha, że nie odpowietrzałem. Bo jak jest powietrze to ciśnienie większe i może rurkę rozerwać. Powietrze się nagrzewa i zwiększa objętość a jak nie może objętości to ciśnienie ;-) zgodnie z równaniem p*V/T=const. Ale się okazało że ktoś dobrze zaprojektował silnik,  zbiornik wyrównawczy jest w najwyższym miejscu, więc się sam układ odpowietrza. Pojeździliśmy zanim układ złapał temperaturę i ciśnienie, na razie jest ok. Prowizorka rządzi.
Jak jesteśmy gdzieś z dala od cywilizacji to wystarczy stara opona i naprawiamy, taki survival z recyclingiem- modnie i ekologicznie.

5 komentarzy:

  1. ciekawe, na jak długo taka naprawa wystarczy. I czy wystarczy by przejechć szybko kilka zakrętów.
    adamsa

    OdpowiedzUsuń
  2. do przyjazdu nowej rury z Polski musi starczyć ;-),
    wyższość nad brakiem naprawy jest taka że można po zakupy pojechać.
    pozdro

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest własnie piękne, że dało się coś wykombinować, naprawić za pomocą prostych rzeczy. Super podejście do sprawy i fajny wpis.
    adamsa

    OdpowiedzUsuń
  4. Prowizorki są najlepsze, ja 3 lata temu będąc w Belgi, na dzień przed powrotem do Polski w moim prawie 20-to letnim audi walnęła pompka od sprzęgła. Ze szwagrem do sklepu po nową, na miejscu brak ale mogą zamówić i będzie za parę dni, a że czekać nie mogłem to rozkręciłem to cholerną pompkę przy pomocy kluczy rowerowych a tam sprężyna pęknięta w dwóch miejscach, porozglądałem się trochę i patrze a u szwagra przy rowerze prawie nówka pompka, co z tego, że do pompowania kół. Rozkręciłem wyjąłem sprężynę, pozkręcałem i działa. Miało być na chwilę, żeby do domu dojechać, a tu 20stka audikowi stuknęła a pompka rowerowo-sprzęgłowa działa rewelacyjnie.
    Właśnie sobie przypomniałem, że zapomniałem szwagrowi pomkę odkupić.
    Pozdrawiam. Włodek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super władza umysłu nad materią jest nieskończona, kiedyś w T3 urwał się silnik na wyboju(miałem wstawione 2l z passata więc trochę to było dorabiane) no i co robić? Ukochana M mówi że chce wracać do domu i żebym skakanką przywiązał. Skakanki porządne bokserskie z linki stalowej. Podnośnikiem wywajchowałem silnik na miejsce i przywiązałem. Zabrałem podnośnik, silnik opuścił się max 2cm. Zastosowałem naprężenie za pomocą skręcenia skakanki i zablokowałem przeciw odkręcaniu kluczem do kół. Zrobiłem parę tys km zanim sobie przypomniałem że trzeba łapę przyspawac i przykręcić bidula.

      Usuń