2013/04/05

Tim Ferris "4-hour Chef" kompletna porazka czyli samochwała w akcji

Boli tym bardziej że to jego książka "4-ro godzinny tydzień pracy" popchnęła nas w końcu z miejsca. Nie to żeby zawierała jakieś odkrycia, ale czasem praca osoby systematyzującej wiedzę też jest wartościowa.
No a teraz taka skucha, aż musiałem odczekać tydzień żeby nie pisać w gorącej wściekłości  świeżo zionąc pogardą po ukończeniu tego żałosnego dziełka o...NICZYM. Dno.
Jak widać tydzień nie wystarczył żeby emocje opadły więc postaram się rzeczowo.
Niby ma to być taka książka o gotowaniu dla niegotujących i na podstawie nauki gotowania ma pokazać jak się uczyć w ogóle. Ale w rzeczywistosci dostajemy odgrzewany bigos z zeszłych świąt i to rozwodniony. Niby 500 stron ale treść zmieściłbym na 20. Reszta to nędzne bla, bla, bla,typu: a znam tego CEO i takiego CFO i przysłowiowego Dyrektora Googla i on mówi o gotowaniu to i tamto, a taki to z kolei milioner którego zresztą znam b.dobrze uważa że takie wina są najlepsze, a wogóle to moi znajomi są najbogatsi i ja ich wszystkich znam i bywam. Głównie o tym tam jest. 
Po pierwsze i najważniejsze to Unesco w ramach ochrony dziedzictwa kulturowego ludzkości powinno całkowicie zabronić amerykanom wydawania książek o tematyce kucharskiej. Pisanie o rzeczach związanych ze smakiem z perspektywy kraju w którym espresso ma 200ml- to po prostu żałocha.
Po drugie w tym konkretnym przypadku autor bazuje na wiedzy i umiejętnościach zdolnych być może w naśladownictwie, samozwańczych mistrzów rondla o polskobrzmiących nazwiskach, głównie z okolic Nowego Yorku. Osoby te gotują dla gwałtownie wzbogaconych wielbicieli hamburgerów i tym podobnej tłuszczy. Gladwell opisuje takich ludzi jako milionerów którzy żeby pokazać jak są bogaci kupują 10 Chevroletów Corvette bo to jest ich koniec wyobraźni- nie są w stanie zrozumieć czy wyobrazić sobie czegokolwiek lepszego. Oni rozumieją ze auto sportowe musi być pooklejane spoilerami, wielkie, wygodne, mieć 6cio litrowy silnik V8  z ciężarówki, automat oraz obowiązkowe płomienie na bokach maski, mają za mało gustu i po prostu wiedzy żeby wymarzyć sobie coś ponad to, np samochód  który jest w stanie skręcić jeżeli O Boże!!!droga nie jest prosta. I tu przekonac można się prosto robiąc wyścig.

Niestety z jedzeniem tak nie jest. Ze sztuką zresztą również nie. Nie ma kryteriów obiektywnych. Schamienie powoduje że lubisz rzeczy chamskie i prostackie takie jak: żarcie z McDonalda czy Pamelę Anderson. Amerykanom wystarczy danie polać ketchupem, posłodzić(również mięso i sałatki) i jeszcze żeby było dużo. Łatwe zamiast dobrego. 
I tu nagle facet który promuje niezależność od lokalizacji teraz pisze o wyszukanej kuchni dając przykłady kuchni amerykańskiej albo zamerykańszczonej. On  bierze nędzne kopie Hestona Blumenthala i kopiuje od nich- to jak robić gulasz z pomyj po gulaszu z pomyj.
Na dodatek wszystko po łebkach. Tak bez prawdziwej wiedzy, umiejętności i daru. Niestety nie wszyscy jesteśmy w stanie przekazać więcej niż sami umiemy. On jest na tyle dyletantem że nawet nie wie co jest ważne i co trzeba przekazać a zamiast tego skupia się na gimmick'ach jak sie tych bzdur uczyć.
Ferris który mimo swojej niekompetencji w dziedzinie kulinarnej nie zna umiaru w autopromocji- przypomina w tym internetowych GURU którzy sami mówią że aby wciskać ludziom swoje wypociny nie musisz wiedzieć na dany temat zbyt dużo, musisz tylko wiedzieć więcej niż naciągani/klienci.

Więc uczmy się od Ferrisa pisania o tym o czym nie mamy pojęcia.
Jeżeli więc brakuje nam wiedzy a książka ma być gruba(kasa) to robimy wtręty: a to o survivalu, a to o polowaniach, a to o innych pierdołach. Nawet o rzeźnictwie!!! Really, taki jest twardy że się martwych zwierząt nie boi! Hirołs normalnie. Jako wieloletni psiarz mam niejaką wprawę w rozbiorze mięsa, nauczyłem się od fachowców kroić dowolne zwierze(głownie krówki) szybko i bez użycia siły, dowolnie małym, byleby ostrym nożem, wprawdzie wydaje mi się teraz że zadowolenie w takich czynnościach  mogą znaleźć jedynie  psychopaci ale wiem jak to wygląda i widzę jak to wygląda w oczach totalnego lamera- taki własnie obraz wyłazi z książki. No ale można szokować dziewczyny. Jak się nie ma innych objawów męskości to takie twardzielstwo jest jak znalazł. Ja bym się wstydził.
Żałość, Małość i Zarozumiałość.
Moja rada dla Tima Ferrisa:
 masz człowieku trochę kasy(no ze trzy sryliony minimum ;-), wykup wszystkie egzemplarze tej książki i może ludzie za kilka lat będą udawali że zapomnieli.
Czytanie tego jest jak oglądanie TV może i jest tam coś wartościowego ale musisz przy okazji wchłonąć tony...podejrzanie pachnącej, brązowej substancji.
I rzecz absolutnie nie do wybaczenia, niestety książczyna napisana jest tak że autor nie budzi sympatii, z książki wyłazi mały, strachliwy chłopczyk, który teraz kiedy już nikt z rówieśników nie konkuruje w rzucaniu do celu opowiada nam jaki jest świetny w rzucaniu do celu albo strzelaniu z procy(autentyk!!!), trochę mi go  nawet żal  ale bardziej jednak żal mi siebie że się kiedyś dałem nabrać na luzaczka, którym pewnie bardzo, bardzo chciałby być ale im bardziej chciałby tym bardziej nie jest. 
I tu kolejny ukłon w stronę Wszechstronnie Wspaniałej M. - ona odkąd pierwszy raz zobaczyła zdjęcie Ferrisa powiedziała:"ale bidul, wygląda na suckera", już nie wspominając o tym co sądzi o mężczyznach chwalących się dyplomami w konkursie tanga ;-)

I na koniec łyżka miodu w beczce no nie dziegciu bo ten był użyteczny choć niesmaczny a tu dostajemy beczkę bezużytecznej brei ale jednak z łyżką miodku..
Ta łyżka miodu to lista zakupów na początku książki- tanie nie do uwierzenia utensylia kuchenne b.wysokiej jakości do dostania na Amazon- to naprawdę wartościowa lista i obieraczki ,i noże, miski, i miksery, i tym podobne, taniej niż chińskie beznadziejne podróby.
Amazon angielski ma promocję na wysyłki do Polski. Więc może być dobrze i tanio.
Dobra muszę kończyć bo mi sie znowu inwektywy zaczynają znowu pchac na usta i końcówki palców, nie mogę już z tym walczyć FERRIS TY...... HAMBURGERZE!!!
Można całe życie jeździć po świecie i nie zobaczyć niczego, i z autorem tej książki na pewno tak jest jeżeli chodzi o sztukę kulinarną.
Jak ćwoku przebiegniesz maraton to nie pisz od razu książki uczącej ludzi jak biegać bo to nie ten etap, sam jeszcze za mało wiesz, po kolacji którą pochwalili amerykańscy koledzy nie stałeś się Careme'm(choć pewnie nawet nie wiesz kto to).
Co tam, Amerykanin potrafi dolarem nadmuchać każde g...o do rozmiarów światowego bestselleru. Chyba czas juz kończyć. Z amerykańską wersją kapitalizmu i z tym wpisem.
Ale 4hour body i 4hour work week były zupełnie ok. Po prostu osiągnął właśnie swój poziom niekompetencji

1 komentarz:

  1. Dobry wpis. Nie wiem czemu, ale przychodzi mi na myśl jedno polskich przysłów Banaczka: "only a fool warms himself before a painting of a fire" However trochę wypiłem. :-)

    AK

    OdpowiedzUsuń