2013/05/24

Byle co mnie cieszy czyli zalety minimalnie małej stabilizacji


Oprócz wielu rzeczy które chciałbym zmieniać jest trochę takich których mi brakuje kiedy z różnych względów wypadają z  planu dnia. Może to starzenie a może własnie szczęście?
Kiedy poprzedniego wieczora zabaluję i następnego dnia nie pływam, nie biegam, nie wariuję z chłopakami na siłowni to czuję jakby się ten dzień nie liczył.
Kiedy gdzieś wychodzę i nie mam czasu poczytać sobie godzinkę albo i dwie to też jakby jestem danego dnia uboższy/mniej zadowolony.
Kiedy w końcu moja Ukochana Córka tak jak dziś i wczoraj ma jakieś wycieczki i nie ma czasu dla Taty to nie jest zdecydowanie Dzień Dobry.

Jakieś takie niepełne są te dni bez ustalonych w końcu niezbyt przecież wykręconych aktywności, i tak się zastanawiam czy to nie jest sposób na szczęście żeby robić co dzień jak najwięcej tych rzeczy które chcemy, z których jesteśmy zadowoleni nie tylko w trakcie(mhm dobre te lody wezmę drugą porcję) ale i po (cholera ale pójdą w brzuch/biodra i się może cukrzyca przyplątać to po co je jadłam/jadłem).

Kiedyś widziałem taki fajny filmik jak się dowiedzieć czego chcę tak naprawdę?
Napisać sobie plan Dnia Idealnego- tak idealnego że chciałbym mieć wszystkie dni takie jak ten Idealny Dzień Świstaka że jakby od dziś całe życie miało wyglądać tak jak ten dzień to nie miałbym nic przeciwko. Wtedy stają się jasne nasze wewnętrzne priorytety i nagle te całe "podróżowanie po świecie"(najczęstsza odpowiedź na pytanie no dobrze a jak już byłbys bogaty to co?)którym mnóstwo ludzi zasłania pustkę w życiu traci urok.
Jak pomyślisz że musiałbyś tak co dzień budzić się w hotelu w innym mieście z jetlagiem(chyba że podróżowanie oznacza wyjazd do cioci w sąsiednim województwie to wtedy nie ma różnicy czasu), nikogo nie znasz, nawet nie wiesz gdzie można wypić dobrą kawę to już nie wydaje się takie super, a może wręcz męczące?
Może własnie zawsze to podejrzewałeś i dlatego nie zbudowałeś nowego Googla czy Microsoftu bo wiesz tedy musiałbyś sie nudzić na cholernym jachcie i bez przerwy podróżować. BTW jakby ktoś chciał mnie torturować to 2tygodniowy rejs jachtem/statkiem bez zawijania do portów jest wg mnie tylko odrobinę mniej  bolesny niż wyrywanie paznokci czy wypełnianie pitów. Seneka kazał cieszyć się małymi rzeczami i tanią suknią i prostym pożywieniem. Nie wiem czy uznawałby kanaryjskie platanos za prosty posiłek ale ja sie nimi ciagle cieszę już drugi rok. Może i gdzieś są fajniejsze plaże i miejsca do nurkowania ale nie bardzo chce mi się ich szukać- tutejsze dają dość zadowolenia. Pewnie jakbym miał więcej kasy to.... no nawet nie bardzo wiem co pewnie znowu kupiłbym jakieś samochody(to taki świr i to nielekki) ale nie męczy mnie to aż tak zebym miał rezygnować z treningu o 14:30.
Ciekawe co o tym sądzą minimaliści- ci dzisiejsi, tacy modni, od posiadania maks 7 rzeczy ;-)
Wydaje mi się że prawdziwy minimalizm tkwi w czymś innym jednak- i może przez to jest dużo większy i ważniejszy, pozwala cieszyc się wolnością wewnętrzną nawet za kratami, smakiem kromki chleba z masłem, darmowym ebookiem czy rozmową ze znajomymi. Czy rzeczywiście trzeba się zarzynać żeby być szczęsliwym?  Czego ja sam potrzebuję do szczęścia a co robię/mam bo wmówili mi krewni/znajomi/idole z TVN-u?
Tak naprawdę co takiego mógłbym robic o 8:30 żebym chciał to robic od jutra już po wieczność, a o 10:00 , a później. To naprawdę fajne ćwiczenie zrób sobie taki plan dnia.
Zobaczysz i sie zdziwisz(jeżeli ciągle jeszcze można uzywac tego słowa- i to nie jest żadna aluzja ;-)

9 komentarzy:

  1. Fajny tekst:) Myślę,że szczęście jest w nas i nie ma znaczenia co robimy i gdzie jesteśmy.Cała trudność polega na odnalezieniu właśnie tego szczęścia. Saludo.

    OdpowiedzUsuń
  2. To Ty tam na fali?Bardzo trafne przemyślenia tatko i tego Ci każdy zazdrości,mam nadzieję,że grono pozytywnie zainfekowanych będzie coraz większe a możliwe,że i w kraju paru nawróci.Ze swojej strony dodam,że warto czasami zaszaleć i zrobić coś dla siebie,zapomnieć o gonitwie.To na prawdę działa.
    Pozdrawiam Dzidek

    OdpowiedzUsuń
  3. Tekst mówiący prawdę, myślę, że większość to czuje, gorzej z realizacją. Wolność wewnętrzna to jest najważniejsza rzecz, to mówię Ja wewnętrznie uwięziony. Na zimę mam zamiar przyjechać na dłużej, poczuć chociaż smak tego życia i stanu umysłu. as
    ps. blog jest świetny, stawia do pionu i prostuje myśli. Najgorsze jest to, że praktycznie ze wszystkim się zgadzam

    OdpowiedzUsuń
  4. no masz, pewnie że nie odkryłem ameryki i każdy to juz gdzieś w sobie nosi, ale... jestesmy tak bardzo zainfekowani/zastraszani przez powszechną pogoń za mieć, za byciem "bardziej" niz sąsiad czy kolega z pracy że nawet marzenia próbuje się nam wmówić. Jak sie nie dajemy to już za rogiem czeka naklejka "nieudacznika". Więc myślę że warto się zapytać samego siebie :Czego chcę? zamiast pozwalać żeby nam ktoś wmawiał.
    Podróż dookoła swiata za 500usd jest możliwa i kazdy z nas jest dość inteligentny żeby umiec ją zaplanować- jednak wszyscy "chcący podróżować" odkładają to do wygranej w lotka i tysiąc innych rzeczy też, zaś kończy się to droższym samochodem i willą w okolicy jednej z polskich pseudometropolii i tyle z życiowego marzenia spełnionego.
    pozdrawiam a na desce to nie ja bo mi laski niechcą zdjęć cykać :{

    OdpowiedzUsuń
  5. tatko, czy bardzo się powtórzę, jak napiszę, że mądry facet z Ciebie?
    Parę lat temu przeczytałam, przemyślałam i staram się stosować: "szczęśliwi ludzie nie mają wszystkiego co najlepsze, szczęsliwi ludzie korzystają z tego co mają, najlepiej, jak potrafią"
    Pozdrawiam Was ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. yup, z cytatem się zgadzam. znam mnóstwo ludzi(wszyscy moi znajomi?) którzy początek Twojego komentarza mogą uznać za zupełnie śmieszny dowcip ;-)
      a małe/miłe rutynki polecam i min. dlatego porzucamy S/C bo tu się surfować nie daje.

      Usuń
  6. to dobrze, że ja nie surfująca, mnie tylko, po Szkocji, słońca i ciepła potrzeba... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale szczerze to z potrzeby słońca i ciepła to tylko od Medano do Gigantes wchodzi w grę a i to do 300mnpm.
      pozdrawiam

      Usuń
  7. Właśnie tamte tereny biorę pod uwagę, W ubiegłym roku podczas urlopu zjeździłam wyspę i kiedy teraz myślę o przeprowadzce, to tak mnie jakoś tam ciągnie...
    Ps. W Amarilla Golf poznałam Włoszkę, która mi "przepowiedziała", że ja tam wrócę i ona będzie na mnie czekać... :)

    OdpowiedzUsuń