2013/06/16

POGŁASKAŁEM PŁASZCZKĘ - ale strach był

Zdjęć nie ma i nie będzie bo nie mam aparatu przystosowanego do takich głębokich nurkowań.
Myślę nad jakimś rejestratorem GoPro albo co ;-). Kupiłem Córce podwodnego Nikona to nabiera wody jak radziecka łódź podwodna klasy Kursk. Będę szukał czegoś co zniesie minimum 20m- bo diabli wiedzą jakie zrobię postępy i a nuż uda się schodzić niżej i co? znowu bez zdjęć. Jak ktos ma jakieś niedrogie typy to proszę o podpowiedzi. 
Wracając do naszych baranów. Płaszczka z wierzchu wyglądała nieszkodliwie - widzę ją w takim rowie na zewnątrz skałek przy których nurkujemy. Dno jest na jakieś 8-10m i w nim biegnie głęboki na kilka metrów rów, tam się zgromadziło mnóstwo ryb- mają zacisznie bo dzisiaj woda jest dość niespokojna. Choć poniżej 3-4m to juz tylko prądy typu przeciąg ganiają. Powentylowałem płuca(5 głębokich wdechów trochę takich gwałtownych typu dyszenie i znowu pięć duzych szósty do pełna i nurkuję. Co kilka metrów przetykam uszy- chwytam nos i usiłuję dmuchnąć wtedy wyrównuje się ciśnienie-jestem na krawędzi rowu płaszczka spokojnie pływa to tu to tam- no to jest moja powietrza mam jeszcze na pogoń jakbym się jej nie spodobał.
Im bliżej tym większa- jak juz jestem zupełnie blisko to okazuje się być większa ode mnie. Mam ten problem że od czasów zabaw z Piąchą(taki duży kolega z ringu) i połamanych żeber nie lubię jak coś jest ode mnie dużo większe, a ta ślicznotka jest. Z bliska płaszczki nie są takie ładne jak z daleka- mi się skojarzyła z pojazdem pancernym, ciemnozielony kolor, wystająca kwadratowa szoferka i rzędy zamykających się okienek po bokach-to wyloty skrzeli. A może to scykorzony cykor tak mi popsuł estetykę ;-). Dotknąłem i do góry. Wypuszczam cochwila powietrze żeby nie zaszkodzić uszom, ale przez to droga na powierzchnię zaczyna mi się nieprzyjemnie dłużyć ;-). No i w końcu można nabrać powietrza. Patrze do dołu gdzie jest ślicznotka a ta wzięła i ucieka. No to juz niech płynie nie będę się narzucał bo to mogłoby zaszkodzić naszej relacji. Nawet telefonu nie zostawiła- ale za to wim gdzie mieszka. Jak na moje umiejętności freedivingu to było dość głęboko i wprawdzie crossfit poprawił mi wydolność ale od dłuższego czasu borykam się z zapaleniem ucha- nie ma tu żadnych środków w aptekach. 
10 EURO kosztuje oszukaństwo do uszu które okazuje się wodą morską w spray'u
Nawet nie wiem co powiedzieć bo aż mnie zatyka ze złości- jadę 3.07 do Polski to nakupuję parafarmaceutyków i może wyleczę to ucho- na razie w ramach terapii Niestche'go(co nas nie zabije to nas wzmocni) leczę je za pomocą głębokich nurkowań. Ale niestety surfing na razie leży i czeka.
Już myślałem że płaszczki mnie nie lubią a ta zareagowała jak kanaryjski kot: tj zupełnie mnie zignorowała, przecież ona wie że jest sliczna i że muszę ją pogłaskać ale to nie powód żeby miała zmieniać coś w swoim planie zajęć albo chociażby na mnie spojrzeć. 
Kurcze robi zwierzę wrażenie- musimy się jeszcze spotkać na ciut płytszej wodzie, moze się pobawimy- wierzę że moja dobra wola i chęć miziania zostanie w końcu doceniona przez morską część populacji. Jak na razie to tylko jeżowce i skarpety przede mną nie uciekają ;-).
Czy te zwierzęta nie rozumieją że w obliczu wzrastającej populacji ludzkiej optymalną strategią jest współistnienie- a nawet lekkie pasozytnictwo na dobrych cechach ludzkiej natury?

1 komentarz:

  1. Hejka,już teraz wiesz dlaczego o mało nie popuściłem jak tą swoją zobaczyłem,miała rozpiętości ponad 1,5 metra.Nie śpij przy kompie ;D się nie mogę dopukać do Ciebie :D
    Dzidek

    OdpowiedzUsuń