2013/08/27

"Every day is like Sunday"- czyli szara codzienność w niedzielę

Niedziela- Rest Day czyli nie ma katowania. Wcześniej jechaliśmy 3dni treningowe, dzień odpoczynku. Ale to było stanowczo zbyt dużo odpoczynku, szczerze to i ten jeden dzień w tygodniu to jakieś marnotrawstwo.
Coś trzeba wymyślić ;-)
11:15 ruszamy na żółwie do Alcali. Luksusowo dzisiaj, nie biegiem tylko samochodem.
Żółwie są przyzwyczajone do karmienia w samo południe i prawie zawsze przypływają.
Córka odmawia udziału bo że samochodem i wypoczynkowo- Ona nie zna pojęcia Rest Day- dałem jej Wyjątkowo Opresyjne Działania do wykonania na czas (moje dość wolne tłumaczenie crossfitowego WOD) nakierowałem na gimnasio, torpeden loss i pooooszła.
Więc zupełnie bez pięknych pań(Ukochana i calima się nie lubią) ja, Johny, Pablo i Bartolo. Zajechaliśmy po M i D oraz Małą O.
 I juz w dwuaucianym konwoju 4 kilometrowa wyprawa do Alcali.
Pochmurno. Resztki calimy.
M pożyczył mi porządniejszy aparat podwodny. Szczelnie obudowany i wyglądowo podobny do GoPro.
Także lepiej żeby żółwie były przygotowane na zaistnienie w Światowo Szerokiej Sieci.
Będziemy filmować. Ile się da będziemy filmować, jest 8GB włożone.
Żółwie ciągle mi się nie znudziły. Są naprawdę słodkie. Duże piękne oczy jak z kreskówki.
Zgrabne skrzydełka z przodu- żółwie to się ewolucji udały wyjątkowo.
Niestety Homo Sapiens największą ich zaletę widział w tym że długo żyły po odrąbaniu nóg, więc stanowiły dobry prowiant na statkach kiedy nie było lodówek. Koszmar, wstyd i żałocha a ludzie mnie pytają czemu nie jem mięsa!
Przypłynęło dwoje dużych. Piszę dwoje bo jestem dziwnie pewien że jeden był dziewczyną.
Była stanowczo zbyt ładna na chłopaka. No słodka aż do przesady.
Tak jak nie zawsze trzeba zaglądać psu pod ogon żeby rozpoznać płeć(inny kształt głowy, inna postawa, budowa kostna) tak wydaje mi się że u żółwi też czasem to widać.
Pablo i Bartolo namiętnie molestowali zwierzaki. Pierwszy raz pływali z żółwiami na dodatek naprawdę sporymi i od razu mogli je wygłaskiwać. Długość skorupy jakieś 70cm więc zupełnie spore obiekty.
Żółwie pod wodą są "wyluzowane" jak określili panowie P i B.
Wszystkim się podobało, Pannicy Pełniącej Od Niechcenia Rolę Córki M i D  również z lekka sie podobało. Wiadomo jak masz te 10lat to nie wypada się już tak wszystkim zachwycać z rozdziawioną buzią, rozumiecie nie?
Wychodzimy, suszymy się i...Punta Blanca.
No nie sama Punta, tylko zatoczka przy niej- moja deska już się na większe fale nie nadaje.
Złamała się w poprzek i faluje wraz z oceanem, więc ciężko zejść pod falę. Cały dowcip polega żeby spłynąć z grzbietu fali i płynąc przed falą. 
Zaś P i B dopiero się uczą więc żal byłoby się połamać tak na początku.
Było słabo- małe fale, mało krwi, żadnych wystających zazwyczaj ukrytych pod skórą części ciała.
Pablito unikał tym razem skał- poprzednio jak wyszedł z wody to wyglądał jak postać z horroru gore. Spływał krwią z rąk i nóg. Tak sie kończy jak są małe fale. 
Wtedy jak chcesz polatać to trzeba iść tam gdzie płytko- tam wyżej fale wstają.
I jak się człowiek zapomni, i chce ciut jeszcze przejechać, to......kończy na skałkach pokrytych 10cm wody. A kolejne załamujące się na szczęściarzu fale wspomagają tylko głęboki piling skóry.
Tym razem luzik, prawie bezszkodowo- tylko się żeśmy z Bartolo nie zrozumieli i jak nad Nim przeskakiwałem to on miał te cholerne plastikowe płetwy u góry, jestem więc piękniejszy o dwie szramy ;-).
Zazwyczaj jak już przestaję czuć czubki wskazujących palców to wyłażę, tym razem poczekałem jeszce ciut bo co 10min przychodziły 2-3 większe, ale tylko zmarzłem a nic dużego nie przylazło.
Wyłażę. Dość. Dopiero 14:00, no i co dalej?
P i B jeszcze nie byli w tunelu a M i D mimo protestów Pociechy(dzieci nie są w stanie zrozumieć czemu dorośli są tak głupi że mogąc cały dzień taplać się w basenie gdzieś łażą i psują zabawę)postanowili przynajmniej zwiedzić plantacje po drodze.
Jest sezon na mango, pomarańcze są jeszcze zielone, granaty idealne do spożycia, higos de pico też, awokado wysyp a we fruterii 6e/kg!!! co jest? Pożarlismy co się tylko dało po drodze, więc Blond Bóstwo w wieku lat 10 odtrąbiło powrót nad basen gdyż po zeżarciu granatów nie widziało dalszego sensu rozstania z Ukochanym Basenem i tak się wycieczka dla biedych M i D skończyła :-(
A my? W góry! w góry, miły bracie! Tam swoboda czeka na cię.
Tempo wzrosło, abośmy to jacy tacy? Się robi metcony non stop, nie?
Raz, dwa i jesteśmy u wlotu.
Kilometr tunelu. Wysokość waha się w okolicach 2m- mnie zawsze boli szyja a mam tylko 191cm.
Bartolo kilka cm mniej więc postanowił że on się górom kłaniał nie będzie i zawadził bo wysokość się właśnie zawahała do 180 i skała znienacka przypomniała Mu kto tu jest twardzielem. Bolało.
Zmądrzał i się pochylił.
Kilka razy wyłaczaliśmy latarki żeby nasycić się wrażeniem tej niesamowitej ciemności i ściskającej ciszy.
Było późnawo więc po drugiej stronie tylko osypujące zejście w dół za zakręt żeby zobaczyć starą przepompownię wody w jaskini i wracamy.
Tempo.
A jak piwo smakuje po takiej wycieczce!!!! Zimne u Grubego w Central Barze.
Może to niewychowawcze ale jednak polecam. Tak jak najlepszą przyprawą do posiłku jest głód, tak nie wiem czy nie było to jedno z najlepszych piw w życiu(nie piłem nic przez całą wycieczkę a u nas ciągle jest te 28st ;-)

ps zdjęc nie ma bo
1. się nie dogadałem z pożyczonym aparatem podwodnym i mam dwa dziwne nie dotwarzające się pliki mp4
2. zostawiłem/zgubiłem w Polsce ładowarkę do swojego Canona- a cholerna korporacja wpadła na to że się go nie da naładować przez wejście USB- tylko wymiana danych bo przecież umarliby jakby można było używać standardowych ładowarek, kapitalistyczne szuje.

3 komentarze:

  1. Widzę,że tatko wrócił ;D,otrzepałeś się po kontynentalnej wycieczce.Tak trzymajcie.
    Pozdrawiam
    Dzidek

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej !
    Jak już pójdę z Wami tym tunelem, to się kłaniać nie będę... Jestem od Was niższy...;-)
    Dobrze, ze piszesz i motywujesz,ale niepokoi mnie ta intensywność i częstotliwość treningów.
    Czy naprawdę to nieodłączna część stylu życia nowych kanaryjczyków?
    Pozdrowienia dla MiM.
    A MiD będą mieli dużo do opowiadania po powrocie.
    A z AiB

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. intensywność to sama esencja crossfitu, co do częstotliwości to co kto lubi, nam chodzi o przekroczenie normalności, nie chcę być sprawny jak na... swój wiek, uwarunkowania genetyczne czy stanowisko( ciężko być supersprawnym cukiernikiem na przykład). Jeżeli chcesz być nadczłowiekiem, fizycznie również to sama możliwość autokatowania, przełamywania progu bólu, od zawsze posiadanych własnych ograniczeń(typu "sprinty mi nigdy nie leżały") wciąga na tyle że ciężko z tego zrezygnować.
      A poprawiające się wyniki pojawiające się przy okazji też są przyjemne

      Usuń