2013/09/10

Kupiliśmy deski- znowu

Tym razem zupełnie nie w Decathlonie. Używane. Pride- więc niezłe. Teraz tylko szukam żelazka ;-)
Ja jako totalny kretyn, co wpada na każdy wystający z wody kawałek powłoki ziemskiej, szukałem po prostu taniej deski żeby nie płakać jak mnie znowu skotłuje na Punta Blanca. Ale... oczywiście musi być twarda i umożliwiać zabawę- czyli strona ze ślizgiem nie może być zniszczona. Takie postawienie warunków nomen omen brzegowych skutkuje poszukiwaniem deski używanej dobrej firmy.
Tatko z dumą popiera milanouncios.com.
Wpisujemy "surf" ograniczamy provincia do Tenerife i hasta 100euritos. No i jedziemy. 
Bo chłopaki mają wolny poniedziałek więc i tak chcieli jechac po Seguridad Social.
Do Icod- na ZZZZzzzzimną Północ. Potem do La Laguny po deskę do decathlonu.
Po drodze stajemy w Santiago del Teide po figi- łoł we wszystkich stadiach rozwoju: czerwone, fioletowe i podeschnięte też. Pochłaniam. Pół kilo minimum, jestem w klapkach więc przy okazji wbijam sobie wielkiego kolca z aloesu w duży palec- trudno figi dla mnie to jak waleriana dla kota. Resztki rozsądku ulatniają mi się z jestetstwa i zamieniam się w Figowego Zombie. Żreć Figi, Pożerać Figi. Genialny owoc. Myślałem że juz mam dość a jeszcze wsiadając do samochodu zeżarłem 2 szt które miała Córka. 
B filozoficznie zauważył a'propos cholernego aloesu że zawsze koło czegoś fajnego usadzi się coś zupełnie kolczastego w celu psucia dostępu i przyjemności.
No i koniec ładnej pogody czyli już wjeżdżamy na Północ- fuj jak brzydko, mokro, błe.
Panowie P i B umówili citę previę przez światowo szeroką sieć i dotarliśmy na umówioną godzinę. Pusto. Żadnej koleiki, 2 osoby i 2 urzedników. Wyczytali B podszedł i...
Się okazuje że oddział Seguridad Social w Icod de Los Vinos jest tylko dla Emerytów i Rencistów.
No i tu różnica w stosunku do ZUS: "jak już Panowie jesteście to ja postaram się Wam pomóc".
I Pan Urzędnik szybko i sprawnie załatwił sprawę. Nieźle co?
Wracając zaszliśmy na Najgorszą Kawę- tuż obok głównowioskowego kościoła.
Ale syf, kwaśna i wstrętna, a localesi siedzieli więc myslelismy ze będzie ok.
Jedziemy do La Laguny.. Wyciągam telefon i proszę moją Kanaryjską Córkę o pomoc.
Niech się wykaże i dogada. Goście sprzedający deski to specyficzny typ.
Niemożliwy dla mnie do ogarnięcia, na pytanie kiedy i gdzie można obejrzeć i kupić deskę mówią: "nie wiem, bo wiesz ja ......." i tu jakaś historia o tym że coś, i że on by nawet chciał ale wiesz, ale może itd itp  :-(
Nawet wprawiona w bojach Córka miała chwile zwątpienia. po kilku rozmowach nawet dostała lekkiego szału.
Z pierwszym Sprzedającym zrezygnowała po 5minutach rozmowy i próbie wyciągnięcia z niego czy woli żebyśmy podjechali do niego czy spotkać się gdzieś w La Lagunie. Nie był w stanie tak na szybko podjąć decyzji ;-). Drugi po kilkuminutowym molestowaniu i trzech doprecyzowujących rozmowach umówił się z nami pod Decathlonem.
Dobra jest będzie deska. Porządna zawodnicza deska. Prawie Niedozłamania. Ogłoszenie brzmi:
BODYBOARD PRIDE CON FIRMAS DE PROSS
Dzwonimy do goscia 15 minut po umówionej godzinie: Jeszce nie.
Po kolejnyh 30minutach:
-gdzie jesteś? 
-pod Decathlonem
-to podejdź pod wejście(jest tylko jedno)
-nie bo sie nie znajdziemy bo ja nie wiem które wejście,
-??????????WTF????
-bo wiesz ja stoję koło takiego murku kamiennego na calle a bajo
-no ale gdzie?
-bo wiesz ja tu jestem jedynym samochodem
-(parking pod decathlonem pełen miejsca trzeba szukać to gdzie ten cymbał jest?)
-bo ja mam biały samochód(łoł gratuluję)
-ale gdzie ty jesteś
-en calle a bajo
rozłączyliśmy się, chodzimy dookoła i szukamy. Nic
Wściekła Nastolatka(w tej roli Ukochana Córcia Tatusia ) dzwoni i mówi:
-Słuchaj, stoimy koło wejścia do Decathlonu i MASZ TU PRZYJŚĆ DO NAS, ZROZUMIAŁEŚ?!!!
przyszedł- nawet sympatyczny koleś, że deska z podpisami pros'ów i że on pros, i że ma szkołę ale na Punta Blanca nie bywa, raczej Tajina. 
Deska OK a nawet bardziej niż OK. Utargowałem jeszcze pięć euro. Czyli płacimy piętnascie i zabieramy.
Uffff, nareszcie.My mamy a co z Pablitem?
I jest zonk. W decathlonie wykupili porządniejsze deski. Te ze stringerami.
Pablito własnie po to przyjechał. I co teraz? Mieliśmy jechac surfować.
Kupujemy płetwy i jedziemy do K16 Secunda Mano Surf Shopu w Las Americas.
Miła Pani nie moze nam powiedzieć po ile są deski. Bo szef surfuje a ona nie wie. Przychodzi jakiś gostek i mówi że po 100e używane!!! Cieć malinowy jeden- jakis kolega właściciela. Deski wypozyczalniowo/szkoleniowe(mają szkołę).
Drogo- tłumaczę Pani, ona ze nie bardzo bo to dobre deski tylko troche poobcierane.
No pewnie, nawet bardzo dobre ale właśnie przed godziną kupiliśmy porządnego Pride'a za 15e.
Koleś wyszedł miotając przekleństwa na moją głowę- ale przezornie dopiero w drzwiach więc tylko Córka usłyszała ;-) Pani przybiła nam piątkę że dobry zakup i wychodzimy.
Bartolo zmienił taryfę w Movistarze na Ondę Którąśtam i ma 1GB internetu w telefonie, więc znowu milanuncios.com.
Jest pride ładny w Adeje czyli rzut beretem za 60e. jedziemy zobaczyć.
Dzwonimy- Pan się umawia "na stacji BP ale pamiętajcie nie tej koło Mercadony tylko tej drugiej"
jeździmy i pytamy gdzie jest drugie BP?  Nawet taksówkarz nie wie, Dobra jedziemy na te BP które wiemy gdzie jest, facet czeka na nas, deska ładna, nie trzeba chyba dodawać że stacja była dokładnie pod Mercadoną? 
Koleś koło 50-tki pyta czy niczego więcej nie chcemy kupić? Bo on ze synem sprzedają secondhandowe surferskie todos. No ale płetwy kupiliśmy w decathlonie więc nie nic więcej. 50e i deska zmieniła właściciela. Teraz to Pablito może szpanować że hu hu.
Jedziemy do Medano- nie ma fal, Tajina, po drugiej stronie Montańa Roja- metrowe bidule, zgromadzone towarzystwo wrzeszczy przed każdą falą jakby co najmniej miała zmieść pół plaży. Dodatkowa atrakcja kilku zupełnie gołych panów w wieku w którym pewne części męskiej anatomii potrzebują podtrzymania (np jakiegoś  rodzaju dolnego biustonosza-suspensorium) albo obijają się o kolana. Panom się obijały.
Takie widok + cholerny wszędziewłażący piasek(miałem pełno piasku nawet w ...portfelu)+ brak fal oznaczają że miejscówka znika z mojej mapy Teneryfy.
Ale deska na falach idzie znacznie fajniej niż moje poprzednie badziewia z decathlona(na dodatek znacznie droższe!!!). Można gwałtownie nacisnąć na przód żeby zjechać przed falę i nie trzeba się martwić że się złomstwo rozciapuńcia. No i teraz czekamy na duuuuże fale przygotowani prawie dobrze(mam wątpliwośc czy mi znowu płetw nie ściągnie, muszę je przywiązać- wypalić dziurkę i stare sznurowadło jako profesjonalne wiązanie;-). 

5 komentarzy:

  1. Witajcie, Mogę dowieźć żelazko za 3 miesiące, w ramach minimalizacji gratów w domu z chęcią się pozbędę balastu. Będzie stare, ciężkie, z dużą pojemnością cieplną, więc pewnie jak profeska.
    Pozdrawiam adamsa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie.To naprawdę miłe z Twojej strony. Wczoraj robiąc porządki córka znalazła żelazko u siebie(?!!! po 4 miesiącach mieszkania). Jako ze celem jest jedynie zamknięcie porów pianki pokrywającej boki to wydaje się że lepsze będzie żelazko z wysoką temperaturą ale niską pojemnością/bezwładnością cieplną żeby uniknąć transferu ciepła w głąb materiału. Tak przynajmniej to wygląda teoretycznie. o praktycznych skutkach zastosowania teorii będę informował ;-)

      Usuń
  2. Witam
    I to mi się podoba...cholera kiedy ja?Wrzućcie jakiś filmik instruktażowy z Waszych zmagań ;D
    Pozdrawiam ekipę
    Dzidek

    OdpowiedzUsuń
  3. "nie trzeba chyba dodawać że stacja była dokładnie pod Mercadoną?"

    ..musieli być na szkoleniach w Zhejiangu.. ;)

    AK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak mi sie dziwnie wydaje że 3-4 skręty dziennie(a to minimalna dawka surfera) robią robotę prostowania zwoi mózgowych równie dobrze jak wychowanie w porządnej Pingowsko-zhejiandzkiej rodzinie

      Usuń