2013/11/09

I love Shanghai- i nic na to nie poradzę

 jakby nie działało to taki adres:http://youtu.be/skgToft-Zts
Nie da się go porównać z żadnym europejskim miastem- to takie tłumaczenie przez zaprzeczenie, jak facet który wrócił do kolegów  po wycieczce do zoo i opisuje na ich żądanie krokodyla: koń wiecie jak wygląda? no masz pewnie- odpowiadają koledzy, no to ten że krokodyl za cholerę do konia niepodobny. Jemu brakowało słów i mi też brakuje. Żeby odbiorca zrozumiał o czym mówisz musisz związać jakoś to nowe i nieznane z tym co już jest mu znane- a tu się nie da.
Może tak spróbujmy : pamiętacie polski rok '89? ten entuzjazm, te powstające setkami firmy, ludzi otwierających produkcję w garażach 3x4m? Rodziny kupujące za oszczędności syrenę bosto i otwierające handel obwoźny? Kiedy wszyscy byli na maksa zapaleni, mieli głowy pełne planów podboju swiata i WIERZYLI W SUKCES, W LEPSZE JUTRO.
I wyobraźcie sobie że to się sprawdza i nastepni zachęceni sukcesem tych pierwszych..... i to wszystko w 1000 krotnej skali.
Dla tych urodzonych zbyt późno żeby pamiętać- no cóż podziękujcie polityce okradania społeczeństwa nazwanej likwidacją nawisu inflacyjnego(Balcerowicz przyznał w wywiadzie że ten likwidowany nawis to.....oszczędności waszych dziadków i rodziców i ze to one obciążają gospodarkę- geniusz normalnie, mój szef, mentor i przyjaciel Chińczyk zresztą powiedział że on nie szanuje Polaków bo można wybrać świnię na prezydenta, złodzieja na premiera ale żaden normalny naród nie pozwoli żeby debil był ministrem finansów bo to zbyt groźne a kiedy sam miał wątpliwości czy lepiej milionowe kwoty trzymać na rachunkach złotówkowych czy walutowych to zawsze słuchał ministra i robił dokładnie odwrotnie tj jak się miał złoty umacniać to kupował dolary, jak miał spadać to kupował złotówki i to się sprawdzało!!! o jakże mi było wstyd :-(
Shanghai ludnosciowo jest ciut większy niż Polska. Terytorialnie ciut większy niz Teneryfa. Ale w porównaniu z jego mieszkańcami wszyscy europejczycy to Zombie- takie juz nawet niezbyt świeże Niezbyt Zywe Trupy- jak to było..."bez serc, bez ducha to szkieletów ludy"- dokładnie tak.
W Shanghai'u czułem sie jakbym do każdego posiłku dostawał prozac i speed w ilościach przekraczających wyobraźnię. Osmoza. Jesteś wśród ludzi z drive'm i sam dostajesz drive'a. Powinni kazać płacić obcokrajowcom za nabieranie energii jak za sanatorium. Jak ja im zazdroszczę, rany.
Bo tak w ogóle to ostatnie kilka lat polskiego cudu gospodarczego doprowadziło do sytuacji w której nieprzesadnie wykwalifikowany chiński pracownik(robotnik, magazynier, ekspedientka) dostaje netto minimum 2000RMB czyli jakieś 1100pln- a w Polsce ludzie po studiach biją się o pracę za minimalną krajową czyli właśnie około 1000pln na rękę!!! Przy czym nawet w Shanghai'u wszystko jest co najmniej 2x tańsze! Rozumiecie? Nie, nie rozumiecie bo inaczej już dawno stadiony byłyby pełne.(w Chinach za przestępstwa również gospodarcze o znacznej szkodliwości dostaje się karę śmierci która wykonywana jest publicznie na stadionie- to tak dla wyjaśnienia). Nie twierdzę że dla wszystkich jest tu raj- bo nie jest, ale dla mnie to jest to miejsce najbardziej zbliżone do wymarzonego. Czujesz się tu młodszy, inteligentniejszy, pełen zapału i w zasadzie niepokonany. Widzisz ludzi którzy startowali z gorszego miejsca niż Ty i osiągnęli tak wiele. Budują wspaniałe produkty polepszające poziom życia tysięcy, setek tysięcy czy milionów ludzi. To jest gospodarka-zaspokajanie rzeczywistych potrzeb na skale niewyobrażalną na naszym spierniczałym kontynencie. Wszystko drży, wibruje i buduje sie na nowo. Energia  promieniująca zewsząd wzbiera w człowieku  jakby się do gniazdka podłączył. Tu nie ma niemożliwego.
Najlepsze miejsce na świecie do robienia biznesu- chyba że rozumiesz biznes jako nic nie wnoszące do rozwoju świata granie na giełdzie- jeżeli tak to po pierwsze współczuję a po drugie zostań tam gdzie jesteś, w porównaniu z tutejszymi japiszonami i tak zawsze będziesz się czuł nie dość bogaty.
Ale ci wszyscy w których duszy gra potrzeba zmieniania świata, zbudowania czegoś lepszego, nowego, niezwykłego- jedźcie do Chin to nasza Ziemia Obiecana.
Pieniądze? "Ty nie masz nic, ja nie mam nic więc razem mamy dokładnie tyle żeby zbudować fabrykę!"
W fabrykę znajomego ( produkuje elektryczne hulajnogi) chcą zainwestować  jego fryzjer i właściciel biura które prowadzi mu księgowość,odmówił a oni ponawiają  propozycję  regularnie przy każdym spotkaniu!!!!
Bo zwrot i tak będzie niezły a jest szansa że .....
I własnie wszyscy liczą tu na taka szansę. Udany produkt na samym rynku chińskim może uczynić Cię miliarderem.
Bo Chiny-największy eksporter  mają 50% cła na import przeważającej części produktów. Więc dotowany amerykański eksport nic Ci nie zrobi. Hindusi uczcie się od Chińczyków jak dbać o dobro swojego kraju.
Nazywanie call center nową gospodarką czy segmentem high-tech tak jak to robią w Indiach to głupota. Przecież w ciągu max 5lat te sektory przejmie AI - macie Siri w srajfonach? czy google now w androidzie? a to technologia sprzed kilku lat więc za pięć lat nikt nie będzie potrzebował gościa który b.specyficznym ;-) angielskim ma namawiać do zakupu polisy, kredytu czy innej pierdoły. Amerykańskie firmy zamkną call center i outsource'owaną księgowość i Hindusi zaczną się zastanawiać jakie umiejętności/wiedza uległy transferowi?
A Chińczycy budują wszystko, również elektryczne samochody- może nie tak zaawansowane jak tesla ale za to tanie, proste i spełniające postawione przed nimi zadania. Społeczeństwo już zachęcone rządowym programem wsparcia przesiadło się ze skuterów na skutery elektryczne(program wsparcia polega na tym ze nie trzeba ich rejestrować ;-), gwarantuję że samochody elektryczne na masową skalę również jako pierwsi będą mieli chińczycy. Może siermiężne, może bez wodotrysków ale dostępne dla milionów. I tu pojawia się olbrzymia zaleta takiego rozwiązania- te miliony będą usprawniac i zwiększać zasięg swoich pojazdów, a kolektywne możliwości kognitywne nawet tylko 10.000 drobnych domowych racjonalizatorów to znacznie więcej niz największy geniusz krzemowej doliny.
Jak zobaczycie w Shanghai'u te tysiące przerobionych rowerów i skuterów elektrycznych znajdujących najdziwniejsze zastosowania(również jako ciężarówki do przewozu kilkuset-kilowych ładunków) to zrozumiecie o czym mówię. Budowa ram do transportowych trójkołowców elektrycznych przebiega bezpośrednio na chodniku koło nowopostawionych wieżowców. Iskry lecą, spawarka się grzeje, tworzy się kolejny pojazd o emisji 0.
Wracając do Shanghai'u (mówiłem już I Love SH ;-) to znalazłem jedno miejsce gdzie od razu poczułem się źle- to odremontowana dzielnica Cool Docks. Źli, wstrętni nuworysze, pozamykane całe kwartały, nas oczywiście zapraszają do środka bo biali ciągle podnoszą prestiż, weszlismy tylko w jeden taki otoczony 4m murem kwartał żeby zobaczyć i zrobić zdjęcia. Błe jakiś klezmerski band przynudza muzyczkę do kotleta, wszyscy sobie siedzą otoczeni ostentacyjnie pseudoeuropejskim szykiem i udają że im sie podoba. Przypomniał mi sie "Kalafior" Mrożka. Smaku temu siedzeniu dodaje to ze nie jest ono dostępne dla wszystkich. Obrzydliwość. Czas na nastepną Rewolucje Kulturalną.
No i Bund. Normalny deptak nad rzeką. Nothing to shout about. Może poza tym że wygląda jakby expaci przychodzili tu sie podrywać, część żałośnie jogguje(kamienne płyty to oczywiście najlepsze podłoże do biegania- ale za to ile ludzi mnie zobaczy), część przechadza w wymuszenie swobodny sposób, część siedzi na murku i po prostu gapi sie na idących z przeciwka. Chińczycy spacerują i robią zdjęcia równo budynkom i białym. Jako posiadacz dwóch Najładniejszych Dziewczyn Na Ulicy byłem tym wszystkim lekko zmęczony. Oczywiście najfajniejsi są turyści z prowincji którzy cykają Ci zdjęcia bez obciachu, robią serca z rąk pozując, słowem pełen program. Wszyscy co chwila spluwają na chodnik. Odgłosy spluwania prawie przykrywa lecąca ze statków Moon River. Nie moje klimaty. Choć moon river lubię może nie w oryginale ale Morrissey is cool- no cóż starość.
BTW Rap się w Chinach nie przyjmie
Chinczycy kochają melodię. To dobrze świadczy o ich zdolnościach matematycznych i dobrze wróży na przyszłość. Ale też zasmuca mnie nt naszej cześci świata. Bo jeżeli rośnie całe pokolenie które budowę linii melodycznej zna z czterotaktowych sampli(do czterech taktów melodii nie musisz sie martwić o prawa autorskie- traktuj melodie jak swoją z tego korzystają "twórcy" zbyt głupi by zbudować nawet najprostszą melodyjkę) i do tego ma się poziom matematyki taki jaki się ma- czyli mniej więcej taki jaki przewidywał dla Polaków Hitler to ciężko mi sobie wyobrazić tych ludzi poruszających sie w swiecie zbudowanym przez umysły dla  których zasady przeprowadzania dowodu matematycznego są podstawową metodą wnioskowania. Ciekawi mnie bardzo druga rewolucja jaka z pewnością odbędzie się w Chinach.
Rewolucja edukacyjna.
Chińczycy mają olbrzymi drive do kształcenia swoich dzieci. Tak mniej więcej jak żydowscy emigranci w USA na początku XXwieku. Na razie te aspiracje są ograniczane przez zasoby rodziców. Ale... ale w końcu powstanie chińska Coursera czy kursy zaoczne w poszczególnych uniwersytetach. I wtedy dopiero dadzą czadu. Kiedy naprawdę kilkaset milionów młodych wychowanych w tej kulturze pracy umysłów włączy się w rozwój świata to ludzie!!! trzymajcie się krzeseł.
Widziałem wyniki badań dla chińczyków vs amerykanie temat: rozwiązywanie supertrudnych zadań matematycznych. Amerykański student poddaje się po około 8minutach, procent rozwiązań 15. Chiński studen poddaje się średnio po 20 minutach, procent rozwiązań ponad 20. I to się nakłada bo przy następnej serii zadań ci Chińczycy którzy już opracowali algorytmy rozwiązań jadą bez trzymanki a ci pozostali ci "mniejzdolni" ciągle niesamowicie uparcie próbują średnio przez kolejne  20 minut żeby tylko rozwiązać i znowu procent rozwiązań jest wyższy niż w analogicznej grupie amerykanów. A już przed drugą turą mieli 5% przewagi.
Pomyślcie co się stanie jak ci wszyscy młodzi ludzie żyjący teraz na prowincji bez dostępu do ośrodków uniwersyteckich zaczną mieć dość w głowach żeby wymyślać Nowe Cuda! Błedem jest spoglądanie z nadzieją na afrykę. Następna fala zmian będzie z Azji. a'propos fal:
I pewnie tez zaczną surfować - tu fala na rzece w Hangzhou. Na razie Chińskiego surfingu ni hu hu

1 komentarz:

  1. No nie wierzę,że tak długo w szoku jesteś...skrobnij coś leniu :D
    Pozdrawiam
    Dzidekj

    OdpowiedzUsuń