2014/01/07

Google and the World Brain - światowa biblioteka cyfrowa, niemożliwe?


Obejrzałem ostatnio film pod takim angielskim tytułem i troszkę muszę się wyzewnętrznić. Film jest trochę o książkach a trochę o świecie w jakim żyjemy i jego materialistycznym świństwie. No i trochę Deus ex Machina też. Bardzo Ważna Dla Mnie Myśl padła we filmie i podam ją w moim dość wolnym tłumaczeniu/przekręceniu:  "prawa autorskie? przecież wszyscy twórcy bazują na pracy/twórczości tych co byli przed nimi, tak samo Shakespeare jak i J.K.Rowling" no i to jest prawda że przecież nik z nas nie wyszedł z jaskini nie słysząc żadnych piosenek, nie widząc zadnych obrazów, nie czytając żadnych książek i nie stworzył niczego ot tak zupełnie samodzielnie.

Więc dlaczego za swoją pracę- no bo rzeczywiście często ciężką pracę żądam nieproporcjonalnie wysokiej zapłaty? Dlaczego moje często niewiele warte wypociny mają dać mi i moim dzieciom luksus do końca świata? Dlaczego facet który wysili swój mózg i poprawi nam silnik w aucie zarobi za to 3000pln a za ukradzione nuty włożone do piosenki 300.000 minimum(casus budki suflera albo wszystkich hipów hopów)?
To nie jest normalne i w historii dość nowe że nawet nieautor dwóstukilkudziesięciu nut żyje sobie z jednej piosenki do końca swej egzystencji w nieproporcjonalnym do kontrybucji materialnym luksusie.
A kiedy jakiś dzieciak sobie tę piosenkę ściągnie  na telefon nie płacąc obrażonemu acz obżartemu i chwilowo przebywającemu na ten przykład we swym apartamenciku na Teneryfie pseudoartyście to ówże owego dzieciaka żyjącego za 300pln/głowę wyzywa od złodziei.  Tak właśnie postępuje pewien Straszliwie Okradany kazimierz s zamieszkujący często na naszej Pięknej Wyspie(małe litery odzwierciedlają moje rozczarowanie osobą i brak szacunku dla człowieka który pewnie z racji wieku i wygodnego miejsca w społeczeństwie raczej już nie zmądrzeje)
Środki Masowego Przekazu które dają olbrzymią przewagę kazimierzowi s.- bo jego piosenki chcesz czy nie chcesz musisz usłyszeć w radiu, telewizji, w klubie czy u taksówkarza wymuszają na społeczeństwie pożądanie akurat tej twórczości- bo innej  przez wiele lat nie znaliśmy, w telewizji nie leciało nic poza kultem i tyle.(stąd moja osobista wściekłość bo się w pewnym momencie dałem na ten kult nabrać jak dziecko ;-)
Z książkami przez ostatnie 50lat było tak samo, wielkie pieniądze władowane w marketing to był próg wejścia nie do przeskoczenia dla nowych wydawców. Ważniejsze było się spodobać wydawcy niż napisać coś ważnego. A i korzyści odnosiło się wystarczające aby perspektywa lizania wydawcy nie była aż tak przykra. Stąd oligopol kilku/kilkunastu wydawnictw. Jak jest oligopol to i są ponadproporcjonalne do wartości zyski.Wolny rynek okazał się być dość beznadziejnym rozwiązaniem również w tej dziedzinie. Nagle kiedy mass media starego typu się skończyły(choć znam ludzi którzy ciągle oglądają; Głupoty W Telewizji) i wymiana informacji powoduje obalenie tego Oligopolu Możnych zaczyna się histeria.
Bo jak nazwać inaczej wypowiedź Francuskiego Debila(szef bibliotekarstwa w  republice francuskiej) że on nie może znieść że jak wrzuci w googla wyszukiwanie prousta czy balzaca to na pierwszych 10 wyników 8 jest po angielsku. Człowieku to i tak nieproporcjonalne i dziwne że aż dwa są po francusku. To z całą pewnością są te dwa linki w które nikt nie klika ;-). Wszystkie dokumenty unijne trzeba tłumaczyć na francuski!!! bo się obrażą. Nie mamy znaczenia więc udajemy że jesteśmy ważni. To jest ten głupawy szowinizm który pozwala francuskiej(każdej innej też ;-) elicie bez problemu zarządzać masami  Bo jak się francuskie cymbały nie są w stanie porozumieć z resztą świata to są zdani na to co im reżimowa telewizja powie. I czytanie tylko tego co władza pozwoli wydać. Nie uczcie się angielskiego- będziecie niewolnikami / wyrobnikami w nowoczesnym świecie.
Książki papierowe to głupi relikt- wiem bo sam zostawiłem sporą bibliotekę w Polsce. Chciałbym mieć je zawsze przy sobie, też głupie wiem ale ciągle chciałbym- a epub to umozliwia bez wysyłania kontenerów makulatury.
A jak ktoś mi zacznie pierniczyć o szeleście kartek, zapachu papieru itp duperelach to nie odpowiadam za siebie.
Naucz się człowieku koncentrować- jeżeli czytać to tak żeby wleźć do książki, do środka, podziwiać logikę wywodu albo piękno opisów, albo aż poczuć smak magdalenek i nie wytrzymam bo Największemu nie przysługuje już taki copyright jak tekstom kazika więc :

"pewnego zimowego dnia abym się napił wbrew zwyczajowi trochę herbaty. (...) Posłała po owe krótkie i pulchne ciasteczka zwane magdalenkami, które wyglądają jak odlane prążkowanej skorupie muszli. I niebawem, przytłoczony ponurym dniem i widokami smutnego jutra, machinalnie poniosłem do ust łyżeczkę herbaty, w której rozmoczyłem kawałek magdalenki. Ale w tej samej chwili, kiedy łyk pomieszany z okruchami ciasta dotknął mego podniebienia, zadrżałem czując, że się we mnie dzieje coś niezwykłego. Owładnęła mną rozkoszna słodycz, odosobniona, nieumotywowana. Sprawiła w jednej chwili, że koleje życia stały mi się obojętne, klęski jego błahe, krótkość złudna; działała w ten sam sposób, w jaki działa miłość, wypełniając mnie kosztowną esencją; lub raczej ta esencja była nie była we mnie, była mną. Przestałem czuć się miernym, przypadkowym, śmiertelnym. Skąd mogła mi płynąć ta potężna radość? Czułem, że jest złączona ze smakiem herbaty i ciasta, ale że go przekracza nieskończenie, że nie musi być tej samej natury. Skąd pochodzi? Co to znaczy? Gdzie ją chwytać? Piję drugi łyk, w którym nie znajduję nic więcej niż w pierwszym; trzeci, który przynosi mi nieco mniej niż drugi. Czas, abym się zatrzymał, siła napoju wyraźnie maleje. Jasne jest, że prawda, której szukam, nie jest w nim, lecz we mnie."
chwila i..
"I nagle wspomnienie zjawiło mi się. Ten smak to była magdalenka cioci Leonii. W niedzielę rano w Combray (...) kiedy szedłem do pokoju cioci Leonii powiedzieć jej dzień dobry, dawał mi kawałek ciasta zmoczywszy je w herbacie lub w naparze kwiatu lipowego. Widok magdalenki nie przypominał mi nic, nim ją skosztowałem; może dlatego, że widywałem je od tego czasu często – mimo że ich nie jadłem – na ladzie cukierni; (...) kształty – także ten kształt małej muszelki z ciasta, tak pulchnej i zmysłowej pod swoim surowym i nabożnym rurkowaniem – znikły lub też, uśpione, straciły energię, która by im pozwoliła połączyć się ze świadomością. Ale kiedy, po śmierci osób, po zniszczeniu rzeczy, z dawnej przeszłości nic nie istnieje, wówczas jedynie zapach i smak, wątlejsze, ale żywsze, bardziej niematerialne, trwalsze, wierniejsze, długo jeszcze, jak dusze, przypominają sobie, czekają, spodziewają się – na ruinie wszystkiego – i dźwigają na swojej znikomej kropelce olbrzymią budowlę wspomnienia."
Czytając takie rzeczy zwracasz uwagę jak pachnie książka? to współczuję. Książka to tylko nośnik myśl w niej zawarta tak samo dotrze ze strony papierowej jak z ekranu LCD.
kurcze i takie coś co przeora człowiekowi mózg możesz ściągnąć za darmo a skoczne kawałki skończonego kabotyna(wszyscy artyści to prostytutki? naprawdę?- każdy sądzi po sobie) to kradzież.
Warto jednak być wybrednym!!! ;-)
Prousta razem z Crossfitem i Platonem wprowadziłbym całkowicie i absolutnie przymusowo gdybym miał władzę nad światem, więc cieszcie się wolnością póki możecie!
Chociaż... Czy to by nie był piękniejszy świat?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz