2014/03/15

Carnaval Los Gigantes

temat u nas lata osiemdziesiąte.  Dzisiaj już potupaja bo do tej pory były wybory Królowej. Dorosłej i dziecięcej. Dzień po dniu. A grać grała orkiestra z Gomery. Jako że moja niekompatybilność z resztą ludzkości wzrasta w zaskakującym  mnie samego tempie
to już z przyzwyczajenia i dla pozorów biorę czasami udział. To taki dziwny rodzaj wewnętrznego przymusu żeby jednak zachować pozory normalności i kontaktu ze społeczeństwem. Kiedy przestałem patrzeć na współmieszkańców z życzliwą ciekawością, tak troszkę z góry a troszkę jak na atrakcję kanaryjskiego krajobrazu, no więc kiedy przestałem to już mnie nic z nimi nie łączy.
Co miałem zaobserwować to zaobserwowałem, czego nie to już pewnie i tak nie zauważę, a różnimy się tak bardzo że nie widzę powodu dalszej socjalizacji. Z resztą świata też bywa różnie. Czasem po prostu żal czasu- to jedyne czego już nigdy nie odrobisz. Ostatnio w wolnym czasie nauczyłem się sznurować buty. Poprawnie. Bo zawsze i wszyscy uczyli się sznurować głupawo - słabszą wersją węzła. Kto musiał w czasie biegu stawać i przesznurowywać buty, albo prosić o chwilę przerwy na ringu, albo chociażby zamoczyć sznurówki w czymś co zalega podłogę toalety w pociągu ten będzie zdziwiony jak proste jest rozwiązanie



To jest maleńka czynność, a usprawnić możesz prawie wszystko co robisz albo czego jeszce nie umiesz robić. Ja się wziąłem za podnoszenie ciężarów(dwubój olimpijski) , bieganie(Pose), podwójne na skakance, seo, rower elektryczny(robię konwersję -właśnie buduję baterię) i guerilla marketing. Jeżeli dodamy do tego zmianę diety i w związane z tym zabawy w kuchni to mam kłopot ze znalezieniem na wszystko czasu. 
No i jaki wniosek?
Mam wrażenie że całe życie towarzyskie to jednak prokrastynacja i znudzenie życiem. Co w dzisiejszym świecie z dostępem do całej niezbędnej Ci i mi wiedzy jest po prostu ZBRODNIĄ.
No chyba że chodzi o prokreację czy w bardziej poetyckim ujęciu poszukiwanie drugiej połówki. W tym wypadku obecność na spędach jest usprawiedliwiona- jeżeli oczywiście nie masz lepszego pomysłu na znalezienie Ukochanego/Ukochanej. Potem kończysz jak kanarki- z babą która wykupuje cały dział  słodyczy w Mercadonie, ale nie masz prawa się skarżyć bo poznałeś ją przecież w kolejce po hamburgery na fieście to czego się spodziewałeś? Wielbicielki poezji Gałczyńskiego? Mąż pije? A przecież już w czasie tego jak koleżanka Ci go przedstawiała z lekka się zataczał, to czego się spodziewałaś?
Parszywy elitaryzm ze mnie wyłazi-wiem, wiem obrzydlistwo.
Każdy ma prawo żyć jak chce oczywiście, ale ja nie muszę brać w tym udziału. Dopiero ostatnio do mnie dotarło kiedy nie miałem ochoty jechac na karnawał do Santa Cruz. Byłem widziałem i już mnie to nie bawi, żal życia na powtarzanie tego samego. To już raczej mi głowy nie nakarmi.
Ciągle uważam że Teneryfa to super miejsce do zamieszkania
Ciepło.
Bezpiecznie.
Dobre miejsce do wychowywania dzieci.
Ale moja głowa nie przebywa na Teneryfie, może poza momentami kiedy się ślizgam na desce, rwę ciężary czy nurkuję. Głowa żyje w nowym świecie. Genialnej, niewyobrażalnie wielkiej bibliotece ze wszystkim czego potrzebuję.
Czy jest życie poza Internetem?
Może i jest, ale co to za życie.

5 komentarzy:

  1. Z tym wiązaniem butów to zabawna kwestia. Do mnie dotarło, że źle wiążę sznurówki, kiedy zacząłem mieć do czynienia z żeglarstwem i węzłami. Wiązanie butów powinno być oparte na konstrukcji węzła prostego, a ten niewłaściwy - zepsuty prosty jest zwany babskim :)

    W sumie to trochę szkoda czytać, że Ci się tak entuzjazm do Kanarków zmniejszył...
    Dla nas wyjazd to perspektywa jeszcze dwóch lat i zawsze Twojego bloga traktowałem jako motywator, a tu taka zmiana podejścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eee, wiesz rozczarowanie to za dużo powiedziane- po prostu mamy inne systemy wartości i dążenia.Przez większość czasu nie przeszkadza mi ich styl życia ;-) ale dostosowywać się bardziej niż do tej pory nie mam zamiaru. Natomiast lepiej mieszkać tu niż gdzie indziej bo słońce, palmy, bezpiecznie. A udział w potupajach jeszcze nie jest obowiązkowy na szczęście

      Usuń
  2. Witam
    Jemu entuzjazm się nie zmniejszył,tylko go przesterował,w związku czym nie ma sensu sobie zasmiecać czynności ;D ;D .Ale pamietaj tatko,że z kibelka koprzystasz gdy już na nium siedzisz ;D ;D ;D jeśli wiesz o co mi chodzi ;D
    Pozdrawiam
    Dzidek

    OdpowiedzUsuń
  3. ,, Mam wrażenie że całe życie towarzyskie to jednak prokrastynacja i znudzenie życiem. Co w dzisiejszym świecie z dostępem do całej niezbędnej Ci i mi wiedzy jest po prostu ZBRODNIĄ.
    No chyba że chodzi o prokreację czy w bardziej poetyckim ujęciu poszukiwanie drugiej połówki. W tym wypadku obecność na spędach jest usprawiedliwiona- jeżeli oczywiście nie masz lepszego pomysłu na znalezienie Ukochanego/Ukochanej. Potem kończysz jak kanarki- z babą która wykupuje cały dział słodyczy w Mercadonie, ale nie masz prawa się skarżyć bo poznałeś ją przecież w kolejce po hamburgery na fieście to czego się spodziewałeś? Wielbicielki poezji Gałczyńskiego? Mąż pije? A przecież już w czasie tego jak koleżanka Ci go przedstawiała z lekka się zataczał, to czego się spodziewałaś?" miły ,,kawałek"

    OdpowiedzUsuń
  4. nic dodać, nic ująć

    OdpowiedzUsuń