2014/03/21

Karnawał 2014 u nas się skończył ale gdzieniegdzie jeszcze.....

zdjęcie zrobił nasz wspaniały i niezmordowany El Presidente
Chwilę przed spaleniem Sardyny- zebrane wokół nar Wdowy po Sardynie. Mój koniec karnawału- ale nie koniec karnawału na wyspie, bo ciągle gdzieś trwa. To był mój pierwszy trzeźwy karnawał i odkryłem iż : "prawda że można się bawić bez alkoholu ale... po co?"
Dziwne odczucie bo jednak się mniej takie eventy wydają zabawne na trzeźwo - i mam nieodparte wrażenie że nieco je to deprecjonuje. Co to za zabawa że trzeba się nawalić żeby było fajnie? Jak się znietrzeźwię to przepisy ordynacji podatkowej wydają mi się zabawne i ciekawe.
Czemu tak o trzeźwym pysku skoro wino tanie?(btw Kanarki nie piją na zabawach wina tylko rum z colą, rum Arheuca zresztą) Po prostu i dość nagle, znudził mi się alkohol. Nie lubię kaca i chyba już nie polubię. Nie mam czasu na kolejne wyjęte z życia dni. Jestem też  na szczęście już na tyle dorosły żeby mieć w d... społeczny nakaz picia. Więc sprawdzam jak się żyje kiedy się niepije. Nie tak zupełnie niepije w stylu AA: 50-100ml czerwonego wina do obiadu  ze względu na resveratrol i tyle.
I wychodzi na to że w życiu społecznym Alkohol jest smarem który czyni niektóre przejawy owego życia atrakcyjniejszymi albo chociaż mniej żenującymi - ja przynajmniej robię się mniej krytyczny dla dużej części rzeczywistości. Więc też spędy przy muzyce rodem z sanatorium w Ciechocinku lepiej znoszę po alkoholu - na trzeźwo gorzej. Ale jak to pisał Brzechwa jak karnawał to karnawał- pojechalismy do stolicy- błee nuda
 i nic do żarcia fajnego.
Nie to że w tym roku jakaś straszna nuda ale ogólnie już mnie nie zachwyca tak bardzo że ludzie się nie tłuką po mordach tylko sobie tańczą i się śmieją- teraz to znam jako normę więc czym tu się podniecać. Wesołe miasteczko to samo co przed rokiem -laski poszły się przelecieć na takim wahadle ale ja już rok temu byłem więc po co? No i kanaryjskie słodycze- syf i gofio. Połączenie najgorszych cech i tak beznadziejnej kuchni hiszpańskiej( no? brońcie jak potraficie) i wpływów arabskich.
U nas niby swojsko i rodzinnie ale... estetyka powala




a poza momentami słodkich dzieciaczków błee nuda  i nic do żarcia fajnego. No chyba żebym tak jak wszyscy walnął odrobinkę-pewnie doceniłbym finezje tańczących i ich walkę z siłą bezwładności wyhodowanej na sobie nadmiarowej materii

Pogrzeb sardynki- potraktowałem jako WOD(Workaut Of the Day) Sardina. I to był jedyny fajny moment z karnawału:
rzucanie tymi dobrze ponad stoma kilogramami sardynkowych nar, bieganie w kółko i wrzeszczenie: "ultimo maricon"(ostatni to pedał) zwłaszcza kiedy wrzeszczą to do siebie faceci w sukienkach było zupełnie zabawne. Ale już potupaję sobie odpuściliśmy. Bo i po co? udawać że znoszę takie granie do kotleta jest mi ciężko bez otępiaczy . Bezbarwna muzyka dla niewymagających turystów i wszystkich tubylców. Albo po prostu okazja do obłapiania- też nie dla mnie. No ale pół litra rumu i pewnie tez bawiłbym się jak Nigdywżyciu. Tylko czy to ciągle byłbym ja? Czy ten ktoś kto tępo kiwałby się  się do taktu wioskowych piosenek to ktoś z kogo mógłbym być dumny?
Tak wiem. Są takie momenty kiedy trzeba. Rytuały Godowe. Głównie. No chyba że się ma szczęście i znajdzie się Najwspanialszą i Najcudowniejszą bez konieczności wchodzenia w rolę Wsiowego Amanta.
Czy potrzebuję się nawalić żeby ucieszyć się spotkaniem z żółwiem pod wodą? ślizganiem na desce z fal?filmem von Triera? A żeby znieść Tańczących Przy Wiejskim LatinoDisco Turystów muszę. Nie muszę, nie muszę tam być i psuć im zabawy, niech się cieszą ja wracam do siebie.
A muzykę to ja mam w domu. Znaczy w Internecie. Lepszą. Choć ostatnio nawet XFM (moje ulubione radio jeszcze z dawnych czasów jak nie było radia w internecie i trzeba było słuchać tego co leci w UKF'ie to dawało się słuchac tylko VirginRadio-czasami i właśnie xfm- teraz możesz włączać nawet w Polsce: xfm.co.uk i podaj jakiś angielski kod pocztowy) puszcza gnioty typu coldplay- fuuuj.
A dla zmiany nastroju i w końcu porozmawiania o rzeczach które uwielbiam to:
I nie trzeba się nawalić żeby się cieszyć muzyką. Przynajmniej ja nie muszę. Jak do tego dodamy wrażenie połykania przestrzeni przy bieganiu jakie mam kiedy oglądam ten teledysk to..... rany to jest prawdziwe szczęście- takie na którego wspomnienie nawet gdy siedzę przed komputerem to gęba mi się cieszy. Minęło już ze 2lata jak zaprzestałem porannych treningów, a ciągle jak sobie przypomnę biegi do Tamaimo w zupełnych ciemnościach i zbieg kiedy słońce  dopiero wstaje, zero wysiłku, po prostu lecisz, świat widzisz pod sobą, czujesz się kimś lepszym, no półbogiem conajmniej ;-) te uczucie kiedy świat miga dookoła, wiatr chłodzi twarz jak byś wystawił głowę przez okno samochodu, a samochodu nie ma - to wszystko to ty. Czego więcej chcieć można- aaa no tak -niestety jako typowy przypadek ADD muszę mieć muzykę bo inaczej się rozpraszam, więc oczywiście biegam w słuchawkach. I w słuchawkach miedzy innymi editors-zreszta pewnie macie własną muzykę przy której rosną skrzydła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz