2014/05/25

Żeby nie było że tylko ja... i że to ten słynny 3-ci rok


Latynoska mentalność jest nieco inna od mojej i nieco mnie męczy. Wprowadzili nam się sąsiedzi na dół. I to na zdjęciu to ich pierwszy zakup jak się już rozpakowali bo telewizor był w mieszkaniu ale nieszerokoekranowy i nie widać całego planu na którym toczy się akcja serialu(w prawie każdym mieszkaniu na wynajem jest telewizor- dla przyjezdnych to nieważne ale dla tubylców najważniejszy mebel)- tu się poczułem jakbym z Polski nie wyjeżdżał ;-)
Nie to żeby miał jakieś wielkie złudzenia co do głębi Latynoskiej Duszy. Po prostu zauważyłem że więcej czasu spędza się na zewnątrz. To byłem pewien że mniej przed telewizorem. Myliłem się. Staram się wierzyć że inteligencja i wyrafinowanie to ani warunek konieczny ani wystarczający do bycia wartościowym człowiekiem. Ale powoli mnie rozjeżdża. Że niewystarczający to wiemy od dawna- każdy zna jakąś świnię która wprawdzie jest inteligentna ale bez charakteru i portfela na wierzchu raczej przy tej osobie strach zostawiać. Że nie jest konieczny? Bo sobie marzyłem że są ludzie prości i nieprostaccy którzy są troszkę jak takie słodkie z lekka tylko opóźnione dzieci. Stety czy niestety są inni. Niefajnie ludzi szufladkować- i nie wszyscy Sudamericanos są tacy sami ale statystycznie widać pewne podobieństwa . I nie tylko ja je widzę. Więc raczej nie jest to sprawa mojej optyki. Fajny blog znalazłem(polecam) a w nim taki cuś:  jak-wyjsc-poza-ramy-o-mentalnosci-boliwijskiej-ze-szczypta-irytacji/ . Dla wszystkich którzy chcą przyjechać lektura obowiązkowa. Że co? że tu nie Boilwia ani inna Argentyna? Oj się zdziwisz, bo i Boliwia ,i Argentyna, i Paragwaj nawet. Tylko Kanarków brak. Co kogo dopytasz to tak somos Canarios ale już padres to Argentina czy Urugwaj czy Boliwia właśnie. Farbowane na żółto wróble a nie Kanarki hi hi ;-)
Nie to żebym namawiał do jakiejś strasznej integracji i życia tutejszym życiem tętniącym latynoskimi rytmami. Bo chyba taka właśnie integracja wywołuje syndrom 3 roku. Po dość krótkim czasie to życie przestaje wystarczać- taki się domyślam bo sam od zawsze nienawidzę rytmów latino(dansingowa muzyka dla dziodów). Sam nie mam raczej kanaryjskich znajomych. I nie szukam.  Znaczy takich z którymi potrzebowałbym spotykać się, gadać albo pić piwo. Znaczy jak siedzę na kawie to wolę zeszyt niż rozmowy z ludźmi wokół. Chyba że jestem z Najcudowniejszą M to wiadomo że wolę patrzeć w jej przepaściste oczęta. Żebysmy się dobrze zrozumieli: w Polsce nie mogłem w ogóle usiedzieć w kawiarni bo pogarda i niechęć do otaczających mnie ludzi psuła mi smak kawy(albo po prostu kawa sama z siebie była tak wstrętna ;-). Tu jest znacznie fajniej- ale ja naprawdę nie potrzebuję nic poza uśmiechem i "que tal" no ewentualnie kilka uwag o stanie oceanu.  Uważam smalltalk za stratę czasu.
 I potem czytam na poloniacanarias.com o rozczarowaniach że oni ci tubylcy nie są wystarczająco głębocy. Żeby podyskutować o jakiejś  sieczce z TV typu polityka czy ekononomia. Pewnie że są w większości umysłowo zbyt mało sprawni na takie rozmowy, ale tym większy wstyd że Ty będąc umysłowo sprawniejszy zajmujesz się takimi zapychaczami dla "aspirującej intelygencji". Gazetowa wiedza zaciemnia jedynie obraz realnego świata (a telewizja kradnie duszę jak już pewnie wiesz ;-) Znowu podeprę się zewnętrznym linkiem do autora mojej ostatnio najulubieńszo-najulubieńszej ksiązki "Black Swan" Nassima N. Taleba-
(po polsku chyba nie wyszła co udowadnia że angielski to podstawa ciekawego życia w dzisiejszych czasach i jeśli nie uczysz się sam, i nie  uczysz swojego dziecka j.angielskiego to po prostu jesteś wioskowym głupkiem na wieki Howhg!) W bardzo prostych słowach tłumaczy dlaczego "bycie na bieżąco" z TVN24 albo innym CNN'em czy Financial Times'em robi z Ciebie osobę gorzej poinformowaną- Choć zapewne znającą więcej anegdot i historyjek z cudzego życia błeee.
Czyli tak samo nie mam o czym rozmawiać w Polsce jak i tutaj. Czyli raczej nie mam powodów żeby się rozczarować ;-). Bo ludzie rozczarowani Kanarami na to narzekają. Że brak głębszego porozumienia(WTF? jakiego głębszego? co analizują zawiłości doktryny marksizmu-leninizmu? ;-) . Mi się mniej podoba raczej to co zauważyła autorka wpisu z linku u góry. Postawa niezdecydowanego yorkshire terriera, łaszenie z powarkiwaniem. Że i zazdroszczą, i nie rozumieją za bardzo czego zazdroszczą, i jednocześnie gardzą że ktoś jest tak głupi że:
-jak ma czas to zamiast iść na playitę np.. się uczy
-jak ma pieniądze to mimo to nie kupuje BeeMeuWe
-jak ma pieniądze to mimo to nie kupuje Iphona
-jak ma pieniądze to mimo to nie kupuje wieeeeeelkiego telewizora
-jak ma pieniądze to mimo to nie kupuje losów na wszystkich możliwych loteriach
-jak nie ma pieniędzy to nie kupuje BeeMeuWe na raty
-jak nie ma pieniędzy to nie kupuje Iphona na raty
-jak nie ma pieniędzy to nie kupuje wieeeeeelkiego telewizora na raty
-jak nie ma pieniędzy to nie kupuje losów na wszystkich możliwych loteriach
-nie obżera się niezdrowym(i niesmacznym na dodatek) żarciem do granic pojemności żołądka i poza te granice
-nie umiera w wieku lat 55-ciu(oszukańcze obcokrajowce nawet żyją dłużej!!!) po kilku latach walki z cukrzycą i amputacji stopy albo i nogi
-nie usiłuje spółkować ze wszystkim co na drzewo nie ucieka
-czyta książki zamiast oglądać seriale
-nie ogląda 3 meczy piłkarskich dziennie dla poczucia adrenaliny że coś się dzieje w jego życiu w co on jest głęboko zaangażowany krzycząc do ekranu w pubie gdy jeden wyczesany pedał popchnie bioderkiem innego pedała i któremuś się fryzurka zniszczy(btw co to za swiat w którym męska gra-rugby jest mniej popularna niz ta zgraja jęczących pedałków tarzająca się co chwila po ziemi w udawanych konwulsjach i zdejmująca nonstop koszulki)
-nie uważa że magicznym sposobem niegramatyczny hiszpański umożliwi porozumiewanie z pozawyspiarską resztą świata i zapewni pracę w turystyce
-nie rozumie że jedynym powodem istnienia Internetu jest Facebook i Guaza(whatsapp)
Jeszcze gdyby wypadało rozmawiać z ludźmi o ich pracy. Nie w sensie że koleżanka zza ściany to wredna k...wa co nakablowała na mnie do szefa tylko umiejętności którą posiedli czynności którą wykonują i jej różnych z zewnątrz niewidocznych aspektów. Ale nie wypada. Kiedy: jak możesz uważać za bardziej wartościowe to co inżynier budowlany ma do powiedzenia w dziedzinie którą zna jedynie z artykułu we wproście niż to co ma do powiedzenia w tym co naprawdę umie robić. Umie nie tylko wie. Wie to durna wikipedia. Wiesz jak się naprawia buty? To napraw. Zbuduj most. Wstaw komuś plombę(pozdrawiamy BiA ;-). Wszystkiego nie zdążysz się nauczyć- ale można posłuchać kogoś kto umie i cieszyć się jego radością z tej umiejętności, i poznać zupełnie nowy świat, np świat oglądany oczami predatora(sorki że znowu o dentystach). Chyba że trafi się ekonomista, socjolog czy dietetyk lub inna pseudonaukowa menda. To i tak żal słuchać a jeszcze trzeba się upewnić że to ostatnie spotkanie- najlepiej obrazić, ja zawsze obrażam.
Wolę być chamem niż marnować czas.
Stąd z Kanarkami rozmawiam o :
-surfingu
-beemeuwe
-platanos
-calimie (ostatnio zacząłem się obawiać czy i my się nie uczuliliśmy bo np częstsze katary)
Czyli o rzeczach które mnie interesują a o których mogą mieć pojęcie. Asymilacja tutaj to jak lobotomia- Twój wybór, ja dziękuję.

10 komentarzy:

  1. a myślałam, że to tylko tu u nas, w Irlandii emigranta nachodzą takie myśli.... 9 lat temu emigrowaliśmy do Ire' całą naszą 4- osobową rodzinką i powiem Ci, że przeszliśmy wszystkie te same etapy życia na wyspie co Ty. Może tylko trochę szybciej one następowały po sobie przez tutejszą pogodę. Przeczytałam Twojego bloga, bo od kilku lat zastanawiamy się nad przeniesieniem na Teneryfę ze względu na klimat, ale teraz zaczęłam się bać, że pogoda to też nie wszystko. Jesteśmy na Kanarach raz a czasami 2 razy do roku, więc trochę je znamy i zawsze bardzo się nam podobają, ale jesteśmy jednak jakby z boku..... Dobrze, że założyłeś tego bloga, bo dzięki niemu przemyślimy sprawę jeszcze raz. Dzięki i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedy wydaje mi się że wystarczy że jest bezpiecznie i pogoda lepsza i niesprawiedliwość społeczna mniejsza. Mi się podoba to że hola i que tal i więcej nie potrzebuję. Nie widzę powodu żeby dawać się ściągnąć do poziomu otoczenia. Ani tu ani nigdzie na świecie. Nie jestem z tych co siedzą po pubach. Ale fale-slońce-banany-żółwie-delfiny to jest jednak wielki PLUS.

      Usuń
    2. Witka ;D
      Ale fale-slońce-banany-żółwie-delfiny to jest jednak wielki PLUS.I wydaje mi się,że to jest to,przynajmniej dla m,nie,dodatkowo sprawa płycizny dyskusyjnej mi nie przeszkadza jest to odpoczynek a i często można perełki wyłuskać
      Pozdrawiam
      Dzidek

      Usuń
    3. "Ale fale-slońce-banany-żółwie-delfiny to jest jednak wielki PLUS."

      tak, tylko czy to wystarczy na długo...na dłuższe, nawet kilkuletnie wakacje i owszem, ale czy na stałe? Zaczęłam mieć wątpliwości. Nawet z agentami od nieruchomości jesteśmy już w kontakcie, ale teraz, to już sama nie wiem. Dziękuję serdecznie, za to, że dzięki Tobie miałam okazję poznać tą bardziej codzienną stronę Teneryfy.
      Pozdrawiam serdecznie :) Maja

      Usuń
    4. Ja mam w planach jednak Azję- pewnie najbardziej Chiny ale zobaczymy. Jest tu fajniej niż w Polsce-duużo fajniej. Pewnie trzeba sobie ustalić jakie ma się priorytety.
      @Dzidek: dokładnie słońce fale i przyjazne otoczenie- 80% ideału i mi wystarcza.
      @Maja: Ja bym niczego nie kupował bez pomieszkania przynajmniej 3mies. I szczerze to na Polskę bym już nie zamienił. Są małe rzeczy które zauważam dopiero jak raz na rok wpadam do Polski: ludzie na ulicach patrzące na człowieka złym wzrokiem, kiedy się uśmiechasz(przyzwyczajenie stąd) to społeczeństwo ma cię za frajera albo czegoś-chce-łachudra-dlatego-się-uśmiecha i przytula do siebie torebkę. Nieeee na Polskę nie, ale Chiny czy Tajlandia? zobaczymy

      Usuń
    5. ale ja od 9-ciu lat nie mieszkam w Polsce i jak jadę tam, to mam podobne odczucia. Póki latałam tylko na urlopy 1-tygodniowe czy 10-dniowe, to słabiej pewne rzeczy widziałam, ale ostatnio z powodów zdrowotnych byłam cały miesiąc i trochę zweryfikowałam swoją "tęsknotę".... W Ire też są ludzie zawsze uśmiechnięci /mimo pogody/, zadowolenie z siebie /mimo braków w podstawowej wiedzy... ;) /, grzeczni, uczynni itp., ale... no właśnie to "ale"..... tęskno za zapachem, czterema porami roku i... sama nie wiem... wszystkim.... Myślałam, że pogoda na Canarach wynagrodzi nam wszystko, ale po Tobie widzę, że jednak nie.... Milej nocy :) Maja

      Usuń
  2. "btw co to za swiat w którym męska gra-rugby jest mniej popularna niz ta zgraja jęczących pedałków tarzająca się co chwila po ziemi w udawanych konwulsjach i zdejmująca nonstop koszulki)" - też o tym rozmyślałem i -poza wszystkim innym- chyba dla tego, że Bóg jeden zna jej zasady. Raz obejrzałem 40 minutowy film, który w przystępny sposób miał je objaśnić i nic nie zrozumiałem. Poza tym, jak przeczytałem na internecie że Legia założyła klub rugby, którego mottem jest wprowadzenie do tej dyscypliny etosu kibica piłki nożnej tego klubu, to myślę, że może i lepiej.. ;)

    AK

    OdpowiedzUsuń
  3. aaaa całe szczęście, bo też miałam obawy że ja sama jedna taka nietolerancyjna w stosunku do latinos i części Kanaryjczyków (ale tych z rodzicami, dziadkami i pradziadkami Kanaryjczykami - widocznie na fuercie i GC więcej ich). Tak płytcy mentalnie, że nawet 10 zdań nie można normalnie zamienić.

    OdpowiedzUsuń
  4. ,,Nie widzę powodu żeby dawać się ściągnąć do poziomu otoczenia,,Dajesz mi kolejną prostą złotą myśl.Wielbicielka Przemiłej M. z P-nia. Pozdrawiamy Was serdecznie:)marty2002

    OdpowiedzUsuń