2014/07/12

mądry Polak po szkodzie? z pewnością nie każdy

photo courtesy of  eldiario.es
jako że się wynosimy w poniedziałek/środę(a co! po kanaryjsku 3 dni i milion przejazdów, każdy z jedną miską/kocykiem/ładowarką do telefonu ) zrezygnowaliśmy w lipcu z gimnasio. No i brzuch mi zaczął rosnąć- można biegać ale calima i niezbyt to dobre dla płuc. Trzeba pływać. Zwłaszcza że
tak się zamknąłem w strefie komfortu czyli stylu klasycznym(tzw żabce) że nie chciało mi się uczyć od nowa  Crawl czyli styl dowolny jest mało intuicyjny. Trochę przypomina boks- kiedy robisz wszystko tak jak ci się wydaje wygodnie- to robisz wszystko źle. I to łykanie wody bo albo nie zdążyłem jeszcze całego powietrza wypuścić(oddech na 3 ruchy) albo mi brakuje (na 5 ruchów). I wsadzanie ręki przed czubkiem głowy, no i pamiętaj o tym żeby kopać. Trudno, nienawidzę robić czegoś co idzie mi źle/nietechnicznie ale oczywiście uwielbiam rolę zmuszaczabezserca, więc się zmuszam. Codziennie minimum 4 razy tam i z powrotem w poprzek zatoczki tworzącej Playa la Arena. 125m w każdą stronę(wg Pana Ratownika) to nam daje kilometra i nawet barki się czuje. Jest jedno niewielkie ale. Meduzy co po Hiszpańsku brzmi bardzo podobnie: medusas.
Już raz mnie dopadły i było niemiło łącznie z zaświnieniem wszystkich koszulek bo się cycek nie chciał goić: najpierw się paprało a potem krwawiło ze dwa tygodnie.
Zacząłem mieć stracha. Kupiłem nawet świeże okularki żeby zobaczyć jakby się pojawiły. 
Wtorek się pojawiły . Skróciłem sesję do 3 długości czyli zobaczyłem przy trzeciej serii i wylazłem. 
Środa: tylko jedna zagubiona,  pływam swoje.
Czwartek: brak widocznych, troszkę jakby poodrywanych parzydełek pływa bo co jakiś czas we wodzie takie uczucie jakby Ci spadła iskierka na skórę.
Piątek: mamy umówione mieszkania w St Cruz na wieczór więc idę o 13 pływać. Pierwsza zauważona już przy drugiej serii. Daję dalej. Druga. Trzecia. Eee skoro tak dobrze jestem je w stanie zauważać to nie ma niebezpieczeństwa. W końcu nie będzie pluć mi w twarz i dzieci mi germanić takie coś co to nawet porządnie wykształconego układu nerwowego nie ma. Siła spokoju je pokonam. Daję dalej. Swoją drogą próbowaliście pływać crawlem z dwudniowym zarostem? Barki są poobdzierane już po kilkudziesięciu ruchach. Skupiam się na patrzeniu pod siebie i równych, mocnych, dokładnych ruchach. Nawet zapomniałem o oddechu- czyli to juz się zautomatyzowało co jest korzystne chwilowo bo zostawia więcej mocy obliczeniowej CPU na doskonalenie techniki.  Potem złamiemy nieefektywne nawyki. Teraz pracujemy nad tempem.
I jak mi przywaliła od góry małpa jedna. Wszystkie pływają metr pod powierzchnią a ty musiałać zażyć kąpieli słonecznej łachudro? Ramię i momentalnie potem plecy. Zupełnie inny ból niż poprzednio. Wtedy miałem uczucie jakbym wpadł na twardy rozżarzony do czerwoności słup stalowy, normalnie postawiło mnie w miejscu. Teraz jak przecięcie, smagnięcie pokrzywą albo coś.  Cholera jasna- trza wyłazić. 
Do domu i dużo octu. Smród octu w całej chałupie. Fuj. Po 10min dopiero jak moim Ukochanym pojawiły się łzy w oczach od tego smrodu poszedłem się wykąpać i zalałem wszystko rumem(po wierzchu żeby była jasność ;-). No i jedziemy. 
Nie wiem czy pomógł ocet czy to była mniej złośliwa meduza. w każdym bądź razie nie ma bąbli ani nie zbielało- wygląda jak oparzenie i tyle. 
Phi tyle było strachu o takie coś? Idziemy surfować- takie poparzenia to ja mogę znosić codzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz