2014/09/30

No i się doigrałem- kanarki mnie stłukły

Spać nie mogłem pół nocy. Plecy bolą jak niewiadomoco. Leżę w łóżku i z lekka stękam. Dobrze że można chodzić w klapkach bo butów bym sobie nie zawiązał. Wróciłem do domu tak zapiaszczony że pod prysznicem mamy teraz Teresitas. No ale spełniłem marzenie każdego chłopca zostałem luchadorem!!! Kanaryjskim Luchadorem - choć póki co bardziej Polskim Chłopcem Do Bicia . Ambicja oberwała najbardziej. Nie to żebym nie miał setki usprawiedliwień ;-)
Rzeczywiście nie licząc 10letniego dzieciaka jestem w klubie najlżejszy- dla reszty współpiachowywracaczy to waga lekko-pół-śmieszna. Goście mają dobrze powyżej setki. Ci mniejsi tylko setkę i gonią a ja 84 albo 86kg jak był akurat  obiad ;-). Tyle że ja: tak się podniecający eksplozywnością, równowagą i postawą zbiorę cięgi od gości którzy mają problem żeby 50m przebiec nie zasapując się na śmierć?
Przyjęcie było miłe i nawet dostałem ubranko luchadorskie- najmniejsze jakie było, oczywiście mocno za duże. Spodenkami to sie mogę na noc nakrywać. W ogóle nastawienie jest b.przyjazne każdy każdego podnosi z piasku co jest nieco niewygodne bo ja wolałbym sie podnosić sam(dodatkowy trening dla serca), wszyscy Cię otrzepują z piasku- troszkę z kanaryjskiej przyjacielskości a troszkę dla własnego dobra bo zapiaszczone ubranko działa na człowieka jak papier ścierny. Wiem bo prawa strona twarzy mnie pali od wczoraj.  Głowa jest w tych zapasach b.istotna nie tylko jako ośrodek decyzyjny ale też jako punkt wywierania nacisku na ciało przeciwnika. Specyfiką jest też prawa noga z przodu i to że się zaczyna w zwarciu bardziej nawet niż sumo bo trzymając gościa jedną ręką za gacie na lewej nodze klaszczecie wyprostowanymi w dół prawicami i jazda. Zasady znowu troszkę jak sumo- jakikolwiek punkt poza stopami w piasku- przegrałeś. No i weź tu ciągaj krępych gości ważących 30kg więcej. Dużą różnicą w stosunku do zapasów są tutaj gacie. czyli to że można kogoś ciągnąć za sobą np opierając mu rękę na nodze co zmusza go do wystawienia w przód tej nogi na którą właśnie polujemy. Rozmawiałem o tych różnicach w przerwach między starciami z Luisem  który robił studia nad rozwojem fizycznym w zapasach- był na erazmusie w Niemczech i nawet jak mi brakuje słowa to se po angielsku dopowiadamy. Choć niegadający po angielsku trenerzy wrzeszczą że to Lucha CANARIA i żeby po hiszpańsku gadać.

 To jest film z mojego klubu i z częścią z tych gości się szarpię. Mało widowiskowy sport za to cholernie mocno siłowy. Dużo znowu do zrobienia zanim wyniki starć staną się mniej jednostronne. Mam  pomysł żeby do przygotowania fizycznego użyć odrobinę crossfitu a zwłaszcza dynamicznej pracy z ciężarami, stawiam też na lepszą stabilizację tułowia - luchadorzy nie ćwiczą brzucha stąd wielu ma przepukliny i problemy z kręgosłupem. Jak dokładają siłownię to raczej ćwiczenia w średnim/wolnym tempie. Musze też stać się szybszy, no i oczywiście eksplozywniejszy ;-). Chyba dla odmiany walniemy Crossfit Football.
A co z maratonem? Niestety zawodnicy jak się okazało nie nadawali się do specnazu(taki greps domowy- w akwarium jeden oficer pyta drugiego co będzie jak se któryś żołnierz w czasie ćwiczeń kark skręci i odpowiedź jest: "znaczy że się nie nadawał do specnazu"). 6tygodni przygotowań wymagało ostrego reżimu i już widać było że  3:30 jest mało prawdopodobne bez dwóch treningów dziennie a to spotkało sie z oporem jakże słodkiej materii, więc mi się dostało wypowiedzenie jako trenerowi bo na bieg pedalsko-człapaniowy to ja ani kolan ani cierpliwości już nie mam i się nie zgadzam.  Może to i dobrze teraz robimy sprinty i ja robię ostre interwały pływackie pod triathlon. Naprawdę to lepiej ćwiczyc na basenie bo na takim zupełnym zmęczeniu normalnie nawet w słonej wodzie człowiek tonie. Postanowiłem właśnie w ramach ćwiczeń mięśni tułowia to lucha canarias no i dlatego że boksu nie mogłem porządnego znaleźć, zaś z człapaniem na pięte maratonów  poczekam aż się nie będę nadawał do innych sportów. Dopóki mogę się poszarpać chociażby, to jednak taka aktywność bardziej leży w moim charakterze. Na razie leżę i cierpię. wiem że powinienem się porozciągać ale boję się że zostanę w którejś pozycji na dłużej niż planowałem(do końca zycia będę chodził jak Igor we frankensteinie ;-).

14 komentarzy:

  1. To jest właśnie bardzo widowiskowe, bo się człowiek nie nudzi i czeka 30 sekund na wynik walki. Jak w sumo. :)

    "Na razie leżę i cierpię" powinieneś zostać podwieszony na tych takich obrotowych wyciągach dla kosmonautów, jak Brusiak w "Dragon - Bruce Lee story" i z tej pozycji dyktować M. mądrości crossfitu, boksu, surfingu, przedsiębiorczości i sztuki pieczenia magdalenek, które to notatki opublikuje kiedyś Twoja córka. ;)

    AK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widowiskowe to jest jak się krew leje i ktoś ląduje nieprzytomny(ostatnio spadłem na wywróconego przez siebie 120kg gościa szczęką na kolano i niewiele brakowało ;-) tak żeby wszyscy czuli lekki strach przed tym co się na ringu dzieje. Tutaj jest luzik wszyscy podają sobie ręce i podnoszą z piasku a jeszcze się nawzajem z piasku otrzepują. Gdzie chrześcijanie zżerani przez lwy? rozrywane końmi kobiety a gdzie goście wywracający się w piasku nie takich igrzysk chce lud!

      Usuń
  2. Byłem dwa razy (żeby nie było: na trybunach hehe;
    todo en la bici --> nie wolno mi było się uszkodzić!)
    1-2h na 'otwartym' wieczornym treningu. Po razie na obu
    górzystych wyspach i tak jak piszesz, bardzo honorowo
    jak w golfie czy bilardzie. Dodałbym, że jak przeciwnicy
    dobrze się dobiorą, to nie trwa to 30 sek. ale spokojnie
    5-7min. (albo coś sobie trenowali) pozostają w klinczu.

    Gdy to widziałem, to ręce rękoma, nogi tym bardziej
    dałbym radę, ale jak muszą lędzwia pracować (pisałeś,
    że mięśni brzucha kanarki nie ćwiczą, więc jak tam
    wytrzymać bez brzucha i lędźwi!) od takiej pozycji
    (skłon 90 stopni w przód) przez kilka minut.

    Dla rozrywki (1-2 przerwa na koordynację ruchową)
    grają też sobie w "piłkę plażową", bo niby hala, ale
    nawala/ gania się po piachu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, uklony dla luchadora. Samo zabranie sie za sport i podjecie walki to juz zwyciestwo nad samym soba. Gratulacje! Ja sie nie nadawalbym bo malutki jestem przy takich gladiatorach, ale moglbym im napyskowac i biegac wokol ringu az padna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No na ostatniej potyczce gość dostał zapaści(częstoskurcz i utrata przytomności) i musieli go niańczyć. Stąd zaczęło się że kto nie robi fisico ten nie będzie walczył. Nie wiem czy to dobry pomysł bo dla nieprzygotowanych kolesi 120+kg bieganie z pewnością jest zabójcze- może uda się ich skręcić w stronę krótkich intensywnych interwałów.
      pozdro

      Usuń
  4. Witam,

    Na wstępie chciałam pogratulować fajnego bloga :) W związku z wyprawą na Teneryfę mam parę pytań. Planuje w listopadzie wypad na tydzień na własną rękę bez biura. Byłam już w tym roku w lipcu ale z biurem. Mam trochę obaw, niestety nie znam hiszpańskiego. Mam pytanie czy orientuje się Pan jak dojechać z południowego lotniska do Callao Salvaje? Czy jest jakiś bezpośredni bus? W lipcu było 10 dni czystego lenistwa, teraz nastawiamy się z koleżanką na zwiedzanie. Czy poleca Pan jakieś wyjątkowe miejsca? z góry dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam Dorota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hola chicas
      przesiadka w cristianos albo głównym dworcu w las americas chyba wszystkie z sophia reina tam jeżdżą. potem callao salvaje to 473,472 i 477. Dobrze jest mieć drobne. Nie jestem wielkim zwolennikiem turystycznych atrakcji typu kościół z XVIIw więc ja polecam:
      żółwie w puertito- tuż pod nosem a zabawa genialna, oczywiście jak umiecie pływać
      jakaś wyprawa na wieloryby/delfiny na jak najmniejszej jednostce pływającej(los gigantes)
      można to połączyc z drogą przez Mascę
      Candelarii nie polecam bo to taka śmieciowata częstochowa
      coś w górach- najlepiej wleźć na el teide, bo niby czemu nie a zawsze to 3700mnpm
      możze jakaś fiesta będzie to warto do wioski w górach takiej czy innej na wiejską imprezę zajechać,
      Adeje- fajne ruiny z masońskimi symbolami, Santa cruz starówka i nawet Puerto de la cruz- zobaczyc deszcz na żywo ;-) bo pewnie przylatując w listopadzie z Polski będziecie miały niedostatek deszczu i chmur ;-)
      pozdro

      Usuń
  5. Dziękuję za odpowiedź :) Jeśli chodzi o wyprawę na wieloryby/delfiny to z wielką chęcią, ale Pani z biura mówiła że wyprawa może się udać albo nie(niekoniecznie delfinki mogą się pojawić), a cena niezbyt korzystna. Szukałam na stronach czy z Los Gigantes są jakieś wyprawy ale to popatrzymy na miejscu.
    Nurkowałyśmy w tym roku w Abades, chciałybyśmy jeszcze raz ale zobaczymy ile jeszcze uda się kasy odłożyć na atrakcje. A Siam Park godny polecenia?
    Mam nadzieje, że w końcu się uda do Santa Cruz wybrać bo niestety w lipcu zabrakło czasu. ps. Czy to prawda że z Los Cristianos jeździ autobus do Santa Cruz 111 - jakieś 1,5h? taki expres?
    Trochę dużo tych pytań :) ale mam ich jeszcze mnóstwo....
    pozdrawiam
    Dorota

    OdpowiedzUsuń
  6. Dopiero doczytałam : żółwie w puertito- tuż pod nosem a zabawa genialna, oczywiście jak umiecie pływać .. a ile kosztuje taka impreza? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żółwie pobierają zapłatę w bąbelkach powietrza albo kawalkach meduzy- zabawa jest za free jeżeli nie liczyć 1,25e za bilet ale z callao salvaje możecie przyjśc na piechotę.
      Pani z biura guano wie i to wielorybie guano, po co w ogóle pytacie? w porcie Los Gigantes są po 15e rejsy z maski z oglądaniem delfinów. Jedziecie do masci- tam robicie malownicze zejście i wracacie łódką oglądając delfiny albo wieloryby, albo za 20e/os robicie sobie rejs 2h z delfinami.
      autobusem z callao salvaje do Sta Cruz to będzie jakaś godzina i coś nawet. Najszybciej jest do Las Americas główny parador TITSA(tak sie autobusy nazywają) i potem bezpośredni do Sta cruz. i oczywiście od razu plaża ze wszystkich pocztówek czyli teresitas.
      Może wyjść taniej wynająć na tydzień auto- to jest ok 100e a zobaczyć można wszystko znacznie łatwiej.

      Usuń
  7. w lipcu jeszcze nie wiedzialysmy gdzie co i jak. bylysmy na spacerze w los gigantes i los cristianos. Nam z tui rejs 3h proponowano za 47 euro od osoby.Mimo ze nie wiele pozwiedzalysmy to Teneryfa tak nam sie spodobala, ze odrazu po powrocie zaplanowalysmy urlop na listopad. sory za brak polskich znakow ale pisze z komorki. Pierwsza osoba odpowiada mi konkret na pytania :) a czy karte bono bus oplaca sie kupowac? auto niestety odpada, ja dopiero robie prawko a kolezanka troche sie boi jezdzic po nieznanych drogach. Aaaa i jeszcze jedno, czy monkey park jest czynny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bono koniecznie- to 20-30% taniej na autobusach wychodzi, parki z więzionymi zwierzakami mnie nie interesują więc nie odpowiem. Polecam też zajrzeć do medano-w listopadzie to wiatry łeb urywają ale za to ludzi ze szmatami na wodzie pełno.

      Usuń
  8. o el medano słyszałam mam nadzieje że starcz czasu. Też nie jestem zwolenniczką zoo, Loro park odpada, ale kusi mnie jeszcze siam park. Delfiny, żółwie, Santa Cruz, Puerto, jest na pierwszym planie. a mam jeszcze jedno nie typowe pytanie. Czy jest duży kryzys jeśli chodzi o pracę na Teneryfie? Czy ciężko się utrzymać?

    już nie męczę :) miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pytanie jest typowe dość- ale szczerze nie wiem, nie szukałem tu pracy. Przecież będziecie się kręcić co za klopot zajść z CV do jednej czy drugiej knajpy?

      Usuń