2014/09/24

W poszukiwaniu straconego czasu

Cukiernik w trzecim pokoleniu. Dziadek zaczął w 1910. Nie nie na kanarach- w Libanie. Wszyskie wiedzo jak bardzo lubię arabskie słodkości. No i jak uwielbiam arabską kawę. A tu posucha. Straciliśmy mnóstwo czasu i kubków smakowych wypalonych kwaśną kanaryjską lurą u lokalesów. Aż tu nagle(aqui nahle- jak to tłumaczy mumio ;-) pojawiła się libańska kawiarnia. Nagle dla nas bo już myśleliśmy że mniej więcej znamy Santa Cruz. Hm Hm Hm. Dziwne -takie coś tutaj? Arabskie słodycze są małe - a kanarki lubią duże. Może byc niesmaczne byleby było duże.
Wybierz sobie które mówi Pani w pastelerii w Puerto Santiago co strasznie lubiła Wiotką i Słodką M przy okazji naszego cotygodniowego zakupu 1szt francuskiego ciastka(gluten!) z jabłkiem.
Przenajcudowniejsza wybrała takie najmniej przypalone ciastko.
Pani Dobra: nie nie to, weź tamto, tamto jest WIĘKSZE.
Nie zrozumiały się w ciągu całego wzajemnego  przekonywania i mimo wzajemnej sympatii. Pani Dobra pomyślała że po prostu M jest tak Nieśmiała I Miła że specjalnie wybrała mniejsze ciastko żeby nie narażać ich pastelerii na straty . I oczywiście polubiła ją jeszcze bardziej ;-)
Ostatni raz arabskie słodycze jedliśmy w Nicei ale nie dlatego Proust mi się przypomniał. To ze względu na herbatkę. Ja oczywiście chciałem kawę - dostałem gęstą i na dnie filiżaneczki. Kurrr... jak oni robią tę kawę z takiego czegoś jak mocay? No jak?
Odkąd mamy w domu kuchenkę elektryczną cierpię bo moja stara cafeteria nie działa- znaczy się nie poddaje indukcji bo jest aluminiowa a z nowych blaszanych(mam dwie dużą i małą) kawa nie wychodzi mi w ogóle- jest kwaśna albo rzadka i jeszcze daje gumową uszczelką.
Próbowałem ostro na 9-tce leci po chwili ale ledwo zabarwione pomyje znaczy za szybko się gotuje i za szybko zaparza(ideał to podobno 27sek).
próbowałem na 6-tce: czekać trzeba dłużej  a kawa i tak jest średnia co najwyżej.
próbowałem na 4- czeka się wieki kawa kwaśna śmierdzi i wcale nie jest mocniejsza,
mała ilość wody nie pomaga- te cholerne blaszaki mają podniesione denko na środku żeby unikać zaparzanią gorącą parą(indukcja nagrzewa samą blaszkę denka i potrafi tak byc że już idą bable pary a 1cm wyżej woda jest jeszcze zimna) co potrafi zepsuc smak kawy i z tego powodu jak sie da niski poziom to woda jest po bokach a na środku gobi pustynia..
Na 2-ce czeka się do południa, kawiarka prycha i kicha i nie wychodzi z niej nic godzinami, potem śmierdzi tak że się kawy odechciewa i wykapuje tam takiecoś czego bym nikomu nie polecał.
Właśnie znalazłem sposób na lekką poprawę- zagrzać suchą kawę na spodeczku w mikrofali, właśnie w mikrofali bo sie nie spala i nie gorzknieje, kawa wychodzi lepsza.
Nadpobudliwa M nie może kawy na wieczór bo nie śpi potem więc dostała arabską herbatkę miętowo-wieloskładnikową. Do tego dodatkowy cukier- przecież miętowa arabska herbatka powinna się lepić do filiżanki. Oczywiście wzięliśmy ciastkosłodycza pistacjowego i migdałowego i podzieliliśmy się po pół.
Smakujemy. No. Czas odzyskany. Mi się wyprawa do Bułgarii w 1992 przypomniała- 3dni prowadzenia auta, kumpel nie umiał jeździć i taka kawa właśnie choć we wspomnieniach lepsza niż ta. I od razu posłodzona, i czekać trzeba było aż z dna naparstka wyleci do końca. Uch ale dała mi wtedy napęd. Takie właśnie wehikuły nad czasem bez H.G. Wellsa są tylko dzięki smakowi kawy.
Bo mimo że ekspres Mocay i kawa Mocay to napar genialny.
No i ta herbatka i ciasteczka super i kawiarenka niekanaryjska, inaczej jakoś no to sorry od razu mi się skojarzyło z Gościem Który Non Stop Siedzi Mi z Tyłu Głowy. Żeby było śmieszniej to pierwszy raz "W poszukiwaniu straconego czasu"przeczytałem ze snobizmu i besserwizerstwa. Oprócz poczucia lepszości nic mi nie dało zostałem takim samym bubkiem jak przed może tylko jeszcze bardziej zarozumiałym- ale może... może zostawiło rzepy w głowie do których potem się łatwiej przylepiało kiedy już nie mogłem sie oderwać od tych książek(baba w bibliotece osiedlowej żeby było śmieszniej mieszczącej się dokładnie nad salą z ringiem gdzie codzień tłukliśmy sie po łbach  straszyła mnie że mi karę wlepi jak nie dodam NATYCHMIAST a ja nie mogłem przecież). A może to przeczytany w miedzyczasie Jan Santeuil- taki łatwiejszy w odbiorze przedsmak. Potem nie mogłem zrozumieć jak to jest że gość dokładnie wie co myśle że zgadzam sie z nim jak nigdy z nikim.  Wtedy juz czytałem po kilka kartek i musiałem odstawić, żeby przemyśleć i przetrawić. Naprawdę warto-polecam.To zdecydownie największe coś(powieść? to określenie jest zdecydowanie zbyt małe) z jakim sie zetknąłem. I zostaje w głowie. I potem już wszystko ogląda się przez nowe szkiełko. Że mi się tak kojarzy ta herbatka i ciastka jak jemu: się kojarzyło właśnie ;-). I czy nie dlatego mi się kojarzy że jemu... Czy mnie na to nie zaprogramował? I od razu wskoczyło mi na sieci neuronowe i wagi. I jak to dziwnie w mózgu że te najrzadziej uzywane połaczenia, te najmniej ważne oddziaływują najsilniej. I przypomnialo mi się jak stanąłem w Londynie na środku chodnika i zacząłem niewiadomoczemu rozglądać sie po ulicy pewien że właśnie spotkam Cudowną M a to przejść musiała jakaś kobieta z tych samych korzystająca perfum. Zapach i smak.
Ale czy sztuka nas zachwyca dlatego że sie spodziewamy zachwytu? Czy wyrafinowane smaki są dostepne ludziom prostym i bez tych w głowie haczyków? Czy kanarki ze względu na ubóstwo umysłowe rzeczywiście wolą rzeczy chamskie? Że bardziej im smakuje słodycz wielka i dająca poczucie sytości, że nie wiedzą jak szukac drugiego i trzeciego smaku?
Jest taka teoria że grubasów trzeba uczyć smakowania jedzenia- żeby się uczyli smakowac a nie pochłaniać. Wtedy zjedzą mniej.
Zaczęliśmy sobie z Panem Pastelero rozmawiać i wyszło że jest trzecie pokolenie  żę dziadzek, że ojciec a on tutaj już 8-my rok. Nie wypadało pytać czy to dobry pomysł na kanarach. Na szczęście miejscówkę ma na starówce to ma trochę zagraniczniaków czyli nie zbankrutuje.

3 komentarze:

  1. Czekaj, dostałeś espresso, czy z tygielka, bo się pogubiłem...
    AK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zagadany byłem bo dzwoniła rodzina i byłem pewien że dostałem espresso- ale... była taka brązowa koronka tylko na jednym brzeżku zamiast espressowej cremy no i kawa była b.dobra dlatego postanowiłem że wyciągnę tam M znowu i już tym razem wyłączę telefon.

      Usuń
    2. To podpatrz jak robią. Stary przyjaciel rodziny, Jemeńczyk, uczył, że kawę (już z cukrem) zagotowywuje się raz, jak podchodzi do brzegu, podnosi się na chwilę i daje się zagotować drugi. Ale przed wszystkim mieliśmy jebistą jemeńską kawę. Anyways libański spoko - miałem kolegów w szkole. :)

      AK

      Usuń