2014/10/04

Dzisiaj zawody u mnie w klubie -prrzybywajcie


21;00 Calle Mencey Bencomo- na samym końcu ulicy. Taka rotunda jak ta co kiedyś w Warszawie wybuchła (czasem mam takie słabe żarty że aż mnie samego rozjeżdża). Wczoraj żeśmy piasek rozbijali. Grabie , motyka i kanaryjski wyrównywacz. Wyrównywacz wykonany z aluminiowych profili okiennych lekko skręconych wkrętami do drewna- luźnymi zresztą. I weż te cholerstwo pchaj jak to się w rękach rozłazi! Polacco (i tu zawsze którys krzyknie do krzyczącego ze po imieniu wołać- strasznie są wrażliwe na to kanarki) to trzeba ciągnąć a nie pchac!. Ale k..wa jak ciągniesz to wychodzi powierzchnia ksieżyca- aaa no tak, ale to za wiotkie jest żeby pchać.
Posadziłem 60kg 10-latka na wierzchu i gazu- zabawę mieliśmy obaj. A wszysko to żeby zawodnikom się nic nie stało jakby jakieś rzuty wysokie były. Kanaryjsko bylo- grabimy i piwko- EEE Polacco Cerveza!! Oczywiście przed treningiem. A.K. czułby się tu jak w domu. Się powoli zadomawiam. Wziąłem wczoraj na plecy gościa co ma 153kg. (Nie, to nie był Tachenko- ten koło trenera ma dwa metry ale nie jest najcięższy w drużynie-choć to właśnie on jest ostatnia dechą ratunku jak coś idzie źle).Jak zacząłem nim potrząsać żeby mu się kręgosłup lekko rozluźnił to się zdziwił. Reszta najpierw się śmiała a potem cicho. Nawet zaczęli na mnie narzekac do trenera że za mocno sie staram. I się Trener dopytywał ile lat się rzucałem i jaki mam pas. Bo trener od kondycji jest karateka. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem cos mówił że ma podopiecznego mistrza europy/ albo miał? Chyba się polubimy bo on tez docenia ciężką pracę. I znalazłem dwa 20kg talerze w przebieralni i juz mam pomysły.No ale zanim będę mógł towarzystwo zadręczyć ciężarami na śmierć to chyba jeszcze troche czasu minie. Acha no i dzisaj na wadze już 88kg. 2kg w tydzień to chyba maks na który mogę liczyć. Nie to żeby bylo łatwiej, dzisiaj jestem tak zbity że pod samochody wjeżdżam- nie mam siły ścisnąć  hamulca w rowerze. Prawe przedramię odmawia współpracy- kanarki nie odpuściły,  po rozgrzewce mieliśmy wszyscy na jednego, jak byłem jednym to się na mnie mścili- jednym słowem było super. Jak ludzie możecie bez tego żyć. A jedna osoba z rodziny zapytała mnie; no tak, a po co Ci to? Aż się zacząłem zastanawiać? bo Bernard Hopkins nie może być jedyny? Bo wszyscy mówią jak to nie czujesz że się zmieniasz tylko inni mówią ci że już jesteś stary? A to nieprawda, sam dobrze wiesz że jesteś starym pierdzielem kiedy własnie zaczynasz przyjmowac że na cos jesteś za stary. Przeciez to nie jest skakanie ze 100m klifów do wody, nie? Co mam przed telewizorem siedzieć? Kiedy to naprawdę zarąbista zabawa.
Update będzie po zawodach- biorę aparat.
Filmików natrzaskałem- telefonem ale jakość mi nawet pasuje, tylko będe musiał jakoś to zmontować. Wziąłem Córkę na której rozmiary części zawodników zrobiły wrażenie. Wygraliśmy 12:11 czyli wiadomo że Tachenko był w użyciu (5 ostatnich walk? bo trzeba było nadrabiać).  Gość ma raptem 2m a wygląda na formację skalną. jak mu usiłowałem zrobic coś co sie w judo nazywa wielkie podcięcie zewnętrzne to zostałem uczepiony na nim jakbym na drzewo próbował wleźć. Miło więc było zobaczyć że nie tylko ja miałem taką zagwozdkę. Zrobiliśmy zdjęcie ekipą na koniec. Nie te u góry które zrobiłem sam, tylko klubowe. Podbiegł do mnie trener i powiedział że na dół złaź, że  musimy mieć wszyscy razem zdjęcie nie tytlko ci co dziś startowali. Będą kanarki zafoliowywowyowywać na prawie-wieczną pamiątke . Na żarcie nie zostałem bo wegetarianin na kanaryjskiej imprezie nie ma co robić.
A tu się karnawał zbliża. Serio Serio.
Wracamy koło całego budynku wypełnionego murgas. No i już wstępne występy się odbywają i pokazy dla publiczności. Także nie ma lekko. Jak karnawał to karnawał- kto jeszcze poza mną ma całe ustępy z pchły szachrajki w głowie? Nawet żeśmy sie nie zatrzymali bo jednak na trzeźwo się tego znieść nie da a Córka jeszcze nie pije.
Wróciłem zupełnie nakręcony walkami gości z którymi jednak się tam jakoś porównuję. Nie wiem czy juz w tym tygodniu przerzucic się na 5 treningów tygodniowo czy dopiero za tydzień.
O jakże wspaniałe jest to uczucie kiedy organizm nie nadąża. Że rano budzisz się jak kaleka. Wyprawa do sklepu pod domem to wyprawa prawdziwa, Bo cebula leży poza moim zasięgiem. Na dolnej półce. Biodra i plecy to mam tak obolałe że się nie zegnę. Kucam. Taa to też sredni pomysł. To naprawdę genialne uczucie jak czujesz że przeczołgujesz się przez kolejne granice. Nie ma nic fajniejszego. I nie musi to być fizyczne. Może byc książka czy zadanie matematyczne byleby wysiłek był na granicy mozliwości. Bo do normalnych i codziennych rzeczy to ktoby tam miał zapał nie? ;-)

3 komentarze:

  1. Kul! Czy Luchadores Canariensis mają ksywki pod którymi wchodzą na plac zagłady? :)

    A i nie piję piwa przed treningiem (chyba że w domu) ;)

    AK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wrzeszczy się do Ciebie możliwie najbardziej zdrobniałym zdrobnieniem imienia ;-) tak żeby było męsko. I już wiem czemu czuję się zbity- bo jestem zbity. Piasek ma stwardnienie rozsiane po arenie- i jak Cię rzucą na taką górkę twardego to uch.

      Usuń
    2. Sandmanito! ;)

      AK

      Usuń