2015/02/20

Rowery w powietrzu nie skręcają- szycie i szpital


Kupiłem wyrąbisty rower- w St Maria del Mar. Ale skurczybyk bez hamulców bo kanarek przerabiał na tarczowy i zdjął koło z tarczowym do sprzedaży. Więc nie ma  hamowania. Pod górkę bez kłopotu- z górki gorzej. I nagle misię górka zaostrzyła i skrzyżowanie z autami poniżej. Kładę się na bok i walnę rowerem w krawężnik. trochę się poskreczuję i będzie git. A g... nie git. Podbiło mi przednie koło na jakichś wydumanych amortyzatorach i normalnie przerzuciło przez krawężnik i łbem w budynek.
Krew płynie, nie mogę się podnieść żeby usiąść, ręce jak z waty. Zatrzymuje się samochód, zbiera się kilka osób. Krwawię obficie  i jedna z pań zdejmuje kurtkę żebym sobie podłożył pod głowę. Dziękuję ale pokrwawię. Pani podkłada mi kurtkę i już. Ktoś wezwał ambulancię i czekamy. Zimno mi się robi. Przyjeżdża ambulancia. Ja chcę wstawać - nie, nie ruszaj się. No kur... nogi mam w porządku- ledwie co obtarte ;-). Na nosze zawodnika i dylemat co z bicicletą? Wzywają Policia Local niech zawiozą rower do siebie. Czy mam cukrzycę? nie, czy coś jadłem ostatnio? nie, czy biorę jakieś leki? nie, czy jestem nosicielem HIV? nie.
Ciśnienie- niiisko, krew z opuszka- nie da się pobrać za niskie ciśnienie. Otulają mnie w prześcieradła myją i bandażują, czekamy na policiię. Ja mam nudności i troszkę mi wiruje. No w końcu są Lokalni Policjanci- dobra bicicleta będzie czekać na av 3 de mayo.
Jedziemy do szpitala Nuestra Sra de Candelaria. Nawet nie pamiętam który to. O rany zjjazd głową w dół(no bo tak stoją nosze w amulancii) - to niemiłe doświadczenie jak ma się mdłości i zawroty głowy.
Szpital. Wywożą mnie na noszach nie dają wstać. Ale ludzi na urazowym. Łomatko Nasza z Candelarii ;-). Starsi ludzie leżą pod ścianami i jęczą albo zawodzą "dios mio". Zjawa się Pan i pyta o kasę. Czy jestem tu ubezpieczony? No dobra napisałem że nie trzeba być ubezpieczonym żeby mieć tu prawo do podstawowej opieki zdrowotnej- więc: talk the talk and walk the walk. Nie nie jestem i nie mam europejskiej karty zdrowia czy jak to się nazywa. Nie mam nic nawet passaporte. To podpisz że wszystko zapłacisz potem. Nie, nie podpiszę. Czemu? Bo wiem że nie muszę. Poszedł. Przewieźli mnie na korytarz koło zabiegowego.
Zawożą do zabiegowego. Nawet się znalazła Pani Doktor z angielskim. Robią wywiad- mniej więcej to samo co w ambulancii. Pytam czy mam rozumieć że moja kariera jako modela właśnie się skończyła? ;-) Myją mi łeb. Tak nieprzesadnie delikatnie. Dostanę przeciwbólowe zastrzyki do szycia. Łoł - jednak co stolyca to stolyca. 15 szwów. normalnie dostałem papierową zasłonę na całą twarz i tylko rana na wierzchu. Trochę chyba było zabawy bo wzywała drugą. Obmyły mnie i zabandażowały znowu- kurcze tak ścisło jakby mi się miała bez tego bandaża makówka rozpaść jak słabo poskładane puzle. Uszy mi cierpną. Do salki pustej i już po. Po jakichś 2h przyszła pani pytać czy chcę herbatę czy wodę. Wodę. Przyniosął każe pić bardzo powoli. Po jakimś czasie przyszła Pani Inna i że jak się czuję. Mówię że OK i nie mam żadnych zabaw związanych ze wstrząsem więc chyba był lekki. Ona też tak myśli- dostanę wypiskę jeżeli którykolwiek z symptomów się pojawi to wzywać ambulancię albo przyjechać samemu. Dzięks. Jeszcze mi przecięli opaskę na ręku z nazwiskiem kodem kreskowym i napisem: nieznany?!!! Wychodzę- gdzie jest przystanek? Tam po drugiej stronie ronda. Słabo biegam jeszcze i mi autobus uciekł. A to był właśnie autobus pod dom. I zaczyna padać. Super. Na przystanku siedzą dwie kanaryjskie dziewoje lat ok 18. Zaczepiają mnie bo mam wielki obandażowany łeb, ślady krwi na spodenkach i butach. Ile czasu? Co? No ile czasu byłeś w szpitalu. A nie, dzisiaj tylko, opatrzyli mnie i wypuścili. Co się stało? Miałem nieporozumienie z rowerem. Samochód Cię walnął? nie ja walnąłem w ścianę. Acha i co wracasz do domu? Tak, właśnie próbuję. Masz na autobus? i tu mnie zabiły. Przed chwilą widziałem jak sępiły od przechodzącego gościa papierosy a teraz pytają czy potrzebuję kasy na autobus? Jednak nie rozumiem ludzi tutaj. To był tak miły gest że aż mi się cieplej zrobiło. Ukochana wprawdzie chciała po mnie przyjechać ale bałem się żeby robiła pierwszy przejazd od roku chyba w tak pechowy dzień, w ciemności i deszczu. I dzięki temu spotkało mnie coś tak niesamowitego jak to pytanie na przystanku.

5 komentarzy:

  1. Oż fuk.. ale spoko ci ludzie tam..
    Nic, czerwona pigułka bezpieczeństwa Yunnanbaiyao i zdrowiej. :)

    Ale że zostałeś John Doe jest tak frikin kul, że mogłeś to przebić tylko chwilową amnezją i pytaniem przechodniów o datę. "KTÓREGO ROKU?!" ;)

    AK

    OdpowiedzUsuń
  2. Tatko wracaja do zdrowia.pozdr z

    OdpowiedzUsuń
  3. .....Tatko wiesz,że tak w dzisiejszych czasach wyglada selekcja naturalna? stary jak nie meduzy to noze jak nie meduzy znowu to rower bez chamulcow...wez ty sie do czerwca wstrzymaj co?Moze stare Chinskie przysłowie...
    Jeśli sie kladziesz spac z brudna dupa to rano bedzie ci smierdzial palec.
    Dzidek
    Pozdrawiam
    P.S.
    Ale ci zyoby zbieraja .....bedzie co obgadywac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. selekcja naturalna mnie nie dotyczy bo swój materiał genetyczny już przekazałem więc mam wolne. Nie będę bronił tej jazdy bo sam nie mogłem uwierzyć jak mogłem być tak głupi

      Usuń
  4. W sumie to napisze bardziej bezposrednio... ;D
    https://www.youtube.com/watch?v=fJIwJh6yjw8
    Cale szczescie idiota celowal w swoj leb nie kogos innego...
    Dzidek
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń