2015/07/12

No i ...

Się żegnamy z Teneryfą co oznacza że wiele rzeczy robimy po raz ostatni. Czyli  zrobiliśmy ostatni bieg na Teresitas (8,8km x2). Żeby było hardcorowo i do przesytu to wybraliśmy środek dnia. Na dodatek kanarek kupujący rower się spóźnił i w końcu wybiegliśmy 13:30. Czyli w największy upał. 35st na termometrach w mieście. Spotkaliśmy tylko jedną parę biegaczy przez całą drogę. Rowerzystów również zero. Za to kilka karetek i samochodów pogrzebowych. Kanarki padają latem jak muchy. Reszta w cieniu siorbie piwko więc biegnąc w ten upał czujesz się nadludziem i sprawiało mi autentyczną satysfakcję że mogę sobie na taką zabawę pozwolić.  Nawet mi się stałocieplność rozregulowała. Jak już dobiegliśmy na plażę to mi się zrobiło autentycznie zimno, tak zimno że nie chciałem zdejmować koszulki. Aż mi sie włosy na rękach podniosły i dostałem gęsiej skórki. W 30sto stopniowym upale hi hi. Niezłe co? Kanarkom najwidoczniej też upał lekko miesza w głowach bo takie coś ze zdjęcia ulepili z piasku - wielkości około metra.
Cola Zero ze sklepu w San Andres, popływać i z powrotem. O rany myślałem że stanę, a Córka pooszła i mi z oczu zniknęła. Bedę musiał znowu wziąć się za bieganie bo żeby mi dziewczyna nawkładała? Wstyd. Zmęczyłem ten bieg ale już nie czułem sie tak dobrze hi hi. A smarkata siedziała sobie na ławeczce w cieniu i czekała. Czyli nieźle dostałem.
Ciągle nie zaczęliśmy się pakować. No bo co? potem żyć te kilka dni na walizkach? Jutro Córka żegna się z dzieciakami imprezą na plaży. My jeszcze wyprzedajemy co się da a w Srodę Już Nas Tu Nie Ma.
Cieszę się że wyjeżdżam ale jakbym miał jeszcze raz podejmować decyzję czy tu przyjeżdżać to bez mrugnięcia okiem. W jednej sekundzie TAK TAK i jeszcze raz TAK.
Tak sobie dzisiaj idąc do fruterii PRADERA (którą zresztą wszystkim polecam- duży asortyment i ceny OK) zacząłem sobie w głowie sumować co się zmieniło od naszego przyjazdu.
Schudłem ~30kg , zacząłem surfować, zacząłem crossfit. Uwolniłem się od obsesji samochodowej. A było ciężko. Mocno ograniczyłem żądzę posiadania rzeczy. Zapuściłem włosy po NieWiemNawetIlu latach golenia się na zero. Przestałem myśleć w co uderzę faceta idącego z przeciwka chodnikiem jeżeli zachowa się niegrzecznie ;-) Przestałem wierzyć że wszystko muszę zrobić sam- konieczne było scedowanie cześci zadań na osoby które nie były mną.
No i  poznałem b. fajnych ludzi których inaczej bym nie poznał. I to jest najważniejsza rzecz którą wywiozę z wyspy.  Teneryfę na dłużej polecam wszystkim. Dla nas to było wyzwalające doświadczenie. Teraz już wiemy że Swiat jest i większy i ciekawszy niż się konsumentom telewizji wydaje i nie warto słuchać wystraszonych. Wiemy bo żeśmy się przekonali. Na własnej skórze i z cudzych historii. Właśnie dlatego że Teneryfa to taki tygiel dla różnych dziwnych ludzi z dziwnymi pomysłami na życie i nie przyjeżdża się tu "na saksy" więc przyjeżdżają ludzie z którymi można pogadać o nieco innych rzeczach niż co ostatnio kupili ;-).

4 komentarze:

  1. Nie wyjechałeś, a już za Tobą tęsknią :>
    W ogóle powinniście wrócić stojąc dumnie na trzech omszałych, tysiącletnich żółwiach, eskortowani przez teneryfskie delfiny, aż do Helu ;)
    AK

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieje ze bedziesz prowadzil nadal bloga,pozdr Z

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy co ma rzeczywistość dla nas w zanadrzu. Na razie czekamy na paszport w Polsce.

      Usuń