2016/10/06

No i historia zatoczyła koło czyli znowu kanary


Jako rodzina zaczęliśmy nasze życie niepolskie milion lat temu od krótkiej wycieczki na Gran Canarię po przeczytaniu "4 hour work week" czyli  "4 godzinnego tygodnia pracy". Od bardzo krótkiej 5dniowej wycieczki. Opłaconej dwoma dniami ciężkiej pracy przy ogradzaniu półhektarowej działki z domem żeby nam się psy i koty  nie rozlazły ;-). Bilety kupilim jechać było trzeba a zostawić biedaków tak na pastwę Leśnych Stworów to nie byłoby ładnie. Żadna ekipa nie chciała zrobić 250m płotu tak na szybko i za półdarmo- no to nie zrobimy sami.
I udało się, skończyłem naciągać siatkę(z pośpiechu część zamiast wyciąhrką to  4runnerem więc trochę siatki można było wyrzucić ;-) na ledwie co wbetonowane słupki, pod prysznic i na lotnisko. Na lotnisko do niemiec oczywiście.  I ta Gran Canaria w pięć dni przekonała nas że nie tylko można ale i trzeba wręcz. Wyjechać i zacząć coś nowego. Wybraliśmy wtedy Teneryfę(jak można się domyślić po tytule bloga ;-) dah. Bo po szybkim rekonesansie na Gran Canari pierwszą rzeczą którą zrobiła ukochana jak się dorwała do internetu było kupienie biletów na Teneryfę. Tam spędzilismy ciut więcej czasu, nawet wleźliśmy na Teide i postanowiliśmy że zostajemy. Minęło kilka lat. Nawet żesmy sie zastanawiali czy nie zmienic wyspy. Zwyciężyła jednak Azja. I pewnie jeszcze tam wrócimy za rok ale w międzyczasie wymogi leczenia trzymają nas w EU.Jednak okazałosię że rzeczywiście co się odwlecze to nie uciecze. I właśnie wyjeżdżamy na Gran Canarię. Dlaczego i jak?
Dziecko powiedziało że w zasadzie to ona woli kanary od peninsuli, Ukochana też woli, no to co ja miałem do gadania?
Powoli zabieramy się za pakowanie naszego coche grande. Wywaliłem środkowy rząd siedzeń. więc będziemy robili coś co w nocy pozwoli rozłożyć łóżko(w Voyagerze mieści się materać 120x200cm) a wciągu dnia nie zajmie za dużo miejsca Nie wiem czy montować panele PV na dachu teraz czy dopiero na wyspie. W europie słońca niewiele a przy 140-160kmh to te panele na rusztowaniu mogą robić różnicę. Gonimy do Huelvy oczywiście bez biletów promowych i na wariata. I co nam kto zrobi? Nazwie nieodpowiedzialnymi? Dla mnie to komplement.
I stąd teledysk na wierzchu wpisu.
 Piosenkę dedykuję tym którzy uważają że zostali oszukani przez mój optymizm i zachwycone podejście do życia na kanarach a teraz muszą kombinować bo sobie nie dają rady, i mają ŻAL. Doniesiono mi że takie indywidua są i dają temu wyraz publicznie. No to im odpowiadam: You should never come to hollywood.

6 komentarzy:

  1. Śmiej się, śmiej, ale Twoje wpisy naprawdę mają większą siłę rażenia niż pewnie przypuszczasz;) Nie będę nadmiernie komplementowac, zebyś nie zabił mnie zaraz przesmiewczym, choc zapewne piekielnie inteligentnym komentarzem, ale...fajnie się Ciebie czyta!!! Na bloga trafiłam 2 tygodnie temu, jak wielu, szukając praktycznych informacji o życiu na Teneryfie. Po dwóch wakacyjnych pobytach, namowach znajomych, którzy się tam osiedlili, idea zaczęła kielkowac. Ale nie spodziewałam się, że kilka dobrych godzin swojego cennego życia poświęcę na czytanie od deski do deski (nomen omen;) bloga...ale jak zaczęłam, nie mogłam przestac;) I przyznaje,trochę złości było, jak z roku na rok Twój entuzjazm co do Kanarow słabł, ale z drugiej strony, doskonale rozumiem azjatycka pokusę. Może gdyby nie małe dziecko, też byśmy emigrację planowali z większym rozmachem;) No i mój zawód, fajny choć niestety stacjonarny.
    Co z nami, czas pokaże, ale Wam życzę przede wszystkim sił i zdrowia!!! A wtedy gdziekolwiek Was poniesie, szczęście na pewno znajdziecie! Tylu pozytywnych myśli co przesyłam małżonce, to chyba nikt z mojej rodziny dawno sie nie doczekal;)
    Sory, że długo i ciut patetycznie, jednak musiałam te godziny wertowania Twoich wpisow zrekompensować sobie, dając upust słowotokowi.
    P.S. Ale fajnie, że choć na trochę wracacie! Pzdr.Aga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj
      dzięki za komentarz. Taaa ze środka to człowiek sobie nie uświadamia że to tak widać jak mu entuzjazm się stabilizuje na poziomie nienajwyższym. Nie było moim zamiarem straszyć kanarkami a wręcz przeciwnie. W porównaniu z naszym życiem nad wisłą to tutaj było sto tysięcy milionów razy lepiej. I Tobie też będzie lepiej. Ja się wystraszyłem że z mojego pisania wynika iż można przyjechać połozyć się na plaży i Przyjacielscy Tubylcy nakarmią człowieka bananami powachlują po czym zaniosą do domu. Nie codzień tak jest i o to są pretensje jakieś. Więc się z lekka wycofuję : nie dla wszystkich jest tu miejsce. Ale dla tych sympatyczniejszych i bystrzejszych niż PN (polska norma) przewiduje to się znajdzie na pewno. Pozdrawiam i do zobaczenia na wyspach.
      Aaa i M dziękuje za życzenia i pyta czy była do nich załączona czekoladka (bo się biedactwo męczy strasznie na Keto diecie i nawet wedla by zjadła, nie wiem nawet czy to już nie doszło do poziomu goplany co jest ostatnim stopniem przed kanibalzimem)

      Usuń
    2. Czekoladki dołączę, nawet belgijskie lub szwajcarskie,pod warunkiem, że jeśli się sprowadze, rzucicie niemieckiego dentystę i zęby nadszarpnięte tymi słodyczami będziecie u mnie leczyc; )
      Pozdrawiam,szerokiej drogi! Hola!;)

      Usuń
    3. Jak zrobisz teleterapię kanaryjską to się zapisujemy ale specjalnie promem do dentysty jeździł nie będę, co to to nie. Dobijać się żeby mi ktoś ból zadawał? Może i jestem freaky ale nie aż tak ;-)

      Usuń
  2. Ból to Ty mi sprawiasz pisząc takie rzeczy, bo współczesna stomatologia nie ma z bólem wiele wspólnego!;-) Gwarantuje, ze po solidnym fitnessie czy porządnym przeczesaniu fali człowiek bardziej cierpi;)
    Ale fakt, prom to już zbyt duże poświęcenie, zwłaszcza jak buja! Znane mi doświadczenia z tej trasy przebijają wszelkie koszmary dentystyczne;)
    Teleterapia w moim wykonaniu wygląda co najwyżej tak, że robię swoje, a pacjentowi włączam wybrany film żeby myśli miał zajęte i nie wizualizował sobie tego, co ja tam mu w buzi robie;)
    Znam paru dobrych specjalistów od teleradioterapii na GUMedzie, ale nie podejrzewam, żeby reflektowali na przeprowadzkę…onkologiczne środowisko specyficzne, sami zresztą zdanie chyba macie już wyrobione. Choć wyjątki tych po „ jasnej stronie mocy” też się zdarzają!
    No nic, skoro szans na spotkanie w realu nie ma, czekam na nowe wpisy bo tak zwyczajnie Was polubiłam.
    A zarzuty, że kiedys Ci się bardziej podobalo, teraz mniej, że z wielbiciela słodyczy zostałeś KETOgenikiem itd.itp., są równie sensowne jak zarzucanie że Picasso od postimpresjonizmu skończył na kubizmie a Victoria Beckham z lateksowej lali ze Spice Girls stala się ikona stylu…no może popłynęlam trochę z tymi porównaniami;) Ale czytanie nie obliguje do naśladownictwa, a chyba niestety nie każdy może to zrozumieć.
    Im zimniej i mocniej pada tym bardziej mi za słoncem tęskno, więc już lepiej zajmę się rezerwowaniem biletów na grudzień. Włąsnie trafilam na fajną ofertę z Berlina!
    No to hej!



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam znam dentystów i ich chore poczucie humoru kiedy z szalonym błyskiem w oku mówią:"nie będzie bolało". To żarty rzeczywiście od kilku lat nie stykam się z bólem w trakcie zabiegu. Naczytałem się ostatnio o stomatologii przy okazji sprawdzania toksyczności amalgamatów i sensu wymiany. Okazuje się że źle przeprowadzona wymiana ma podobny skutek jak tygodniowe zwiedzanie elektrowni w fukushimie,
      o do biletów na Gran Canarię to już będziemy czekali z gorrącą kawą. Niemce lubią latać na GC więc co? wpadacie?
      Dentysty chyba ze względu na charakter zawodu i codzienne wchodzenie w postać Mastera Mogącego Zadać Ból okazują się kompatybilne z naszym chorym światooglądem. Nadreprezentacja Stomatologiczna wśród niewielkiej części społeczeństwa z którą lubię przebywać zaczyna mnie przerażać ;-) Tylko czekam aż ludzi przychodzących z wizytą będę zapraszał na fotel.A tak serio to już nawet próbujemy jednych zaznajomionych sobie na GC przygruchać zimą. Więc anuż?

      Usuń