2016/10/09

Wolna Wola- kłamstwo i chamstwo


Wczoraj usłyszałem w dalszej rodzinie narzekania na 20 letnie dziecko. ze niewdzięczne i że nie robi tego co powinno. Tak na poważnie i narzekali wstępni. Aż mnie zagotowało. A kto go takiego sposobu życia nauczył? To może dwulatkowi beczącemu bo się wywrócił powiemy że jest ciotą i że już nic z niego nie będzie. I wtedy to już  mamy spokój bo się nam ta przepowiednia sprawdzi.
Co za bezczelne sk...ństwo. Tak mnie to ruszyło że mimo iż sam nie mam zamiaru się chwilowo rozmnażać a już na pewno nie przez stwarzanie nowych zarodków(wychowanie też uważam za formę rozmnażania zwłaszcza w świetle tego że nawet tępe deterministy(a innych nie ma ;-) muszą zacząć zauważać epigenetykę ;-) to jednak postanowiłem  tematem pomęczyć Cię Czytelniku  też.
W jednej z najlepszych książek jakie przeczytałem w życiu czyli jak wychować zdolne dziecko jest prosto i krok po kroku  opisana praca jaką należy wykonać aby dziecko było: zdolne, kreatywne, niezakompleksione i samosterowalne. Jeżeli moje dziecko takie nie jest to winić mogę siebie jedynie.
Są przypadki łatwiejsze i są trudniejsze ale trochę jak w brydżu nie masz wpływu na "rękę" za to dość duży jak  nią zagrasz. Albo możesz wiecznie narzekać że "karta nie idzie" albo pouczyć się grać.
a rozdania mogą być ciekawe:
Dziecko rodzi się ważąc 2kg. Każdy dotyk je boli. Mama reaguje na jego ciągły płacz złością i karmieniem z butelki. Dziecko karmione z butelki nawiązuje kontakt wzrokowy późno. Brak tłuszczów i witamin z mleka matki dodatkowo spowalnia rozwój układu nerwowego. Rodzice biorą ukraińską nianię bo sami mają fajniejsze zabawy niż niańczenie wiecznie płaczącego bachora. Ktoś przypina dziecku etykietkę opóźnionego(często są to lekarze nie rozumiejący co to znaczy pół roku opóźnienia w rozwoju wobec średniej życia 70+ lat? nic). I jeżeli rodzice się nie postawią to dzieciak ma pozamiatane.
Gdzie tu wolna wola?
Kiedy miał się urodzić mój pierwszy syn dowiedziałem się wszystkiego co można o porażeniu dziecięcym, Czemu? Zagrożenie nie było powyżej normy. Ale... czytając wszystkie możliwe książki o wychowaniu dzieci zobaczyłem że jest to problem dość częsty i że wiele zależy od rehabilitacji już w pierwszych miesiącach życia. Więc nawet kupiłem sobie kilka książek dla rehabilitantów żeby opanować w całości. Więc od pierwszego miesiąca życia dziecko było traktowane jak roczne dziecko z porażeniem stopnia średniego. Łącznie z dwukrotnymi masażami i mnóstwem ćwiczeń zalecanych przez praktyków a nawetr kilkoma zalecanymi przez teoretyków. W domu leciał Bach non stop.
Kreskówki tylko po angielsku i tylko akceptowane/śmieszące tatusia. Nauka czytania rozpoczęła się w wieku kilku miesięcy. Dziecko codziennie słuchało że jest lepsze i niezwykłe. Mogło nie uwierzyć?
Gdzie tu wolna wola?
Rodzic siedzi cały dzień przed telewizorem a wymaga żeby dziecko było kreatywne i ciekawe świata- a skąd ono ma wiedzieć jak?
Ojciec się boi bezbronnych płaszczek a dziecko ma wejść do wody bez strachu. Albo jest uznane za "takie strachliwe" i odpowiednio traktowane przez lat naście.
Gdzie tu wolna wola?
Bo łatwo zrzucać winę na "nieodpowiednie środowisko", "złe geny", "ono już taki charakter ma od małego" a trudniej pomyśleć że to wszystko my. Dostaliśmy taki cud od losu, spieprzyliśmy mu życie i jeszcze teraz narzekamy. Choć czasem przypadek sprawi że dziecko nam się w nos zaśmieje, szczęśliwe mimo naszych "starań".
Komentarz Agi i stary notebook z 2011 tak mnie nastroiły. Że otoczenie zmienia. Zobaczyłem siebie z 2011 i Pomyślałem że chyba bym się z tym kolesiem nie dogadał. chyba nawet trzeba byłoby wyjść na zewnątrz. i to jest ta nadzieja na optymistyczne podsumowanie. Każdy może się zmienić. Każdy może zacząć od znalezienia chęci żeby się zmienić. Najłatwiej zmieniając sobie warunki na takie gdzie niechciane nawyki/poglądy/przyzwyczajenia najzwyczajniej nie działają.
Jak daleko to sięga? Cholernie daleko. Przeczytałem dziś rano wpis Mojego Przyjaciela Ngondega o knajpie tajskiej i o tym że jednym z minusów są fizyczne zagrożenia ze strony zaczajonego marginesu społecznego na trasie wiodącej do owej jadłodajni o  nazwie Sawasdee(witaj, bądź podrowiony, dzień dobry: panowie dodają po tym  khap a panie khaaaaaaaa ciągnąc to tak słodko jak tysiąc ton karmelków w temperaturze kiedy się dają ciągnąć)
I zastanowiłem się jak bardzo miały podobne sytuacje wpływ na moją fryzurę i posturę przez 20lat życia. Jak bardzo miałem w głowie ten podział na dziobiących i dziobanych. I że siła jest wartością ostateczną. Ale też co śmieszniejsze o ile odważniejszy jestem teraz żyjąc poza tymi podziałami.
Gdzie tu wolna wola?
Naprawdę strach zabija duszę. A zło-zdziwione spojrzenia dresów na ulicy kiedy śmieję się do nich naprawdę potrafią mnie ciągle zaskoczyć, póki oczywiście nie przypomnę sobie że jestem w Polsce, na szczęście jeszcze tylko przez trzy dni .
Czego i Państwu życzę.
ten 116kg robal gramolący się do wody z gracją ciasta drożdżowego to ja jeszcze 5lat temu fuj!
Naprawdę Drogi Przyjacielu bierz tyłek w troki świat jest ciekawszy i milszy niż Ci tvn wmawia A fajniej niż w Pl jest wszędzie gdzie byłem(no może poza Laosem- ale cholera jasna ta kawa mmmmm)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz