2016/11/21

głuchy/głupi telefon jak trują się veganie czyli zakręty semiotyki

ci co mają szansę zrozumieć dowcip i wiedzą co to jest argumentacja ad hitlerum (zwłaszcza w kontekście vegeterianizmu pojawiająca się prawie natychmiast) to się pośmieją a na zdaniu debili mi nie zależy
Nassim Taleb w swojej genialnej książce "Antifragile" odwracającej kota ogonem zupełnie czyli opowiadającej o rzeczach które mają się lepiej gdy wszystko się wali(np kiedy jesteś właścicielem sklepiku to dobrym przykłądem może być inwestycja w latarki które zyskują 3krotnie na wartości w czasie awarii energetycznej) pokazał w tej książce min  mitrydyzację szerszej publiczności.
Nie wiem zresztą czy szerszej ale innej. Tej modniejszej. Hipsterskobezmózgofollowerskiej Udało mu się dotrzeć z książką do ludzi/sfer które zazwyczaj są zbyt tępe aby takie rzeczy przyswajać.
A udało mu się bo miał wielkie publicity jako człowiek który przewidział kryzys w 2008 więc te wszystkie tępaki szukały wskazówek jak powtórzyć jego sukces i zarobić na kolejnym kryzysie.

I tu pojawia się kłopot z internetem. Bo Geniusz i Debil mają ten sam głos.
Aby wytłumaczyć zjawisko mitrydyzacji czyli uodpornienia na szkodliwe bodźce za pomocą maleńkich dawek substancji potencjalnie trującej Taleb opowiedział  historię o greckim królu od którego zjawisko przyjęło nazwę oraz postawił tezę że jedzenie roślin być może dlatego jest tak korzystne gdyż phytochemikalia działają na nas jak leki chociaż zostały przez rośliny "użyte" w celu odstraszania/podtruwania zjadających. Każdy lekarz i farmaceuta zna tę mantrę: dawka robi różnicę. Jeżeli coś jest lekiem to może też być trucizną. Mało tego większość leków używanych np w chemioterapii to są pochodne gazu musztardowego czyli broni chemicznej użytej w trakcie I Wojny Światowej.
No i znak poszedł w świat. I trafili się odbiorcy czasem o ograniczonych  możliwośćiach intelektualnych a czasem po prostu nie do końca uczciwi. Ale niestety bardzo często głośni. Słyszalni i na przedzie. A tłum jak to tłum - po co mamy tę "elitę" jezeli i tak sami musielibyśmy czytać książki? to tak jakbym zatrudniał śmieciarzy i po nich sprzątał. Więc do tłumu/ogółu dociera prawda już nieco zniekształcona po prostu rośliny trują i nie powinno się ich jeść.
I jeżeli z tego tłumu na piedestał awansuje jakiś debil typu jocko wilink to dostaje w łapsko tubę żeby swoje debilizmy mógł wywrzaskiwać głośniej. Co też z ochotą czyni. I powstaje pętla dezinformacji bo to nie jest jedyny debil.
Jak mu wytłumaczyć oryginalną tezę Taleba? Jak mu wytłumaczyć proces doboru genetycznego któremu poddaliśmy rośliny i który nazywamy uprawą? jak mu wytłumaczyć sens istnienia owoców i "zaprzęgnięcie" w ten sposób zwierząt do udziału w procesie rozmnażania roslin- to ze im smaczniejszy i zdrowszy owoc tym większe ma szanse roślina aby został zjedzony a nasiona znalazły się w nowym siedlisku wraz z porcją nawozu?
jak mu to wszystko wytłumaczyć jak on jedyne co umie to mordować irackie dzieci? I być gwiazdą amierykańskich socialmediów.
Niestety jak pokazują amierykańskie wybory takich debili jest od groma.
Jak dużo trzeba czytać żeby w końcu zacząć rozumieć co się czyta?
A może jakieś AI które będzie podświetlać nie tylko błędy gramatyczne ale i logiczne?
 A może ranking od " proroka" do "kłamcy i debila"?
Książki Taleba to prawdziwa radość i przyjemność czytania- nie dość że tezy ryzykowne to jeszcze autor jest erudytą z lekkim skrętem w stronę antycznej grecji. Naprawdę świetna lektura ale jak widać nic nie chroni przed zniekształceniem przekazu.
I teraz pytanie czy moze gdyby autor uprościł to ciut bardziej to zniekształcenia by nie było? Ale może gdyby ta ksiązka nie nadawała dzięki snobizmowi jaki wywołała wśród publiczności automatycznej rangi "intelektualisty pierwszej kategorii z prawem do wywyższania się" to idee w niej zawarte nie miałyby szans się przebić?
Proust mówi że to nie arcydzieło/przełom się przebija do społecznej świadomości- przebijają się miernoty z podróbami ukradzionymi/skopiowanymi z arcydzieła i to oni przygotowują publikę na nowe i przełomowe tezy. No i moze w sztuce się to sprawdza.
 Ale co w nauce jezeli miernoty wypaczą całkowicie sens przełomu?
 Bo nie będę go w stanie zrozumieć?
i każą ludziom wpieprzać antyoksydanty?
 albo dexamethason?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz