2016/11/19

offline a może off the hook?


dla wyjaśnienia nigdy nie byłem fanem facebooka ani twittera. Nawet gdy internet wypełniał mi całe dnie. Wolę czytać książki czy się czegoś ciekawego uczyć czy oglądać skandynawskie komedie, jednak mimo wszystko przysłowiowe już koty na YT(u nas w domu to były dosłownie koty- jesteśmy totalnie na sierściuchy nieodporni)  zżerały mi kilka godzin tygodniowo.
to przecież tak prosto sobie wytłumaczyć:
-potrzebuję poprawić nastrój,
-i tak nie mam nic ważnego do roboty,
-a co mi to się nic od życia nie należy?
-i jeszcze kilka podobnie przekonujących
Czym się różni facebook od blogowania? brakiem wniosków i doraźnością.
Poza tym dla mnie jako człowieka z dość mocnym skrętem antyestablishementowym wygląda na idealne narzędzie do szpiegowania oraz okłamywania społeczeństwa. Przeczytajcie "Akwarium" potem "Wspomnienia Szpiega"(obaj autorzy dostali za zdradę kary śmierci jeden w rosji drugi w izraelu więc raczej można im wierzyć ;-) a potem się zastanówcie jako szef wywiadu jakie byłoby wasze największe marzenie i dlaczego ICQ(taki perwszy messenger) też był izraelski.
Być może to mówi moja mania prześladowcza ale gdybym ja chciał zarządzać stadem baranów a nie istotami myślącymi dałbym im facebooka właśnie- niech postują kto jadł pomidorową a kto ogórkową na obiad, i w jak krótkiej spódniczce przyszła własnie Jola z kadr. Jeszcze dołóżmy baranom pinteresta żeby wrzucały sobie nawzajem zdjęcia najnowszych najków i mamy spokój.
IQ spada do poziomu marchewki- a my, nasze dzieci i nasze wnuki możemy spać spokojnie i bez obaw że ktoś porządek dziobania zakłóci. Warstwy niższe nawet marzeniami i ideałami będą się różnić ludzi. Elizjum już tu jest. A poza tym wkurza mnie że facebook jest wykluczający- znaczy że ciągle chce żebyś się logował bo jak nie to wypad.  Taki ograniczony internet jak jakieś AOL albo Microsoft Network. Fuj. Ok rozumiem nie podoba się to nie właź i tak za bardzo nie masz o czym z tymi ludźmi gadać- z tym że to nieprawda. Może i gdzieś tam w środku siedzi elitarysta ale po pierwsze to go głodzę i biję a po drugie zdaję sobie sprawę jak wielkie znaczenie ma dla mnie w życiu możliwość obijania się o ludzi z zupełnie innej bajki. Choć nie jest to zawsze przyjemne w trakcie to nawet to że nie wszystkie normy są te same też jest nauką.
Wierzę w przypadek i wierzę że może akurat przez jakąś totalnie niedocenianą interakcję z kimś z zupełnie innej bajki będę miał totalnie nowy pomysł na cośtam.
Wydaje mi się że oryginalny pomysł na facebooka jako bazę możliwych partnerów seksualnych i tak był mniej żałosny niz to czym jest dzisiaj- pokazem kolorowanej miernoty.
Ale miało być nie o tym tylko o rzeczy ważnej a superniedostępnej czyli... nudzie. Nuda wymiata. Ile trudnych do przełknięcia książek wmusiła we mnie jako 10latka. No sorry jak się je już wypożyczyło i miałeś do przyszłego tygodnia tylko te trzy a panie w bibliotece publicznej tez nie chciały Cie widywać codziennie to... albo będziesz patrzyć w sufit albo jednak wytężysz nieco wielki łeb.
Brak stu tysięcy milionów gier był przyczyną dla której ktokolwiek robił cokolwiek innego na komputerze. Jeżeli gry były trzy to miały szansę się relatywnie szybko znudzić. A basic w romie ZX Spectrum tylko na to czekał. Daj sobie czas człowieku. Zamknij wszystkie rozpraszacze i daj sobie czas.
Czasem nawet wyłaczam podkasty czy muzykę i lazę(bo uwielbiam poruszać się per pedes)przekonując siebie samego(podobno czasem nawet gestykuluję żeby być bardziej dobitnym dyskutantem ;-) do kolejnych dziwacznych planów i zamierzeń. Bo czasem potrzebujesz szumu żeby się w nic nie wsłuchiwać a czasem mam taki wrzask we łbie że nie zauważam świata zewnętrznego i tak to po co ma się muzyka marnować.
Ważne żeby nie było odcinka silicon valley do obejrzenia, ani nawet game of thrones, ani żadnego ciekawego artykułu który no dosłownie muszę bo... no bo wszystko tylko nie dyskomfort przekuwania marzeń na todo lists.
To nie zawsze muszą być rzeczy związane z zarabianiem pieniędzy. Czasem to jest coś związanego z nauczeniem się nowych rzeczy czasem ze zmiana strategii wychowawczej a czasem po prostu czas na obejrzenie siebie z zewnątrz, spoza głowy. Przemówiło do mnie z któregoś z ostatnio słuchanych podcastów że większość ludzi zachodu żyje w swoim czole. Dokładnie tak to czuję gdybym miał powiedzieć gdzie czuję swoją osobę w swoim ciele to byłoby czoło i przednia część czaszki. Niby ćwiczę i medytuję ale jak podejmuję decyzje to wiem że łeb bez zastanowienia mówi za resztę ;-).
Nie wiem jak być powinno ale jak się zastanowić to za najpiękniejsze i najszczęśliwsze chwile w życiu łeb nie był odpowiedzialny więc może nie powinienem go tak ślepo słuchać?

Jestem w takim a niezbyt żwawo-radosnym nastroju bo spać nie mogłem- wczoraj łapałem fale i bolały mnie plecy w nocy tak że budziłem sie co chwila. Przypływy się teraz przesunęły na jakąś 16 więc już nawet nie jest gorąco choć woda ciągle ciepła.
Na szczęście surfing jest dla mnie ciągle tak męczący że ciężko uznać go za kolejny wypełniacz czasu.
No i w nocy śnią mi się fale.
Wam też?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz