2017/03/09

no i poparzyły mi dziecko



coś daleko majaczyło na horyzoncie we wodzie. Może deska? Bo silne fale to może jakaś lebiega zgubiła? zwłaszcza że coś ostatnio ganiała policia i ambulancia w stronę oceana więc może została po kimś deska ;-)
No i oleliśmy ostrzeżenia bo trochę ludzi we wodzie- sam nie popłynę bo już jestem nieżywy po surfingu i znowu musiałaby się ambulancia nad ocean fatygować. Mam dziecko to je wyślę. Dziecko chętnie. Poszedłem z nią na skałki bo ktoś musi płynącemu pokazywać kierunek. Fale wysokie i czegoś co pływa po powierzchni oceana z odległości kilkuset metrów nie widać chyba że się stanie wyżej. Wlazła do wody i daje. odwraca się co dwadzieścia metrów a ja jej pokazuję lewa ręka skręć w lewo, prawa w prawo, obie do przodu- wiadomo full ahead. dopłynęła i dopiero teraz dała czadu. Prędkość jak mały wodolot. Pokazuję którędy ma wpłynąć między skały a ta wściekła nawet się do tatusia nie uśmiechnie. Meduzy wrzeszczy. Jak? Skąd? 20 surferów we wodzie. Sam byłem tylko w szortach. Się okazuje że dalej od brzegu i że to te słodkie bąbelki mają parzydełka i przywaliły dziecku po ręce- a czadu dała bo nagle wpłynęła w ławicę. Spojrzała pod wodę a tam farfocle jak rozgotowany makaron- parzący rozgotowany makaron. Meduza zostawiła jej  niebieskie parzydełka wbite w skórę- nie dała sobie wyjąć. Polałem tylko octem. Wsiadła na rower i pojechała namawiać kanarków na popływanie. Ta to się niczego nie nauczy. Moja krew.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz