2018/02/26

zimno robi dobrze

zacząłem biegac rano oczywiście w tshircie i szortach.(nie polecam bo szybko przeziębiłem sobie pęcherz i biegam teraz też nie tylko rano po mrozie ale potem cały dzień do łazienki .-)
Ok prawda że nie tylko w szortach bo wziąłem i kupiłem rękawiczki. Myślałem o narciarskich ale się za szybko rozwalają w zetknięciu z moją głupotą(linki od paralotni na przykład,albo suszenie na zbyt gorącym kominku albo uzywanie do naprawy auta:-) więc muszą być bardziej odporne. I są, robocze i  pomarańczowe. Zimno mi w nich jak sk..... A Córka kupiła mi tenisówki reeboka na cienkiej podeszwie.
Czyli jestem zupełnie i całkowicie wyekwipowany.
Więc nie wiedząc co innego mogę robić żeby się wyciągnąć z bagna zacząłem biegać bo i mróz i wysiłek. Czyli rzeczy do których się trzeba przymuszać.
 Nic innego i tak nie przychodzi mi do głowy. Wszystko inne jest zbyt przyjemne. W sensie że nie przynosi poczucia dowalenia sobie. Pokuty.
przykładowo się wezmę do roboty przy firmie to jest ukłon w stronę pompowania własnego ego w zgodzie ze społeczeństwem czyli jakby nie było miło i układnie. A na to nie ma zgody. Dość układów z wrogiem. Dość słuchania debili którzy myślą że mają prawo do własnej opinii po prostu z racji urodzenia. DOŚĆ. Nigdy więcej nie ustąpię debilowi- to się tak zaczyna niby przez grzeczność a potem to już nie ma jak się trzymać prawdy. I nie ma powodu żebym był grzeczny do kogokolwiek a do debila w szczególności.
No i świat ma u mnie przegwizdano a po drugie to mam takie przekonanie wewnątrz że nie należy mi się nic przyjemnego.
Że zawiodłem osobę która mi zawierzyła wszystko i powinienem cierpieć. I  smutek stał się moją defaultową odpowiedzią na życie. Rodzajem narkotyku uspokajającego wewnętrzne zwierzę które chce wyć i rozszarpywać. Ale cichy i smutno godzący się na świat ktoś to nie jestem ja. Nie ma nic gorszego niż takie samoroztkliwianie się nad swoim ciężkim losem. To takie ciepłe i bezpieczne miejsce Gnicie wytwarza ciepło. Rezygnacja jest taka ... ja wiem... przyjemna? W porównaniu do piekła które pali w środku kiedy wiem że to wszystko moja wina to jest naprawdę przyjemna. I nie wymaga wysiłku i pozwala czuć się lepiej ze przecież cierpię więc nie ma sensu żebym się jeszcze batował. Selfpity.
Więc chociaż ciągle jeszcze gra mi w płucach to jednak biegam. Bo boli. Ten ból odsuwa ból ze środka. No i czuję się bardziej pancerny. bardziej odczłowieczony. Chyba już czekam na AI bo z ludźmi mi nie po drodze.
Tak naprawdę to nie miałem za wielkiego wyboru albo to albo rzeczywiście zgnić od środka. Nie jest to może jakaś szczególnie piękna droga to całe cold exposure ale mam świadomość że jestem maszyną z instynktem samozachowawczym (czyli mimo wszystko żyję i będę żył) a taki rozwój wydarzeń jest dla mojej głowy wyjściem atrakcyjniejszym niż ciemna depresja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz